Ekspert: bomba wodorowa ma wielokrotnie większą siłę wybuchu od atomowej

Bomba wodorowa, którą testowała w niedzielę Korea Północna, ma wielokrotnie większą siłę wybuchu od bomby atomowej – wyjaśnia w rozmowie z PAP dr hab. Krzysztof Kozak. Dodaje, że w bombie wodorowej wykorzystuje się reakcję termojądrową, czyli łączenie jąder lekkich w jądra cięższe.
Północnokoreańskie media podały w niedzielę, że „całkowitym powodzeniem” zakończyła się przeprowadzona przez Koreę Północną próba z użyciem bomby wodorowej przeznaczonej do montażu na międzykontynentalnych pociskach balistycznych (ICBM).

Pomyślna próba „dwustopniowej broni termojądrowej” o „bezprecedensowej sile rażenia” to ważny krok na drodze do ukończenia przez Pjongjang programu atomowego – poinformowała państwowa północnokoreańska telewizja, przytaczając oświadczenie Instytutu Zbrojeń Atomowych.

„Bomba wodorowa jest następnym etapem po bombie atomowej, o wielokrotnie większej sile wybuchu” – podkreśla w rozmowie z PAP dr hab. Krzysztof Kozak z Instytutu Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie.

Jak wyjaśnia, bomba atomowa, nazywana również bombą jądrową, oparta jest na reakcji rozszczepienia: energię uzyskuje się w wyniku rozszczepienia jąder uranu-235 albo plutonu-239. W przypadku bomby wodorowej, określanej również jako termojądrowa, bomba atomowa służy jedynie jako zapalnik innej bomby, czyli właśnie bomby wodorowej.

Korea Północna poinformowała, że testowała „dwustopniową broń termojądrową”. Co to oznacza? Dr Kozak tłumaczy, że w bombie dwufazowej wybuch „zwykłej” bomby atomowej służy wytworzeniu odpowiednich warunków – zarówno ciśnienia, jak i temperatury – w których może zajść synteza jąder wodoru lub trytu – czyli izotopu wodoru.

„Wykorzystujemy więc tutaj zupełnie inną reakcję: nie reakcję rozszczepienia ciężkiego jądra atomowego izotopów uranu bądź plutonu, tylko reakcję łączenia dwóch lekkich jąder np. wodoru albo trytu” – opisuje rozmówca PAP. – „W bombie wodorowej wykorzystujemy proces zachodzący na Słońcu; tam również bowiem przebiega reakcja termojądrowa, czyli łączenie jąder lekkich w jądra cięższe. Energia wyzwalana przy ich łączeniu wielokrotnie przewyższa energię, którą możemy uzyskać w wyniku reakcji rozszczepienia, będącej podstawą działania bomby atomowej.”

Według wstępnych szacunków, które południowokoreańska agencja Yonhap przywołuje za przedstawicielem władz w Seulu, moc rażenia testowanego w niedzielę ładunku wynosiła ok. 50 kiloton. Dla porównania bomba atomowa zrzucona przez USA na Hiroszimę w 1945 roku miała moc 15 kiloton. Z kolei Reuters podaje, powołując się na norweskie obserwatorium sejsmologiczne, że moc rażenia wynosiła to ok. 120 kiloton.

Dr hab. Krzysztof Kozak uważa jednak, że bardzo trudno jest powiedzieć cokolwiek na temat siły wybuchu w Korei Północnej, przez co podawane w mediach szacunki są bardzo rozbieżne. „Jedyny ślad tej eksplozji to zarejestrowane wstrząsy sejsmiczne, podobne jak przy trzęsieniach ziemi. Na ich podstawie można mniej więcej oszacować siłę wybuchu, są to jednak mocno nieprecyzyjne szacunki” – podkreśla rozmówca PAP. – „Wynika to z tego, że fala sejsmiczna różnie rozchodzi się w różnych strukturach geologicznych. Interpretacja drgań w Korei Północnej jest jednak dosyć kłopotliwa, gdyż są to tereny raczej zamknięte i dokładnych danych o nich nie posiadamy.”

„Druga sprawa jest taka, że wybuch jądrowy można zasymulować, za pomocą np. dużej ilości trotylu” – dodaje naukowiec. Moc wybuchów jądrowych mierzy się w tzw. równoważnikach trotylu. Oznacza to, że energię wyzwoloną w trakcie wybuchu porównujemy do energii, która byłaby wyzwolona przy eksplozji materiału konwencjonalnego, czyli trotylu. „Jeżeli mówię, że np. bomba zrzucona na Hiroszimę miała ok. 15 kiloton trotylu, to znaczy, że to jest tyle samo jak gdybyśmy eksplodowali 15 tysięcy ton trotylu” – tłumaczy ekspert.

„Doniesienia na temat energii wybuchu w Korei Północnej są bardzo rozbieżne, na pewno jednak było to powyżej 10 kiloton, czyli aby zasymulować taki wybuch, pod ziemią należałoby umieścić 10 tysięcy ton trotylu” – podsumowuje dr Kozak.

Jego zdaniem doniesienia o tym, że ładunek został zminiaturyzowany w taki sposób, aby umieścić go na pocisku batalistycznym, oznaczają, że może mieć on potencjał militarny. „Pierwsza bomba termojądrowa, która została zdetonowana przez Amerykanów, ważyła ok. 72 tony – mówi. – Cały problem dla wojskowości polegał więc na tym, aby ten ładunek zminiaturyzować. Nie wystarczy bowiem mieć bombę, która waży 72 tony – trzeba jeszcze móc ją dostarczyć na terytorium przeciwnika”.

Katarzyna Florencka
źródło: naukawpolsce.pap.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ