Rutka Laskier: widziałam jak niemiecki żołnierz na ulicy wyrwał kobiecie dziecko i rzucił nim o latarnię….Niemcy mistrzowsko opanowali terror

Rutka Laskier ur. 1933 w Będzinie. Mieszkało tam wówczas około 27 tysięcy Żydów, co stanowiło 60% populacji. Do wybuchu wojny ich życie było bardzo wygodne. Potem Niemcy zamknęli wszystkie żydowskie zakłady, majątek skonfiskowali. Zaczęła się niewolnicza praca, terror, morderstwa. Główną synagogę spalili z ludźmi w środku.

12 sierpnia 1942 roku na nieistniejącym dzisiaj stadionie sportowym Niemcy zebrali około 30 tysięcy ludzi, Żydów i Polaków. Wśród nich była Rutka z braciszkiem i rodzicami. O trzeciej nad ranem przeprowadzono pierwszą selekcję. Ludzie młodzi i zdrowi, mieli nadal wykonywać niewolnicza pracę, zaklasyfikowano ich do grupy 1 – tzw. produktywnej, mogli pójść do domu. Grupa 1A oznaczała obóz pracy. Grupa 2 miała być powtórnie sprawdzona a grupa 3 była przeznaczona do deportacji. Wywożono ich do Auschwitz. Ale nie od razu. Niektórzy czekali kilka miesięcy. Laskierowie byli w grupie I, Rutka w 1A. Na razie wszyscy mogli wrócić do mieszkania, które przydzielili im Niemcy. Zamieszkali na piętrze w domu państwa Sapińskich.

Niemcy mistrzowsko opanowali terror, przede wszystkim biciem, krzykiem, strzałami nad głowami. Nie dopuszczali do sytuacji aby ludzie mieli czas na zastanawianie się nad swoją sytuacją. Widziała jak niemiecki żołnierz na ulicy wyrwał kobiecie dziecko i rzucił nim o latarnię. Matka oszalała. Był styczeń 1943 roku, Rutka zaczęła pisać pamiętnik. Ostatni jej zapis jest z kwietnia.

Wiosną 1943 roku Niemcy przystąpili do eksterminacji będzińskich Żydów, kilka rodzin, w tym Laskierowie mieli przenieść się na obrzeża miasta, do Kamionki. W nowym miejscu był ścisk, w jednym pomieszczeniu przebywało nawet po osiem osób. W sierpniu Niemcy rozpoczęli likwidację getta. Wszystkich Żydów w kilku transportach wysłano do Auschwitz, z listu przewozowego wynika, że 5 sierpnia 1943 roku Laskierowie znaleźli się w obozie. Więźniom przyglądał się dr. Mengele, to on brał udział we wstępnej selekcji i to on zdecydował, że tylko ojciec Rutki zdolny jest do pracy. Dziewczynka z matką i małym braciszkiem poszła z innymi do komory gazowej. Jednak nie zginęła tam. Okazało się, że żyła jeszcze pół roku. Zofia Minc w 1947 roku zeznawała jako świadek swego pobytu w Auschwitz i zaświadczyła, że była z Rutką na jednym bloku i że, osobiście wiozła ją na taczce do krematorium, kiedy zachorowała na cholerę.

Jakub Laskier, ojciec Rutki przeżył Auschwitz, w 1947 roku dotarł do Palestyny. Założył nową rodzinę, jego wnuczka nosi imię jego pierwszej córki.

Fragment notatnika: straciłam resztki nadziei. Gdyby istniał Bóg nie dopuściłby do tego, żeby ludzi żywcem rzucano do ognia. Żeby malutkie dzieci deptano butami czy ich malutkie główki miażdżono kolbami karabinów. Żeby pozbawionych wszystkiego ludzi gazowano na śmierć, napisała 14-letnia Rutka. Pamiętnik został odkryty 60 lat później, w schowku pomiędzy podłogą a pierwszym stopniem schodów, prowadzących na parter domu w którym przymusowo mieszkało kilka rodzin żydowskich. Sapińscy, właściciele domu musieli go opuścić ale ich córka Stanisława często tam przychodziła i zaprzyjaźniła się z Rutką. Pokazała jej schowek i …zapomniała.

Dzisiaj rękopis Rutki znajduje się w instytucie Yad Vashem w Jerozolimie.

Artykuł powstał dzięki wsparciu Fundacji KGHM

ZOSTAW ODPOWIEDŹ