Obrona Wizny – polskie Termopile (7-10 IX 1939 r.)

Hiuppo, CC BY 3.0, Wikimedia Commons

10 września 1939 roku zakończyła się obrona Wizny. Bitwa ta, z racji dysproporcji sił i heroicznej postawy obrońców, nazywana jest „polskimi Termopilami”.

W pierwszych dniach września 1939 roku wojska niemieckie przełamały polską obronę na granicach i rozpoczęły marsz w głąb kraju. Celem było zdobycie Warszawy. Na północy atakował XIX Korpus Armijny w sile ok. 42 tys. żołnierzy. Dowodził nim słynny generał Heinz Guderian, twórca koncepcji „wojny błyskawicznej” (Blitzkrieg).

Aby przedostać się do polskiej stolicy, Niemcy musieli sforsować Biebrzę niedaleko Wizny. W miejscu, gdzie do Biebrzy wpada Narew, rozciągało się bagno, opodal wznosiły się wzgórza. Było to więc miejsce stosunkowo trudno dostępne. Właśnie tam powstał system umocnień, składający się z ciężkich, betonowych schronów bojowych i lekkich fortyfikacji polowych.

Odcinka broniło zaledwie 720 żołnierzy pod dowództwem kapitana Władysława Raginisa. Dysproporcja sił widoczna jest również w sprzęcie. Niemcy mieli 350 czołgów oraz 657 dział i moździerzy. Polacy – jedynie 6 dział i 2 karabiny przeciwpancerne z 20 sztukami amunicji.

Działania zaczepne rozpoczęły się 7 września. Ataki niemieckiej piechoty zostały odparte. W dniu 9 września na miejscu zjawił się sam Guderian i rzucił przeciwko garstce Polaków całą swoją potęgę. Pomimo ostrzału artyleryjskiego, bombardowania z powietrza i falowych ataków piechoty wspieranej przez czołgi, żołnierze Raginisa trzymali się dzielnie.

Słabą stroną polskiej obrony było oddalenie schronów od siebie oraz to, że… nie wszystkie były ukończone. Nie było wentylatorów. Z powodu dymu nie można było prowadzić ognia artyleryjskiego ze środka, działa trzeba było wynosić na zewnątrz, gdzie były bardziej narażone. Mimo największego poświęcenia padały kolejne bunkry, zdobywane przez Niemców osobno. Najdłużej przetrwał schron dowodzenia, wznoszący się na Górze Strękowej. Kapitan poprzysiągł, że żywy nie opuści posterunku.

Obrońcy odpierali kolejne natarcia aż do południa 10 września. Brakowało amunicji, wszyscy byli ranni. Niemcy, nie mogąc sforsować obrony, zagrozili rozstrzelaniem jeńców. Sytuacja przedstawiała się beznadziejnie, kapitan Raginis postanowił zatem poddać swój bastion. Sam jednak pozostał w bunkrze i rozerwał się granatem. Dotrzymał słowa. Niemcy wysadzili schron.

Szczątki kapitana Władysława Raginisa zostały pogrzebane niedaleko miejsca, w którym zginął. Kilkakrotnie przenoszone, zostały wreszcie odnalezione i zidentyfikowane dzięki badaniom DNA. W dniu 10 września 2011 roku dowódca bohaterskiej obrony spoczął w ruinach bunkra na Górze Strękowej. Napis na skromnej tablicy pamiątkowej głosi: Przechodniu, powiedz Ojczyźnie, żeśmy walczyli do końca, spełniając swój obowiązek.

Kapitan Władysław Raginis

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ