„Tak” dla pieniędzy z Unii, „nie” dla państwa prawa, czyli jak dyskutuje się o Polsce w niemieckiej telewizji publicznej. WIDEO

W niedzielę uczestniczyłam – po raz pierwszy – w programie niemieckiej telewizji publicznej „ARD” pod tytułem „Presseclub”. Tematem audycji była reforma sądownictwa w Polsce, i – jak mogło być inaczej – podział ról wyglądał następująco: trzech dziennikarzy niemieckich, wrogo nastawionych do obecnego rządu nad Wisłą, pouczało polską dziennikarkę, czyli mnie, o tym, dlaczego prezes PiS Jarosław Kaczyński to autokrata, który postanowił dokonać ujednolicenia (Gliechschaltung) polskiego społeczeństwa, by nad Wisłą zapanowała „klekrykalno-autorytarna dyktatura” (to nie żart).

Protestują przeciwko temu zdaniem dyskutantów – Sabine Adler (Deutschlandradio), Ruth Berschens (Handelsblatt) i publicysty Thomasa Schmida (m.in. Die Welt) – masowo młodzi Polacy, z których 90 proc. (skąd te dane?) ma poglądy liberalne i nie chce polityki historycznej PiS-u i nacjonalizmu, tylko Europy, patriotyzmu konstytucyjnego i aborcji. Wszystkie te poglądy zostały wygłoszone z typową dla Niemców arogancją. Już sam tytuł audycji wskazywał w którym kierunku pójdzie audycja i co niemiecki obywatel (nawet ten najmniej rozgarnięty) ma myśleć o obecnej sytuacji w Polsce: „Polska. Tak dla pieniędzy z Unii, nie dla państwa prawa?”.

To rodzi oczywiście pytanie, po co ta dyskusja się w ogóle odbyła, jeśli już wcześniej było wiadomo, kto ma rację a kto jej nie ma, a pytania prowadzącej były sformułowane tak, że w zasadzie już zawierały odpowiedź: „Kaczyński chce przywłaszczyć sobie sądownictwo i zniszczyć demokrację, co teraz?” Pozwolę uraczyć państwo, drodzy czytelnicy, kilkoma cytatami z tej debaty, które świetnie obrazują stosunek do Polski wśród brukselskich i berlińskich elit.

Co się właściwie dzieje w sąsiednim kraju? Od tygodni dziesiątki tysięcy Polaków protestuje na ulicach przeciwko konserwatywnej partii rządzącej PiS. Autorytarna, nacjonalistyczna i klerykalno-doktrynerska (coraz ciekawsze te neologizmy) partia chce całkowicie przebudować państwo i społeczeństwo. Tak twierdzi polska opozycja. Najnowszym przykładem jest reforma sądownictwa, która gdyby została zrealizowana zlikwidowałaby podział władz w Polsce. Ale prezydent Duda zapobiegł temu swoim wetem

—mówiła prowadząca Sonia Seymour Mikich i dodała z przejęciem, że Duda zapobiegł najgorszemu, ale „i tak mamy do czynienia z niebezpieczną dynamiką”. Dyskusja toczyła się początkowo dość normalnie, Sabine Adler tłumaczyła weto prezydenta RP, że to ryzykowny krok, bo Andrzej Duda bierze na siebie całkowitą odpowiedzialność za reformę sądownictwa. Ja próbowałam wyjaśnić dlaczego PiS tę reformę przeprowadza. Niestety potem było już tylko gorzej. Thomas Schmid, niegdyś uczestnik protestów studenckich Maja68 i wojownik o postęp i lepsze jutro, wytoczył ciężkie działa.

Telewizja publiczna w Polsce jest obsadzona w większości przez funkcjonariuszy PiS-u, który próbuje w Polsce stworzyć rządową wersję historii, tak by inne poglądy uchodziły za „niepolskie”, podobnie jest z reformą sądownictwa. Problem moim zdaniem polega na tym, że ten rząd, za którym stoi silny człowiek Kaczyński chce sprawić, by ich poglądy (PiS-owców) były jedynymi słusznymi i by nie było już od tego odwrotu. Oni nie rozumieją, że w niemieckim TK siedzą sędziowie z nominacji różnych partii i są niezależni, a polityka nie może wtrącać się do ich pracy. […] Podział władz to świętość w demokracji

—twierdził Schmid. A Ruth Berschens tłumaczyła, że PiS to partia konserwatywna i eurosceptyczna, na którą głosują ludzie na wsi oraz ci bez wykształcenia. Podczas gdy „wykształceni z dużych miast stawiają na partię Tuska” (To ciekawe swoją drogą, że nazwisko Schetyny się paniom i panom komentatorom z niczym nie kojarzy. Nie padło ani razu).

Polska ma traumę samostanowienia. Wielu Polaków ma obecnie wrażenie, że to Bruksela decyduje o ich losie, a PiS tę traumę haniebnie wykorzystuje

—przekonywała Berschens. Sabine Adler następnie mówiła, że PiS już w latach 2005-2007 chciał przeprowadzić reformę sądownictwa poprzez lustrację.

Co byłoby zupełnie normalne i słuszne, gdyby nie to, że PiS lustrację całkowicie spolityzował. To całkowicie zdyskredytowało ten proces. Na tym polegał wówczas błąd braci Kaczyńskich, i jeśli reforma sądownictwa znów zostanie tak jednostronnie przeprowadzona jak wtedy lustracja, ówczesny błąd zostanie powtórzony

—zaznaczyła Adler. Zdaniem Schmida zaś problem Polski polega na tym, że wszystkie liczące się partie są konserwatywne, i nie ma tradycyjnej lewicy.

Nie ma w Polsce socjaldemokracji. Na dodatek Polska jest podzielona na wschód i zachód, na miasta i wieś. PiS nie wygrał ostatnich wyborów tryumfalnie, tylko wieś głosowała przeciwko miastom. Bardziej wykształceni ludzie głosowali na partię Tuska. O zwycięstwie PiS-u zdecydowały kwestie socjalne oraz potrzeba suwerenności, która artykułuje się w Polsce jednak w najbardziej archaiczny sposób. […] Kaczyński chce dokonać Gleischschaltungu w polskim sądownictwie i stworzyć system klekrykalno-autorytarny

—przekonywał publicysta „Die Welt”. Zdaniem Ruth Berschens na ulice przeciwko Kaczyńskim wychodzi wykształcona młodzież (tu znów aluzja: popierający PiS to buraki ze wsi jeżdżący po zakupy traktorem), studenci i uczniowie.

Ta młodzież spowodowała wiele problemów dla PiS. Prezydent Duda złożył weta pod naciskiem ulicy. Poparcie dla reform PiS-u słabnie w społeczeństwie. Wśród Polaków w wieku 25 lat i mniej aż 90 proc. mówi, że nigdy nie zagłosuje na PiS (skąd te dane?), bo obawiają się tego, co się dzieje. Ci ludzie są patriotami konstytucyjnymi. I bardzo dobrze, oby ich było więcej.

—wtrącił Schmid. Następnie rozmowa zeszła na temat uchodźców i pani Berschens zapowiedziała arogancko, że Polska przegra proces przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Na jesieni 2015 r. zapadła większościowa decyzja o rozdziale uchodźców według kwot. Tak funkcjonuje demokracja, nawet jeśli niektórym Polakom ciężko to wytłumaczyć. Demokracja oznacza, że należy uznać takie decyzje, a Polska otrzymuje 12 mld euro co roku z budżetu Unii

—podkreśliła dziennikarka „Handelsblatt”. Usiłowałam odeprzeć ten argument mówiąc, że Unia to nie ośrodek opieki społecznej rozdający pieniądze jak cukierki, a Polska w zamian otworzyła swój rynek, dzięki czemu z każdego euro, który otrzymuje 80 eurocentów wraca do Unii i płatników netto. Zdaniem Schmida Polska jednak nie zrozumiała wchodząc do Unii, że uczestnictwo w europejskiej wspólnocie polega na rezygnacji z suwerenności.

Tego Polacy nie rozumieją. Nie mówmy o nieapetycznych szczegółach, ale ton, którym posługuje się Jarosław Kaczyński, gdy mówi o Smoleńsku, twierdząc, że jego brat został zamordowany przez poprzedni rząd, gdy nazywa swoich przeciwników kanaliami, jest obrzydliwy. To wierutna bzdura. To psuje polityczny klimat w Polsce. Polska jest już o wiele dalej niż ten stary Kaczyński, który powinien odejść na emeryturę. Mam nadzieję, że weto Dudy stanowi początek procesu, który usunie tego starego, zgorzkniałego faceta, którym jest Kaczyński, z polityki. Faceta, który cofa Polskę w przeszłość

—tłumaczył publicysta „Die Welt”, a pani Adler dodała, że to co widzimy w Polsce, widzimy w wielu innych krajach: autokraci i doktrynerzy chcą cofnąć czas. Powiało grozą. Ale na szczęście mamy w Europie zjednoczony front obrony liberalnej demokracji, z panią Merkel na czele. Pani Berschens tymczasem wyjaśniła niemieckim widzom, jak Bruksela patrzy na problemy z Polską i oczywiście…Węgrami.

Polacy i inne narody Europy Środkowowschodniej nie dorośli do demokracji. W Brukseli nazywamy to problemami wieku dziecięcego

—stwierdziła korespondentka „Handelsblatt”, bez najmniejszego zażenowania. Czego więc dowiedział się niemiecki widz z tej audycji?: PiS i Kaczyński to nacjonalistyczno-katoliccy autokraci, którzy zmuszają ludzi do tego, być chodzili do kościoła i zabraniają im aborcji, homoseksualizmu i gender. Głosowały na nich jakieś buraki ze wsi bo rzucili im trochę kasy, wbrew światłym elitom, które protestują, by uratować resztki postępu. I tylko te światłe elity rozumieją demokrację, bo tak w ogóle Polacy mają z tym problemy, szczególnie buraki głosujące na PiS. Tym burakom z jakiegoś powodu marzy się coś tak absurdalnego jak suwerenności i to jeszcze w jej archaicznej formie, cokolwiek to oznacza. Ale brzmi groźnie. A nad tym wszystkim czuwa wszechmogący Kaczyński, który w wolnych chwilach spiskuje z kotem jak zniszczyć sądy, demokrację i Unię Europejską.

Wszystko jasne? To dobrze.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ