UJAWNIAMY. PO narzeka na pensje w gabinetach politycznych PiS? Grabarczyk zapłacił 38 tys. zł swojemu pracownikowi z biura poselskiego!

Grabarczyk PO.jpg

Platforma Obywatelska lubi wyliczać Prawu i Sprawiedliwości nagrody i premie. Podkreśla rzekome rozpasanie przedstawicieli obecnej władzy. Ciekawe, że poszczególni posłowie Grzegorza Schetyny nie byli tak skrupulatni, gdy to oni rządzili Polską w latach 2007 – 2015. Portal wPolityce.pl dotarł do umowy z 2015 roku podpisanej przez podwładną ówczesnego szefa resortu sprawiedliwości Cezarego Grabarczyka z pracownikiem biura poselskiego ministra Marcinem Barańskim. Grabarczyk zrobił z niego członka gabinetu politycznego. Sprawa podwójnej roli Barańskiego i umowy z resortem zajęła się nawet Najwyższa Izba Kontroli, która dopatrzyła się licznych nieprawidłowości w procesie zatrudnienia Barańskiego.

 

Z zapisów osobliwej umowy, do której dotarł portal wPolityce.pl wynika, że Marcin Barański jako członek gabinetu politycznego Grabarczyka i jednocześnie pracownik biura poselskiego mógł liczyć na 10 tys. złotych pensji. W sumie koszt umowy zlecenia wyniósł 38,2 tys. złotych. To nie jednak nie koniec. Minister zapewnił też swojemu zaufanemu człowiekowi mieszkanie z zasobów ministerstwa sprawiedliwości. Ten koszt miał nie przekraczać 2 tys. złotych. Szkopuł w tym, że na kwaterunek resortu sprawiedliwości liczyć mogą jedynie sędziowie, prokuratorzy oraz urzędnicy powyższych instytucji, którzy zostali delegowani do pracy w ministerstwie. Najwyższa Izba Kontroli kwestionowała też transfer Barańskiego z biura poselskiego Grabarczyka do gabinetu politycznego.

Czym, zgodnie z umową, do której dotarł portal wPolityce.pl, miał się zajmować pan Barański?

(…) wspieraniem Ministra Sprawiedliwości i Gabinetu Politycznego Ministra w zakresie kontaktów ze związkami zawodowymi, organizacjami pozarządowymi i partiami politycznymi, w tym przygotowywaniem projektów wystąpień ministra sprawiedliwości na organizowanych spotkaniach z kluczowymi interesariuszami wymiaru sprawiedliwości oraz współtworzeniem standardów komunikacji ministerstwa Sprawiedliwości oraz koncepcji optymalizacji funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.

– czytamy w umowie, dotyczącej Barańskiego.

 

Okazuje się jednak, że skomplikowany i rozległy zakres „obowiązków” Barańskiego nie miał, zdaniem kontrolerów NIK, pokrycia w dokumentach.

MS brak było dokumentów zawierających wniosek o zawarcie umowy lub uzasadniających jej zawarcie, jak również przesłanki wyboru zleceniobiorcy i sposób ustalenia jego wynagrodzenia. Minister wyjaśnił, iż Biuro Dyrektora Generalnego i Gabinet Polityczny Ministra Sprawiedliwości nie dysponowały dokumentami dotyczącymi przedmiotowej umowy, w tym potwierdzającej jej wykonanie, innym niż adnotacje Szefa Gabinetu Politycznego na rachunkach zleceniobiorcy. Powyższe należy uznać za nierzetelność dokumentowania wydatku.

– czytamy w raporcie NIK.

 

O Marcinie Barańskim i jego zażyłych kontaktach politycznych z Cezarym Grabarczykiem zrobiło się głośno już w 2011 roku, gdy łódzcy działacze SLD opublikowali słynną listę „znajomych Grabarczyka”, których ówczesny minister infrastruktury sprowadził z Łodzi do Warszawy i załatwił im intratne posady. Tak więc i w pierwszym ministerstwie kierowanym przez Grabarczyka Barański znalazł swoje miejsce.

Marcin Barański – ( ur. 1973) szef gabinetu politycznego Ministra Infrastruktury, poprzednie miejsce pracy Księgarnia i Antykwariat „NIKE” w Łodzi. Kandydat do Rady Miasta Łodzi z listy Platformy Obywatelskiej, rzecznik prasowy łódzkiej PO, członek komitetu honorowego kandydatki na prezydenta Łodzi, Hanny Zdanowskiej.

– czytamy na liście „znajomych Grabarczyka”, którą siedem lat temu ujawnili działacze SLD.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ