Magdalena Ogórek o wystawie muzeum POLIN: „Trzeba mieć naprawdę złe intencje, żeby potraktować mój wpis jako antysemicki”

W moim tweecie, jak w soczewce, odbiły się wszystkie fałszywe stereotypy, pokutujące przez lata. Pytanie o nazwisko ojca senatora jest pytaniem o stosunek do przeszłości, nie o narodowość. Polityk, który czerpie profity z pełnienia funkcji publicznych już w wolnej Polsce, o którą walczyli Patrioci Wyklęci, musi się z takimi pytaniami liczyć. Nie wolno kneblować ust, zastraszać dziennikarzy oskarżeniami o antysemityzm. Na szczęście, widać wyraźnie, że to już nie działa. Polacy już nie dają się zastraszyć

– skomentowała w rozmowie z portalem wPolityce.pl red. Magdalena Ogórek

wPolityce.pl: Proszę wybaczyć, ale muszę zapytać: Czy czuje się Pani antysemitką? Nawiązuję oczywiście do wystawy w muzeum POLIN, gdzie Pani wpis na Twitterze zaprezentowano właśnie jako przejaw współczesnego antysemityzmu w Polsce.

Magdalena Ogórek: Wydaje mi się, że wielu Polaków jest dzisiaj w sytuacji podobnej do mojej, bardzo trudnej emocjonalnie. Polacy podczas II wojny światowej byli przykładem heroicznej postawy, jeśli chodzi o ratowanie Żydów. Poświęcali za nich coś najcenniejszego, co mieli – życie swoje i swoich dzieci. Dziś, z uwagi na debatę o ustawie o IPN, Polacy nie tylko czytają w izraelskich gazetach, że są antysemitami, ale też, że Polacy byli gorsi od Niemców. To bardzo boli.

W minionych latach też lekko nie było. Pojęciem “antysemityzm” żonglowano przez lata, kiedy próbowano zamknąć usta niewygodnym historycznie faktom. Wie o tym wielu naukowców i publicystów. Kiedy prym w dyktowaniu narracji wiodła „Gazeta Wyborcza”, wtedy o niektórych tematach można było dyskutować wyłącznie, sprowadzając je do niszy publicystycznej czy naukowej. Gdy ktoś podejmował temat udziału Żydów w aparacie UB, to natychmiast był wyklęty. Padamy teraz ofiarą tego, że przez lata o historii Polski nie mówiono symetrycznie. Dopiero teraz przywracamy twarze i nazwiska Żołnierzy Wyklętych, dopiero teraz mówimy głośno o tym, co działo się ubeckich katowniach. Dzisiaj płacimy za milczenie o historii. Przecież powiedzenie na głos, że w stalinowskim aparacie bezpieczeństwa funkcjonowała duża reprezentacja Żydów jest historycznym faktem, a nie przejawem antysemityzmu. Tak jak faktem jest, że znaleźli się Polacy, którzy podczas II wojny światowej zachowali się wobec Żydów podle. Natomiast nie wolno nigdy rozciągać tego na cały naród – ani w jednym, ani w drugim przypadku. Ale dyskutować trzeba. Z szacunkiem.

W moim tweecie, jak w soczewce, odbiły się wszystkie fałszywe stereotypy, pokutujące przez lata. Pytanie o nazwisko ojca senatora jest pytaniem o stosunek do przeszłości, nie o narodowość. Polityk, który czerpie profity z pełnienia funkcji publicznych już w wolnej Polsce, o którą walczyli Patrioci Wyklęci, musi się z takimi pytaniami liczyć. Nie wolno kneblować ust, zastraszać dziennikarzy oskarżeniami o antysemityzm. Na szczęście, widać wyraźnie, że to już nie działa. Polacy już nie dają się zastraszyć.

Smutne, że w XXI w. Polaków wyzywa się od antysemitów, a w dodatku jeszcze próbuje się pisać historię na nowo – to Niemcy odpowiadają za Holokaust, a tłumaczyć się z tego muszą Polacy. Nikt się nie zgodzi na takie zakrzywianie historii. Wierzę też, że za jakiś czas będę mogła pójść do muzeum Polin z rodziną. Gdy muzeum przestanie pomawiać Polaków, gdy wróci do swej społecznej funkcji. Bardzo bym chciała i ciągle żywię nadzieję, że w przyszłości wygra to, co zawsze nas łączyło, czyli szacunek dla wzajemnego cierpienia w przeszłości. Jeden naród drugiemu jest go winien. Zarówno Polacy Żydom, jak i Żydzi Polakom.

A czy nie żałuje Pani tego wpisu na Twitterze? Ktoś powie, że brzmi on jak antysemicka klisza.

Trzeba mieć naprawdę bardzo złe intencje, żeby potraktować ten wpis jako antysemicki. Jeżeli ktoś chce narzucić taką interpretację, to mogę tylko z tego powodu rozłożyć ręce.

Sam Twitter jest bardzo specyficznym medium i wiadomo, że ta wypowiedź zawsze będzie bardzo esencjonalna. Dlatego w liście otwartym, odnosząc się do sprawy tego wpisu, wyjaśniłam, że nie wolno mylić antystalinizmu (antykomunizmu) z antysemityzmem. W Polsce przez długi czas nie stawiano znaku równości między dwoma totalitaryzmami XX wieku. O niemieckim nazizmie mamy jednoznaczną opinię, a tymczasem komunizm był relatywizowany.

Jak rozumiem traktuje Pani działania muzeum POLIN jako wpisywanie się tej placówki po określonej stronie pewnego sporu polityczno-ideologicznego?

Tak, jestem pełna bólu, że  muzeum, które ma przede wszystkim pełnić funkcje społeczne, od nich odeszło. Bo rolą muzeum jest, by służyć wszystkim, opowiadając prawdę i wypełniać przede wszystkim tę funkcję społeczno-edukacyjną. A jeżeli taka placówka zaczyna być stroną w  wojnie politycznej, to taka sytuacja jest nie do zaakceptowania. Nie może być tak, że za moje i pańskie pieniądze w polskim muzeum pomawia się Polaków. Nie można tego pozostawić bez echa.

Ten wpis został zaprezentowany jako przykład szerzenia mowy nienawiści. Muzeum będzie musiało dowieść tego w sądzie. A ponieważ wiem, że tego nie udowodnią, stąd moje stanowisko – jeśli do piątku nie będę przeproszona i ten tweet nie zostanie usunięty z wystawy, to w poniedziałek składam pozew do sądu.

A rzeczywiście spodziewa się Pani, że muzeum przeprosi?

Wie pan, ja się już niczego nie spodziewam. Bo nikt o zdrowych zmysłach, żaden historyk, nie stworzyłby takiego kontekstu z tego tweeta, ani nie postawił takiej wystawy. Mogę się tylko złapać za głowę.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ