Nie dajmy traktować Polski jak krowy dojnej. Naśladujmy Węgrów i Niemców

Orban.jpg

W czasie, gdy w Sejmie protestowali niepełnosprawni, domagając się wsparcia ze strony państwa, ministerstwo finansów opublikowało listę przedsiębiorstw o największych obrotach – ze szczególnym uwzględnieniem faktu, jak wywiązują się one z obowiązku płacenia podatku dochodowego.

Okazało się, że duża liczba wielkich koncernów zagranicznych działających w Polsce oficjalnie nie przynosi żadnych zysków, lecz straty. Na przykład w latach 2012-2016 Orange przyniosło 689 mln zł straty, Praktiker Polska – ponad 120 mln zł, Auchan Polska – ponad 52 mln zł, Makro Cash and Carry Polska – 34 mln zł, Eurocash – ponad 9 mln zł. Lista firm, które nie zapłaciły ani złotówki podatku dochodowego, jest znacznie dłuższa.

Można odnieść wrażenie, że są to organizacje charytatywne, którym nie zależy na zarabianiu pieniędzy, lecz obdarowywaniu Polaków różnymi dobrami, nawet kosztem dokładania do własnego interesu. W odróżnieniu od nich państwowe spółki i banki regularnie płacą co roku wysoki podatek dochodowy.

Podobną sytuację zastał Viktor Orbán, gdy objął władzę na Węgrzech. Okazało się w 2012 roku takie sieci, jak np. Tesco, Spar, Auchan, Aldi czy Lidl przyniosły straty, a rok później jedynie Lidl wykazał niewielki zysk. Węgierski rząd postanowił wówczas wprowadzić podatek obrotowy zamiast dochodowego. Poza tym wprowadzono kary za nieuczciwe praktyki gospodarcze. Z tego tytułu w 2015 roku Auchan musiał zapłacić miliard forintów grzywny. Wkrótce potem „niedochodowe” sieci zaczęły nagle przynosić zyski.

Warto więc wziąć przykład z Węgrów. Warto również naśladować Niemców. Od wielu lat działa w tym kraju Deutschland AG, czyli sieć powiązań między tamtejszymi bankami, firmami ubezpieczeniowymi, przedsiębiorstwami przemysłowymi i innymi koncernami. W ramach wspólnego porozumienia podmioty te nawzajem kupują u siebie produkty lub zamawiają usługi. Przedstawiciel Volkswagena korzysta z sieci telefonicznej T.Mobile, a rezydent Raffeisen Bank lata samolotami Lufthansy. Zasada jest prosta: Niemiec kupuje u Niemca, Niemiec zamawia u Niemca. Wszystko po to, by jak najwięcej pieniędzy zostawało w niemieckich kieszeniach. I w budżecie państwa.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Łatwo się mówi o Niemczech, żeby kupować u Niemców , gorzej w Polsce gdzie większość sklepów jest niemieckich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ