Prof. Maliszewski: „Podano rybę, czas na wędkę. PiS chce się zwrócić w kierunku klasy średniej”

Pani premier przez dwa lata osiągnęła ogromny sukces na polu realizacji obietnic wyborczych, ale to były osiągnięcia na polu społecznym. To pole już się kończy. Nie będzie kolejnych programów typu 500 plus, rząd nie obniży po raz kolejny wieku emerytalnego. Ryba, czyli redukcja ubóstwa, została już podana. Teraz czas na wędkę. A jest nią gospodarka

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Norbert Maliszewski, politolog.

Wpolityce.pl: Za nami kolejne głosowanie nad wotum nieufności złożonym przez opozycję dla rządu Beaty Szydło. Oczywiście wniosek przepadł. Po co opozycja składa wnioski, skoro wiadomo, że skazane są na porażkę? To już taki polityczny rytuał w Polsce?

Prof. Norbert Maliszewski, politolog: Opozycja składa wniosek o konstruktywne wotum nieufności, po to, żeby zasugerować społeczeństwu,że sytuacja jest kryzysowa. Te wszystkie wydarzenia, które ostatnio miały miejsce – krytyka w liberalnych mediach z powodu kilku transparentów na Marszu Niepodległości, krytyka zmian w sądownictwie – mają być odbierane przez społeczeństwo jako katastrofa. Powód odwołania rządu. Pytanie tylko, czy jest to wiarygodne? Każdy mniej więcej kojarzy, że 11 listopada, za rządów PO i PSL miały miejsce burdy. Demolowano niemal pół miasta w starciach z policją. To nie był powód do dymisji rządu! Dla przeciętnego Kowalskiego sytuacja jest niezrozumiała. Opozycja obciąża PiS za marsz organizowany przez narodowców. A oni nie są związani z PiS, lecz z innym ruchem, są u Kukiza. Odwoływanie rządu jest wiarygodne tylko dla wyborców liberalnych. Ale po co przekonywać przekonanych?

No właśnie – po co? Jest więc jakiś inny powód?

Owszem, taktyczny. Grzegorz Schetyna wie, że rozmawia się o rekonstrukcji, planowane są zmiany w rządzie. Chciał pokrzyżować plany PiS. Poza tym we wniosku o wotum jest on sam wskazywany jako premier. Pieczętuje więc swoją rolę lidera całej opozycji.

Grzegorz Schetyna określał panią premier jako „byłą premier”, „zniszczoną przez PiS i Kaczyńskiego”. Czy wymiana Beaty Szydło na wicepremiera Morawieckiego, o jakiejś się głośno teraz mówi, mogłaby być w jakiś sposób uzasadniona? Szefowa rządu ma olbrzymie poparcie społeczne, rzesze wielbicieli, którzy nie chcą tej zmiany!

Owszem, pojawiają się komentarze, że sytuacja pani premier jest trudna. Niektórzy leją krokodyle łzy. Generalnie nie wydaje się, aby ta taktyka kierownictwa PiS była przekonująca. Wyborcy, jeśli rzeczywiście dojdzie do rekonstrukcji, mogą nie rozumieć tego posunięcia. Sądzę jednak, że jest to kwestia komunikacji. Po ewentualnych zmianach, ona nastąpiłaby między rządem a wyborcami.

Skoro zmiany w fotelu premiera nie chcą wyborcy PiS, nie rozumieją, to czemu miałaby ona w ogóle służyć?

Sytuacja jest dość prosta. Pani premier przez dwa lata osiągnęła ogromny sukces na polu realizacji obietnic wyborczych, ale to były osiągnięcia na polu społecznym. To pole już się kończy. Nie będzie kolejnych programów typu 500 plus,rząd nie obniży po raz kolejny wieku emerytalnego. Ryba, czyli redukcja ubóstwa, została już podana. Teraz czas na wędkę. A jest nią gospodarka. Ale to nie tylko to. Jeśli premierem rzeczywiście zostałby Mateusz Morawiecki, na plan pierwszy zostałaby wysunięta kwestia spraw gospodarczych. To jest to samo, co robił Orban. Premier Węgier powtarzał, że trzeba odbudować kasę średnią. PiS podobnie jak on chce się zwrócić w kierunku klasy średniej. Za czasów komuny ona funkcjonowała fatalnie. Polacy do dziś nie mają kapitału. Może czas się zwrócić w kierunku elektoratu bardziej centrowego, bardziej umiarkowanego? Nie chodzi o tylko największe miasta, ale o miasta wojewódzkie, mniejsze miejscowości, o przedsiębiorców. Czas się skoncentrować na rozwoju. Polska już nie może być montownią, czas by miała silną, innowacyjną gospodarkę. Rządowi udało się ograniczyć ubóstwo, ale teraz zamierza budować klasę średnią, kapitał i zamożność Polaków.

Mówi Pan o rozszerzaniu elektoratu. Ale czy nie odwrócą się od PiS ludzie, dla których pani premier Szydło jest kimś bliskim, kimś, komu ufają, z kim się utożsamiają?

Owszem są takie błędne komentarze, że zmiana premiera to jak porzucenie elektoratu. Nie.To jest próba jego rozszerzenia. Wyborcy PiS nie mają alternatywy. Nie ma innej partii, która by do nich kierowała ofertę. Cały czas popełniamy ten sam błąd, jak w przypadku kampanii Andrzeja Dudy. Patrzymy na sondaże w danym momencie. Tak owszem, teraz pani premier jest świetnie oceniana, ale co będzie z jakiś czas? Czy nie potrzeba zmiany? Rząd ma teraz wielkie poparcie, ale co będzie za pół roku, rok, dwa? Czy nie będzie potrzebny polityk, który lepiej się porusza po europejskich salonach i w dodatku zajmuje się rozwojem? Trzeba patrzeć do przodu. Mateusz Morawiecki jest bardziej strategiem niż księgowym, więc w roli premiera powinien się świetnie odnaleźć.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ