Prof. Legutko o tęczowej fladze przed PE: „Zobaczymy, czy przewodniczący Tajani będzie się tłumaczył”

legutko.jpg

Stoi za tym przewodniczący PE Tajani, przedstawiciel grupy politycznej, która wywodzi się z chadecji. Jak parlamentem rządził socjalista Schultz, to takich rzeczy nie było. To pokazuje, że chadecja kompletnie się stoczyła, zgadzając się na to i nie próbując nawet tego blokować. Druga sprawa, to pytanie o co rzeczywiście chodzi w tej walce z homofobią?

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Ryszard Legutko, europoseł PiS.

 

wPolityce.pl: W ramach Międzynarodowego Dnia Przeciwko Homofobii tęczowa flaga ma dziś zawisnąć przed PE. W ramach protestu napisał Pan list do przewodniczącego Tajaniego. Jest jakaś reakcja?

Prof. Ryszard Legutko: Do tej pory nie ma żadnej reakcji i flaga pewnie już wisi. Nie mogę sam tego sprawdzić, bo jestem poza Brukselą. To jest smutne z dwóch powodów. Po pierwsze stoi za tym przewodniczący PE Tajani, przedstawiciel grupy politycznej, która wywodzi się z chadecji. Jak parlamentem rządził socjalista Schultz, to takich rzeczy nie było. To pokazuje, że chadecja kompletnie się stoczyła, zgadzając się na to i nie próbując nawet tego blokować. Druga sprawa, to pytanie o co rzeczywiście chodzi w tej walce z homofobią? Przecież nie o to, że ludzi się bije, czy ich prześladuje. Gdyby chodziło o prześladowania, to tam powinna wisieć flaga z symbolem chrześcijańskim, np. rybą, bo to jest grupa najbardziej prześladowana na świecie. Chodzi o wymuszenie na niektórych krajach zmiany prawa, które dałoby homoseksualistom rozmaite przywileje w rodzaju małżeństwa i adopcji dzieci. Walkę z tym nazywają zachowaniami homofobicznymi. PE w ogóle nie powinien takimi rzeczami się zajmować.

Ale się zajmuje i staje wyraźnie po jednej stronie sporu światopoglądowego. Czym to może skutkować?

PE jest opanowany przez lewicę. Największa partia, czyli Europejska Partia Ludowa nie ma żadnej własnej agendy światopoglądowej, tylko podpisuje się pod tym, co robi lewica. Kilka tygodni temu mieliśmy wizytę komisarza z Rady Europy, który zajmuje się tzw. prawami reprodukcyjnymi. Nawoływał, żeby wszędzie wprowadzić prawo aborcyjne i dostał owacje na stojąco. W pierwszym rzędzie siedział Manfred Weber, przywódca Europejskiej Partii Ludowej i polityk CSU także bił brawo. To pokazuje kompletny upadek tej formacji. Ona cała, poza indywidualnymi posłami, stała się zakładnikiem socjalistów i liberałów.

Na co więc liczył Pan pisząc list do Tajaniego?

Jestem na tyle doświadczony, że wiem, iż decyzja nie zostanie zmieniona. Nie można jednak milczeć przy takich sprawach i trzeba protestować. Zobaczymy, czy przewodniczący Tajani będzie się tłumaczył.

Zyskał Pan poparcie innych w PE dla swojego protestu?

Tak, ale to jest zwykle ten sam zestaw ludzi, który jest w mniejszości. Czyli jak przychodzi do głosowania, to je przegrywamy.

Juncker, który spotkał się w kuluarach szczytu UE w Sofii z premierem Morawickim podkreśla, że jest optymistą w kwestii rozwiązania sporu między KE a Polską ws. praworządności. Sprawa zmierza do końca?

Podtrzymuje to, co już kilkakrotnie powiedziałem dla portalu wPolityce.pl, że mam nadal ograniczone zaufanie do KE. I dopóki nie zobaczę, że sprawa jest załatwiona, to nie uwierzę. Znając tych ludzi i przysłuchując się ich retoryce nie przewiduje jakiejś uległości ze strony KE. Chyba, że zagrozimy postawieniem sprawy pod głosowanie i mamy większość blokującą. To jednak, że przekonamy argumentami Timmermansa wydaje mi się mało prawdopodobne. Obym się mylił, ale oni nie są zainteresowani żadnym kompromisem, ale grillowaniem Polski.

Zdaniem „Politico” przekaz KE do Polski jest następujący: „Dalsze ustępstwa ws. praworządności, albo podnosimy stawkę”. Polska pójdzie na jakieś ustępstwa?

Nie wydaje mi się, żeby KE ustąpiła. Z tego, co jednak mówił mi minister po ostatniej rozmowie z Timmermansem, to doszliśmy już do granic ustępstw. Więcej już nie można, bo cała sprawa tej reformy stanie się fikcyjna. Albo jest reforma, albo jej nie ma. Można tu zrobić pewne gesty i iść na pewne ustępstwa, ale nie można jej likwidować. To jest właśnie kompromis w stylu KE : macie zrobić tak a tak, a jak nie, to będziecie ukarani. To ich zdaniem nazywa się dialogiem.

Czyli nie przewiduje Pan w najbliższych tygodniach końca tej sprawy?

Nie przewiduję. Być może jestem w mniejszości, ale jestem w tej sprawie pesymistą.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ