Obłęd to mało powiedziane. Pełna patosu „GW” zachęca: „Zachód powinien potraktować Polskę tak, jak potraktował Rosję po Krymie”

fot: youtube

Weekendowe wydanie „Gazety Wyborczej”, gdyby patrzeć na nie pod kątem temperatury wrzenia w redakcji, przekracza nieosiągalne dotychczas poziomy. Już na pierwszej stronie Jarosław Kurski w pełnym patosu artykule alarmuje, wyżywając się na tych, którzy śmią spojrzeć na PiS bardziej ciepło niż Czerska.

Kneblują opozycję, próbują zastraszyć media, będą „ustalać” wyniki wyborów. Gwałcą demokrację. Jesteśmy we władzy fanatyków lub cyników. Są też zwykli karierowicze i oportuniści, tchórze i głupcy. Są ludzie pogubieni – choć niewielu— zaznaczył Kurski.

Zastępca Adama Michnika nazwał przy tym prezydenta Andrzeja Dudę „wielokrotnym gwałcicielem konstytucji”.

Ale to nie wszystko. Dwie strony dalej – na alarm bije prof. Wojciech Sadurski, który przekonuje, że właśnie przekroczyliśmy granicę między demokracją a autorytaryzmem.

Czy to właśnie teraz się wydarza? Przyjęcie pakietu trzech ustaw o sądownictwie podporządkowujących sędziów politykom rządzącej partii – czy oto jest właśnie ta czerwona linia, która oddziela demokrację od autorytaryzmu?— zastanawia się Sadurski.

I przewiduje, że nawet jeśli wybory nie będą fałszowane, to i tak nie ma mowy

To system, w którym raz na parę lat partia rządząca poddaje się plebiscytowi wyborczemu, ale między wyborami nie trapi się kontrolą społeczną i ograniczeniami konstytucyjnymi. (…) To nie będzie naga despocja. To nawet nie będzie autokracja puhukująca z telewizora z oddziałami prewencji za plecami. Będzie miło: lider w imieniu społeczeństwa ogłasza plebiscyt poparcia raz na cztery lata. Nieposłusznych ucisza się w sądach— czytamy.

Dwie strony dalej – i od nowa atak. Stanisław Skarżyński, dawniej asystent Moniki Olejnik, a dziś pan publicysta, podkręca atmosferę w sposób nieprawdopodobny:

Zachód powinien potraktować Polskę tak, jak potraktował Rosję po Krymie: nie karać kraju, obywateli, tylko nałożyć sankcje na parlamentarzystów partii władzy, ministrów, prezesów państwowych koncernów— zaznacza dziennikarz „GW”.

Zastanawiamy się, kiedy coś pęknie, bo nawet powiedzenie o tym, że „papier wszystko przyjmie” ma swoje granice.

wpolityce.pl, „GW

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ