Karol Karski o deklaracjach Oettingera: „Polska nie zgodzi się na taki budżet, dysponuje w tym zakresie prawem weta”

ue.jpeg

Kwestia uzależniania środków strukturalnych i ich wypłat z budżetu od jakichś nieokreślonych kryteriów też nie spotyka się z poparciem całej KE. Tam też są wątpliwości czy to jest zgodne z traktatami. Powtórzę jeszcze raz: czy wszedłby pan w taki interes, gdzie środki trzeba byłoby wpłacić, a zyski uzależnione byłyby od czyjegoś widzimisię? Żadne z państw na coś takiego sobie nie pozwoli

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Karol Karski, europoseł PiS.

 

wPolityce.pl: Jeszcze niedawno komisarz Oettinger przyznawał, że część unijnych pieniędzy dla Polski, wraca do Niemiec. Dziś jednak potwierdził, że KE zaczęła przygotowywać regulacje prawne dotyczące uzależnienia funduszy unijnych od stanu praworządności. Skąd ta zmiana?

Prof. Karol Karski: Generalnie jest tak, że KE dostrzega fiasko procedury związanej z artykułem 7. Widać, że weszła w uliczkę bez wyjścia i zderzyła się ze ścianą. Dywagacje na ten temat postrzegam bardziej jako zjawisko ze sfery psychologiczno-socjologicznej. To znaczy, że komisarze unijni nie chcą przyznać się do przegranej i mają nadzieję, że jeżeli coś jeszcze będą mówić na ten temat, to ktoś im uwierzy. Myślą, że może jeszcze coś się wydarzy, że  zaproponują coś, co napsuje jeszcze krwi. Natomiast i  tak wiadomo, że nic z tego nie będzie, bo żadne państwo – tu nie tylko chodzi o Polskę- nie zgodzi się na taki kształt budżetu, gdzie jedyne co  pewne jest to, że się wpłaca, a wypływ środków będzie uzależniony od jakichś nieostrych kryteriów, czy decyzji politycznych. Tak się nie konstruuje budżetu państwa czy organizacji międzynarodowej, jaką jest Unia Europejska. To przecież organizacja o charakterze nie tylko politycznym, ale i gospodarczym.

Deklaracje Oettingera należy traktować jako swoisty straszak?

To już nawet nie jest straszak, bo Polska nie zgodzi się na taki budżet, dysponuje w tym zakresie prawem weta. Przynajmniej gdyby to ode mnie zależało, to ja bym to zawetował, a sądzę, że to nie jest jedynie mój odosobniony pogląd. Trzeba być nierozsądnym, by zgadzać się na takie rozwiązania. Zresztą już swego czasu „Politico” pisało, że uzależnienie funduszy unijnych od stanu praworządności jest bez sensu, bo w końcu Polska powie weto i to się rozsypie.

A jak odebrał Pan słowa Junckera, który stwierdził, że jest duża szansa na kompromis pomiędzy KE a Polską ws. reformy wymiaru sprawiedliwości. To wynik wcześniejszych rozmów z nim premiera Morawieckiego, czy może jedynie polityczna gra?

Obie strony były skazane na porozumienie się od samego początku, wiadomo bowiem było, że cała procedura z artykułu 7 będzie niekonkluzywna i że tak to się skończy. Komisarz Oettinger mógłby jeszcze nie psuć dzisiaj powietrza, ale i tak nie ma to żadnego znaczenia. Przypomnę, że na początku najgłośniej wypowiadali się przeciwko Polsce komisarze Timmermans i Oettinger, tylko później – jak należy sądzić – rząd niemiecki zasugerował Oettingerowi, żeby jako Niemiec tego nie czynił.

Czyli nie wiadomo jeszcze do końca jak ułożą się nasze relacje z KE?

Ułożą się bardzo dobrze, bo nie ma innej możliwości. Żeby to było jasne – kwestia uzależniania środków strukturalnych i ich wypłat z budżetu od jakichś nieokreślonych kryteriów też nie spotyka się z poparciem całej KE. Tam też są wątpliwości czy to jest zgodne z traktatami. Powtórzę jeszcze raz: czy wszedłby pan w taki interes, gdzie środki trzeba byłoby wpłacić, a zyski uzależnione byłyby od czyjegoś widzimisię? Żadne z państw na coś takiego sobie nie pozwoli.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ