Gadowski: Fulop powinien założyć wór pokutny i przeprosić naród polski za swoje chamstwo

Jeśli działania naszych służb byłyby odpowiednie, pan Fulop na drugi dzień założyłby wór pokutny i uprzejmie przepraszał polski naród i jego przedstawicieli za swoje chamstwo. Dopóki tak się nie stanie, dopóty będę radykalnie krytykował polską dyplomację

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl publicysta Witold Gadowski.

 

 

wPolityce.pl: Jak ocenia Pan aktywność polskiej dyplomacji w sprawie Pomnika Katyńskiego w Jersey City?

Witold Gadowski: To są działania najgorsze z możliwych, bo pokazują, że nie mamy żadnej siły. Wystawiamy przedstawicieli naszych władz na śmieszność i nie zapewniamy im ochrony. Chodzi tutaj o kwestię zaangażowania marszałka Karczewskiego i arogancję ze strony pana Fulopa. To pokazuje, że nasze służby bardzo słabo działają, nasza dyplomacja w ogóle nie działa, nie mamy żadnej siły ani możliwości. Jesteśmy śmieszni. To jest najgorsze, co mogło się wydarzyć. To pokazuje pewien stan, kiedy byle chłystek może bez konsekwencji ubliżać jednej z najważniejszych osób w polskim państwie.

Minister Czaputowicz powiedział w rozmowie z naszym portalem, że działania polskiej dyplomacji są ograniczone, ponieważ decyzję o pomniku podejmuje władza samorządowa, a nie administracja amerykańska.

To jest bzdura, to są wykręty. Nie chcę nawet tego słuchać. To znak, że minister Czaputowicz nie powinien pełnić funkcji, którą pełni. W dyplomacji wszystko odbywa się na zapleczu i już wcześniej rachuje się straty i zyski. Nie wystawia się polityków na strzał. Wszystko jest oparte na pewnych strategiach kontynuowanych przez długie miesiące. Ja oceniam działalność MSZ po efektach, a nie po tym, co wykrętnie opowiada pan Czaputowicz. Należało wcześniej mieć rozeznanie, kim jest pan Fulop, z kim jest związany, jakie są możliwości nacisku na niego i jakie dźwignie należy uruchomić, aby zachowywał się tak, jak my chcemy, a nie, żeby obnażyć naszą bezsilność. Nic nie usprawiedliwia tutaj działań polskiej dyplomacji.

Czy lepiej, Pańskim zdaniem, wygląda zaangażowanie na poziomie amerykańskiej Polonii?

Wiemy, że jej działacze zainicjowali petycję w obronie Pomnika Katyńskiego. Oczywiście, zaangażowanie środowisk polonijnych wygląda dużo lepiej. Jest tam wielu patriotów, sam mam kontakt z wieloma z nich, którzy podejmują takie akcje na własną rękę i za własne pieniądze. Rzecz w tym, że nikt tego nie organizuje. Polonia, która jest bardzo liczna w Stanach Zjednoczonych, nie stanowi zorganizowanej siły. To wszystko znowu obciąża polską dyplomację. Polski MSZ jest opanowany albo przez ludzi wrogich idei niepodległości naszego kraju, albo przez nieudaczników. Są tam też polscy patrioci, ale jest ich bardzo niewielu.

Skoro jesteśmy przy temacie amerykańskiej Polonii, to jeden z jej przedstawicieli na antenie Radia Wnet powiedział, że sprawa Pomnika Katyńskiego w Jersey City m odwrócić uwagę Polonii od ustawy 447.

Ja bym się nie dopatrywał aż takich spisków, natomiast powinniśmy wiedzieć, że pan Fulop jest związany z patrią Demokratów, patologicznie wrogą Donaldowi Trumpowi. Polacy pojmowani są przez nią jako bezwarunkowi sojusznicy Trumpa. Zorganizowana akcja środowisk, które liczą na bezprawne windykacje wobec Polski, powoduje, że mamy do czynienia z siłą, z którą należy się liczyć. Musimy stosować wobec niej nie tylko „soft power”, ale i „hard power”, jeśli chodzi o naszą politykę zagraniczną, a tego nie robimy.

W sobotę pod Pomnikiem Katyńskim w Jersey City miała miejsce hinduska impreza. Wydaje się, że wielu Amerykanów nie zdaje sobie sprawy, jak ważny dla Polaków jest temat Zbrodni Katyńskiej. Jaka może być recepta na ten brak wiedzy? Czy zaproponowałby Pan jakieś konkretne działania lobbingowe np. Polskiej Fundacji Narodowej, które pomogłyby w dotarciu naszych racji do amerykańskiej opinii publicznej?

Jesteśmy lekceważeni na własne życzenie. Przez długi czas w III RP rządziły wrogie polskiej niepodległości i idei państwa polskiego, wobec tego z satysfakcją pozwalały na to, żeby Polska była obrażana. W tej chwili, w sposób amatorski i niesprawny, wzięto się za prostowanie tych spraw, co tylko wystawia nas na śmieszność. Wszystkie strategie naszych służb muszą być wypracowywane jak w strategii szachowej i rozgrywane z zimną precyzją, bez emocji. Potrzeba tutaj jednak cierpliwości. W MSZ rządzi ciągle korporacja Geremka, pomieszana z byłymi agentami WSI. Trudno jest zatem prowadzić udaną politykę zagraniczną. Czasami lepiej wszystko zlikwidować i zbudować od nowa, niż brnąć w takie zakażenie. Jeśli działania naszych służb byłyby odpowiednie, pan Fulop na drugi dzień założyłby wór pokutny i uprzejmie przepraszał polski naród i jego przedstawicieli za swoje chamstwo. Dopóki tak się nie stanie, dopóty będę radykalnie krytykował polską dyplomację.

Może warto w tych działaniach dyplomatycznych podkreślać, że w Katyniu zginęło również wielu Polaków żydowskiego pochodzenia? Myśli Pan, że mogłoby to mieć znaczenie?

Racja. Ale co to da? Tu liczy się realna siła nacisku, ukryty „hard power”, który mówi: „Jeżeli będziesz obrażał Polaków, dostaniesz tak w gębę, że ci się głowa trzy razy obróci. Poczujesz na całe życie traumę tego, że zwróciłeś się przeciwko Polsce”. Oczywiście, mówię to w sposób metaforyczny, ale tak ma wyglądać polska siła w świecie. Jesteśmy krajem liczącym prawie 40 milionów obywateli i stać nas na to, żeby zadbać o nasze interesy.

Polski naród wydaje się w tej kwestii bardzo podzielony. Np. portal „wyborcza.pl” staje po stronie burmistrza, twierdząc, że zbrodnia katyńska jest zbyt odległa dla amerykańskich obywateli.

Gazeta Wyborcza nie reprezentuje interesów państwa polskiego i Polaków. Nie rozumie naszego honoru i godności. To są ludzie, którzy nigdy nie byli na to wyczuleni i działają dla ludzi, którzy, tak jak oni, nie utożsamiają się z ideą Polski. Nie komentowałbym takich mediów jak Gazeta Wyborcza, TVN i inne media, które zachowują się w sposób kolonialny i niewolniczy.

Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak powiedział po powrocie z USA, że są realne szanse na zwiększenie obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Czy po ostatnich niepokojących wieściach zza oceanu daje to nadzieję na poprawę naszych wzajemnych relacji?

W momencie, kiedy zobaczę rakiety, wojsko i realne wzmocnienie strategiczne Polski, wtedy będę mówił, że to są fakty. Na razie są to deklaracje, pobożne życzenia i nowomowa polityków, która w żaden sposób nie przekłada się na siłę państwa polskiego.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ