„Old fashioned”. Czy czystość może być atrakcyjna? RECENZJA

pixabay.com

Czy czekanie z seksem do ślubu może dzisiejszych czasach uchodzić za coś normalnego? Czy absolutna czystość może być oczyszczeniem dla grzechów przeszłości? Czy zbytnie pielęgnowanie moralnego radykalizmu nie pcha w objęcia poczucia wyższości? W pełni autorski film Rika Swartzweldera (scenariusz, reżyseria, główna rola) jak na film z gatunku „christian movie” dosyć subtelnie odpowiada na te pytania.

Czystość, skromność, wierność- tymi cechami charakteryzuje się Clay. Po porzuceniu hedonistyczno-imprezowego życia ze studenckich kampusów stara się ułożyć sobie życie na prowincji. Poznaje tam Amber (Elizabeth Ann Roberts), która wynajmuje od niego mieszkanie. Oboje mają zranione dusze. Oboje zbudowali wokół siebie mur odgradzający ich od świata. Czy zderzenie chrześcijańskiego radykalizmu szukającego odkupienia Claya i zagubienia Amber może przerodzić się w miłość?

Swartzwelder celowo nawiązuje stylistycznie do komedii w stylu „Bezsenność w Seattle”, choć nie jest oczywiście tak sprawny reżysersko i aktorsko. Walentynkowe serduszka wypełnia jednak moralnymi rozważaniami o cielesności, duchowości i granicach szukania odkupienia. Imię Jezus pada w filmie raz, więc brak tu łopatologii większość protestanckich filmowych katechez. Niemniej jednak jest to proste popkulturowe dzieło pasujące do niedzielnego kazania charyzmatycznego pastora gdzieś na amerykańskiej prowincji. Pełnej dobrych ludzi, którzy ostatecznie odrzucą pokusy Złego. Pokrzepiająca filmowa katecheza.

autor: Łukasz Adamski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ