Piotrowicz: W imię dobrych relacji z KE korygujemy reformę sądownictwa, ale tylko o elementy, które reformy nie wypaczają

ue.jpeg

Nie wycofujemy się z niczego, co ma kluczowe znaczenie dla reformy

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Stanisław Piotrowicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka.

wPolityce.pl: Rozmawiamy o reformie wymiaru sprawiedliwości, ale nie mogę nie zapytać o sprawę pilną, czyli zatrzymanie Michała Królikowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości. Jak Pan ocenia ten ruch prokuratury?

Stanisław Piotrowicz: Zaznaczam, że nie mam bliższej i szczegółowej wiedzy w tej sprawie, ale widać wyraźnie, że prokuratura działa bez względu na osoby – bez względu na to, jaki miał czy ma status społeczny. Jeśli ktoś wszedł w konflikt z prawem, to wszyscy są równi wobec prawa, nawet jeśli wcześniej piastował wysokie stanowisko. Dajmy czas prokuraturze.

Panie przewodniczący, kolejna nowela ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości i kolejna krytyka ze strony prof. Gersdorf. Może faktycznie to metoda „salami” i próba udobruchania Komisji Europejskiej mało znaczącymi zmianami?

 

Myślę, że z tych zmian powinni być zadowoleni i pani prof. Gersdorf, i przedstawiciele opozycji. Wszyscy oni apelowali o to, by ograniczać kompetencje ministra sprawiedliwości. Kiedy ograniczamy te kompetencje, to okazuje się, że również spotyka się to z dezaprobatą. Rodzi się zatem pytanie: o co chodzi opozycji i pani profesor Gersdorf?

Nie mam wątpliwości – to środowiska zainteresowane tym, by było tak, jak było, w związku z tym jakikolwiek ruch parlamentu będzie kontestowany. Te środowiska są zresztą głuche na głos obywateli, którzy chcą głębokiej reformy wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem ze strony pani prof. Gersdorf czy innych przedstawicieli elit sędziowskich, nie ma żadnych konstruktywnych propozycji, jest wyłącznie sprzeciw wobec tego, co my proponujemy.

A jeśli chodzi o konkrety – skoro we wcześniejszej noweli była mowa o tym, że asesorów ma mianować minister sprawiedliwości, pojawiła się krytyka, że tak być nie powinno, to wychodzimy naprzeciw – asesorów prezydent. I znowu jest źle…

Zastanawiam się tylko nad powodami dość nagłego zwrotu w sprawie słuchania tych głosów krytyki.

Proszę zwrócić uwagę na konkret: my byliśmy przekonani, że skoro nominacje sędziowskie wręcza prezydent, to nieuprawniona byłaby nobilitacja w odniesieniu do asesorów. Asesor to sędzia na okres czterech lat, więc chcieliśmy, by o nominacji decydował minister, nie prezydent. Skoro jednak są głosy takie, że winien o tym zdecydować prezydent – proszę bardzo. Nie kruszymy o to kopii, bo to nie ma większego znaczenia dla reformy. Ale i tak jesteśmy krytykowani. Tak źle, i tak niedobrze.

To zapytam o krytykę z drugiej strony – Marek Jurek zwraca uwagę, że każda próba kompromisu z Komisją Europejską, dogadywanie konkretnych zmian i reform, jest oddawaniem w ręce urzędników z Brukseli realnych narzędzi i suwerenności.

 

Przede wszystkim nam zależy na dobrych relacjach. Jeśli możemy spełniać oczekiwania, które nie godzą w istotę reformy wymiaru sprawiedliwości, to w imię dobrych relacji z KE – nie stoi nic na przeszkodzie, by to zrobić.

Chodzi tylko o takie zmiany, które nie zmienią istoty reformy?

Tak. Jak w przypadku asesorów, w sprawie których nominacja od pana prezydenta czy ministra, nie ma kluczowego znaczenia dla reformy.

Nie wycofujemy się z niczego, co ma kluczowe znaczenie dla reformy.

To jeszcze jedno pytanie – o reformę Sądu Najwyższego. Prof. Gersdorf ocenia, że to celowa gra na czas, by sędziowie, którzy chcieliby się ubiegać o pozostanie w składzie SN nie zostali objęci nowym prawem.

Ale i tu nowelizacja idzie w kierunku, w którym oczekiwano. Chcemy, by pan prezydent zasięgnął opinii Krajowej Rady Sądownictwa, co powinno ułatwić decyzję co do tego, czy sędzia powinien pozostać na swoim stanowisku. Opinia nie będzie wiążąca, ale będzie mu dawała lepszy ogląd sytuacji. Można powiedzieć, że czynimy to, na czym tak bardzo zależało, ale ostateczne decyzje należą do prezydenta.

Jak wyglądają negocjacje z KE?

Znam te rozmowy tylko z przekazów medialnych; nie mam dostępu do bezpośrednich źródeł. Mogę powiedzieć tylko tyle: odnoszę wrażenie, że Komisja Europejska też jest zmęczona tym problemem w obliczu innych ważnych problemów. Obie strony poszukują konsensusu i satysfakcjonującego rozwiązania. Jedynym niezadowolonym z procesu normalizacji jest opozycja, bo kończy się jej paliwo polityczne – od nowa wyjeżdżają do Brukseli. Czym będzie żywiła się opozycja, jeśli dojdzie do porozumienia rządu z KE? Polacy dostrzegają, że opozycja walczy o swoje, a nie o interesy Polski i Polaków.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ