Anthony B. Atkinson, „Nierówności. Co da się zrobić?” (recenzja)

Czy dlatego, że nierówności istnieją w społeczeństwach od zawsze musimy je z fatalizmem i bezdyskusyjnie akceptować? Może jednak warto zastanowić się nad ich źródłem i metodami walki z nimi? Anthony B. Atkinson, brytyjski ekonomista, w książce „Nierówności. Co da się zrobić?” (wyd. Krytyka Polityczna) przedstawia rządom państw narodowych OECD i ich obywatelom piętnaście propozycji mających zmniejszyć rażące i groźne dla demokracji dysproporcje między grupami społecznymi.

Kwestia nierówności znajduje się obecnie w centrum debaty publicznej. Społeczna świadomość nierówności znacznie wzrosła. Nierówności są uważane za największe zagrożenie dla współczesnego świata (vide źródło migracji). Tymczasem w XX- wiecznej ekonomii głównego nurtu zagadnienie nierówności, zauważa Atkinson, było marginalizowane, a nawet ignorowane. Problem dystrybucji lekceważony, pojęcie sprawiedliwości społecznej wyśmiewane. Pytań o to, kto traci, a kto zyskuje na gospodarczej zmianie i polityce ekonomicznej nie stawiano. Atkinson proponuje odrzucić ekonomiczne idee dominujące w ostatnich dziesięcioleciach. W centrum badań ekonomicznych postuluje umieścić, uznając roszczenia wszystkich obywateli do udziału w dochodzie narodowym za uprawnione, kwestie dystrybucyjne. Negatywny, w dyskusjach publicznych i debatach medialnych, obraz osób ubiegających się o ochronę socjalną stoi w sprzeczności, konstatuje brytyjski ekonomista, ze współczesnymi poglądami na godność ludzką. Atkinson rekomenduje przywrócić ekonomii normatywny i moralny wymiar. „Skupiam się na tym, co dzieje się z jednostkami i ich rodzinami. Taka perspektywa może nieraz sprawiać wrażenie odległej od perspektywy decydentów ekonomicznych myślących w kategoriach wskaźników makroekonomicznych, takich jak dochód narodowy czy PKB” – tłumaczy Atkinson.

Dlaczego trzeba walczyć z nierównościami? Otóż skala różnic między obywatelami nie pozostaje, przypomina Atkinson, bez wpływu na charakter społeczeństw. Czy chcemy żyć podzieleni na kasty wykluczonych? Jednych wyklucza bieda, bogaci wykluczają się sami. Jak to ujął cytowany przez Atkinsona Brian Barry „odizolowują się od powszechnego losu i wykupują się ze wspólnych instytucji”. Tak, konsekwencją nierówności jest brak spójności społecznej i dezintegracja wspólnoty. A to prowadzi do niepokojów społecznych i politycznych. Występowanie skrajnych dysproporcji przeczy istocie dobrze funkcjonujących demokracji. Zabezpieczenie równości szans jest przecież fundamentalną cechą nowoczesnego społeczeństwa demokratycznego. Podobnie jak sprawiedliwa alokacja władzy. Nie można bowiem zapominać, że koncentracja majątku i dochodu przekłada się na polityczne wpływy. Niezmniejszane nierówności są swoistym perpetuum mobile. Ich dzisiejsi beneficjenci dają nieuczciwą przewagę własnym potomkom.

Postrzeganie obecnej nierówności jako produktu sił nad którymi nie mamy kontroli, to zdaniem Atkinsona, błąd. Podobnie jak twierdzenie, że nierówności są nieuniknione. Przekonanie, że nic nie da się zrobić i że nie ma żadnej alternatywy jest przekonaniem destrukcyjnym. Należy je odrzucić. Najważniejsze czynniki powodujące wzrost nierówności to: globalizacja, rozwój technologiczny, rozrost sektora usług finansowych, zmiany norm płacowych, zmniejszenie roli związków zawodowych, ograniczanie podatkowo-transferowej polityki redystrybucyjnej. Czy nie mamy na nie żadnego wpływu? Czy są zewnętrzne względem systemu gospodarczego i politycznego? Czy są całkowicie egzogeniczne? Otóż, nie. Np. globalizacja stanowi wynik decyzji podejmowanych nie tylko przez organizacje międzynarodowe i korporacje, ale także rządy państw i jednostki w rolach pracowników i konsumentów. Kierunek zmian to zawsze efekt wyborów politycznych i ekonomicznych.

Co więc możemy zrobić, żeby zmniejszyć nierówności? Po pierwsze, powszechna debata o fundamentach współczesnych społeczeństw i podstawowych wartościach społecznych. Po drugie, wola działania. Wymaga ona oczywiście politycznego przywództwa. Wzajemna zależność nierówności i polityki jest bowiem kluczowa. To, że wojny i recesje redukują nierówności jest intuicyjnie jasne. Nie czekajmy na wojnę! Wyciągnijmy wnioski z historii i skorzystajmy, sugeruje Atkinson, z roli prawa w dystrybucji i redystrybucji bogactw.

Jak doprowadzono do spadku nierówności w Europie po roku 1945? Główne determinanta, według Atkinsona, to rozwój państwa dobrobytu oraz rozszerzanie transferów socjalnych, wzrastający udział płac w dochodzie narodowym, zmniejszona koncentracja majątku osobistego i rozpiętość zarobków jako efekt rządowej interwencji i układów zbiorowych. Dlaczego w latach 80. nastąpił „zwrot nierównościowy”? Powodem była rezygnacja, na skutek zmiany paradygmatu ekonomiczno-politycznego z w/w rozwiązań.

Państwo w imieniu obywateli musi podjąć rolę równoważącą wobec władzy rynkowej. Propozycje Atkinsona, ogniskujące się na kwestii dystrybucji dochodów, a priori zakładają rządową interwencję w gospodarkę. Nie byłyby one możliwe w świecie bez podatków, transferów, regulacji i innych instrumentów państwa. Rządy narodowe nadal pozostają, podkreśla Atkinson, podmiotem realizacji reform politycznych mających zmniejszyć nierówności. Owe reformy trzeba przecież przeprowadzać w kontekście danej gospodarki.

Zmniejszenie nierówności w społeczeństwach powinno być priorytetem dla wszystkich. Stąd też swoje postulaty Atkinson kieruje nie tylko do rządów. To obywatele, przyznaje on, ostatecznie zdecydują, czy jego propozycje będą wprowadzone w życie, a pomysły kontynuowane. Uczynią to pośrednio jako wyborcy oraz lobbyści działający za pomocą kampanii i mediów społecznościowych. Bezpośrednio, dzięki rozmaitym własnym działaniom (vide dobroczynność).

Oto propozycje Atkinsona służące zmniejszeniu rozmiarów nierówności: rozwój technologiczny sprzyjający zatrudnieniu, równowaga sił między pracodawcami i pracownikami (związki zawodowe, dialog społeczny), gwarantowane zatrudnienie, ustawowa płaca minimalna na poziomie płacy godziwej oraz kodeks dobrych praktyk dla płac wyższych niż minimalne, narodowe obligacje oszczędnościowe, dotacja kapitałowa (minimalny spadek) dla każdego, inwestycje państwowe, progresywny podatek PIT nawet do stawki 65%, ulga od dochodu z pracy dla I-go progu podatkowego, podatek majątkowy, podatek od nieruchomości, świadczenie na każde dziecko, dochód partycypacyjny, gwarantowane ubezpieczenia społeczne dla każdego, 1% dochodu narodowego brutto na Komitet Pomocy Rozwojowej OECD.

„Nierówność jest łatwa, gdyż nie żąda niczego więcej – cytuje Richarda Tawney’a Atkinson – poza płynięciem z prądem, równość jest trudna, gdyż wymaga płynięcia pod prąd (…) ma swoją cenę i swoje brzemię”. Trudność ta, wyjaśnia Atkinson, przybiera dwie postacie. Na poziomie indywidualnym wymaga materialnego poświęcenia się dla innych. Cóż, koszty programu reform muszą zostać pokryte przez zmniejszenie realnych dochodów tych grup społecznych, którym wiedzie się lepiej. Na poziomie społecznym oznacza, że trzeba postawić niewygodne pytania zamiast bezmyślnie aprobować wynik procesu rynkowego. Zmniejszenie nierówności to wyzwanie. Sprawiedliwa przyszłość, przekonuje Atkinson, jest w naszych rękach.

Prawo i Sprawiedliwość podejmuje kierunek zmian wytyczony przez Atkinsona. O zmniejszeniu nierówności, równych szansach jako aksjomacie polityki społecznej, sprawiedliwym dzieleniu owoców wzrostu, budowaniu kapitalizmu solidarnościowego, obalaniu mitów neoliberalizmu mówił na Kongresie PiS 1.07.2017 r. wicepremier Mateusz Morawiecki. Niestety PiS nie potrafi rozstać się z dogmatem niskich stawek podatkowych. A przecież wzrost dochodów najzamożniejszych wynikający z obniżki podatków zawsze dokonuje się, ostrzega Atkinson, kosztem innych podatników. Hańbą w Polsce jest znikoma liczba osób uprawnionych do otrzymywania zasiłku dla bezrobotnych. A jest to podstawowy element każdego systemu ochrony socjalnej. O realnym zmniejszeniu nierówności będzie można mówić dopiero wtedy, gdy będziemy mieli odwagę wprowadzić rewolucyjne propozycje Atkinsona, czyli pracę gwarantowaną, dochód partycypacyjny i dotację kapitałową jako odpowiedzi na bezrobocie, plagę niestandardowego zatrudnienia, zjawisko ubogich pracujących oraz nierówne rozłożenie dziedziczonego spadku. Kamień węgielny polityki redystrybucji, za jaki Atkinson uważa świadczenia na dzieci, już mamy.

Agnieszka Kanclerska, mgr filozofii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ