Grzegorz Kuczyński: Zamach na Skripala to prawdopodobnie oficjalna akcja rosyjskich służb. Putinowi zależy, by zastraszyć Zachód

wputin.jpg

Akurat w tym momencie, w przeciwieństwie do wydarzenia sprzed ponad 10 lat, gdy zamordowano Aleksandra Litwinienkę, Putinowi nie zależy na kwestiach wizerunkowych. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że zależy mu na tym, by jeszcze bardziej zastraszyć Zachód. Jeśli nie generałów i polityków, to z pewnością zachodnią opinią publiczną. Czyli śmierć Skripala – póki co, jeszcze nie zrealizowana, bo znajduje się on w stanie krytycznym – byłaby tego elementem

– powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Grzegorz Kuczyński, dziennikarz i ekspert do spraw wschodnich, autor książki „Jak zabijają Rosjanie. Ofiary rosyjskich służb od Trockiego do Litwinienki”.

wPolityce.pl: Czy nikt – z pewnością oprócz Moskwy – nie ma już żadnych wątpliwości, że za sprawą ataku na b. agenta GRU Siergieja Skripala stali Rosjanie?

Grzegorz Kuczyński: Tak naprawdę to od początku było oczywiste, że stoją za tym Rosjanie. Jedyny znak zapytania jest taki, czy była to oficjalna akcja przeprowadzona przez służby rosyjskie, z akceptacją prezydenta – bo przypomnę, że zgodnie z przyjętym prawem antyterrorystycznym z 2006 roku, każda taka akcja, czyli likwidacja osoby poza granicami Rosji, wymaga osobistej zgody prezydenta FR – czy też było to po prostu jakieś samowolne działanie którejś ze służb, a może też grupy ze styku służb specjalnych i zorganizowanej przestępczości.

Która z opcji wydaje się bardziej prawdopodobna?

Przechylałbym się do opinii, że była to oficjalna akcja rosyjskich służb. Przypomnę, że zamachu dokonano w niedzielę, a raptem cztery dni wcześniej było orędzie Putina, gdzie prezydent Rosji wyraźnie pogroził Zachodowi, co prawda bronią atomową, ale generalnie przesłanie było takie, że Rosja jest gotowa na wszystko. Natomiast w poniedziałek Putin gościł na dorocznej naradzie kierownictw FSB i jego słowa skierowane do czekistów również wybrzmiały z tą wojenną nutą. Dlatego zwróciłbym uwagę na chronologię tych wydarzeń.

Poza tym, jest pytanie o motyw. Akurat w tym momencie, w przeciwieństwie do wydarzenia sprzed ponad 10 lat, gdy zamordowano Aleksandra Litwinienkę, Putinowi nie zależy na kwestiach wizerunkowych. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że zależy mu na tym, by jeszcze bardziej zastraszyć Zachód. Jeśli nie generałów i polityków, to z pewnością zachodnią opinią publiczną. Czyli śmierć Skripala – póki co, jeszcze nie zrealizowana, bo znajduje się on w stanie krytycznym – byłaby tego elementem.

Czy motywem może być z jednej strony postraszenie Zachodu, ale również – na co wskazują różne wypowiedzi z Rosji – sygnał do rosyjskiego społeczeństwa, że „tak karze się zdrajców”?

Jeśli orędzie Putina było skierowane do społeczeństwa rosyjskiego jako całości, to akurat w przypadku akcji przeciwko Skripalowi uznałbym to za sygnał do elit rządzących, aparatu władzy i struktur siłowych. Z jednej strony jest to pokazanie potęgi mocy i tego, że państwo rosyjskie jest w stanie zemścić się na zdrajcy w dowolnym momencie, i w dowolnym punkcie świata. A z drugiej strony to ostrzeżenie dla funkcjonariuszy służb specjalnych, chociażby przed próbami przechodzenia na stronę wroga. Jest to tym bardziej ważne z punktu widzenia Putina, że zbliżają się wybory, a do tego Rosja jest pogrążana w kryzysie ekonomicznym i nie widać za bardzo, żeby w  najbliższym czasie miało dojść do jego przełamania, więc może to być w jakimś stopniu swego rodzaju środkiem dyscyplinującym.

A czy może dojść do jakichś poważnych reperkusji dyplomatycznych, jeśli nie będzie reakcji na swoiste ultimatum, jakie Rosji postawiła Wielka Brytania? Czy też, jak po sprawie otrucia Litwinienki, wszystko pozostanie wyłącznie w sferze deklaracji?

Na pewno te retorsje ze strony Londynu i Zachodu będą zdecydowanie poważniejsze i to z dwóch powodów. Po pierwsze, stosunki brytyjsko-rosyjskie wyglądają zupełnie inaczej niż w czasie, gdy zabijano Litwinienkę. Są one zdecydowanie gorsze. A tym bardziej, że dochodzi kwestia udziału Rosji w Brexicie. Pojawiają się podobne zarzuty wobec ingerencji Moskwy, jak w przypadku kampanii prezydenckiej w USA. A drugi powód, to  generalnie złe relacje Zachodu z Rosją i bardzo napięta sytuacja, w której Zachodowi, zwłaszcza tym głównym graczom – Waszyngtonowi i Londynowi – aż tak bardzo nie zależy na poprawie relacji z Rosją, przynajmniej nie na takich warunkach, jakie proponuje właśnie Rosja. Myślę więc, że będzie to szło w kierunku eskalacji tego konfliktu, co zresztą Putinowi w jakimś sensie jest na rękę tuż przed wyborami. Bo nie mając w ręku innych argumentów, może mobilizować swoich wyborców, by uzyskać jak najlepszy wynik, a nic tak nie mobilizuje jak wskazanie zewnętrznego wroga. W tym wypadku może się okazać, że to nie będą USA, jak przedstawiano to w ostatnim czasie, ale właśnie Wielka Brytania.

BuzzFeed informuje, że zgony 14 osób na terenie Wielkiej Brytanii zostały uznane przez amerykańskie służby jako potencjalne zabójstwa przeprowadzone na zlecenie rosyjskich władz. Wspominaliśmy też o śmierci Aleksandra Litwinienki. Czy rosyjskie służby mogą działać tak swobodnie? Czy to oznacza, że Zachód jest aż tak bezsilny?

Do tej pory tak to wyglądało, zwłaszcza jeśli mówimy o Wielkiej Brytanii. To wynikało z pewnej politycznej poprawności i niechęci do dalszego zaogniania relacji z Rosją. Trochę był to mechanizm podobny do tego, co znamy z Polski – oczywiście zachowując proporcje – gdy pojawiały się głosy, że jak można oskarżać Rosją o zamach w Smoleńsku, bo czy poszlibyśmy wtedy na otwartą konfrontację i wypowiedzielibyśmy wojnę. Takie myślenie funkcjonowało też wśród wielu polityków brytyjskich. Natomiast dziś jest zupełnie inaczej i wydaje mi się, że atak na Skripala sprawi, że Brytyjczycy pochylą się ponownie nad śmiercią tych 14 osób.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ