Tam, gdzie jest dosłowność, nie ma miejsca na wyobraźnię

MP Teatr Polski

Walka trwa. Tylko na chwilę opadło napięcie wśród części aktorów Teatru Polskiego. Decyzja Sądu Administracyjnego – o oddaleniu w całości skargi zarządu województwa dolnośląskiego – w sprawie odwołania dyrektora Cezarego Morawskiego, stała się pożywką dla zbuntowanych aktorów i kolejnych roszczeń Inicjatywy Pracowniczej. Zarówno ich wypowiedzi, jak i wypowiedzi byłego kierownika literackiego a także byłego dyrektora, nie pozostawiają złudzeń. Ma być tak jak było.

Teatr Polski, jak wszystkie miejskie placówki, utrzymywany jest z podatków. Zatem jego pracownicy powinni zachowywać się przyzwoicie, mówili w 2015 roku protestujący wrocławianie przed teatrem, tuż przed spektaklem, pt. Golgota Picnic. Podobne opinie wypowiadają widzowie w całym kraju. Ich protesty są wyśmiewane. Aktorzy grający w tzw. kontrowersyjnych spektaklach bronią idei teatru wolnego od wpływów politycznych, społecznych czy kulturowych. Chciałoby się zapytać, czyżby?!

Proponowane wyrazy artystyczne: wagina, krzyż, udawana kopulacja i gwałt, sytuują teatr w kategorii wydarzeń podwórkowych. Obrońcy nowoczesnych środków wyrazów uważają, iż niosą kaganek oświaty. Czy mają rację? Zgoda na aluzje, zgoda na skrajne emocje, jednak tam, gdzie jest dosłowność, nie ma miejsca na wyobraźnię. Jeśli aktorzy i widzowie potrzebują ekshibicjonizmu, lepiej aby otworzyli własny teatr.

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ