Jakubiak: Nie obchodzi mnie, skąd Niemcy wezmą pieniądze na reparacje. Mają oddać za straty, które Polska poniosła

Jakubiak2.jpg

Zachodzę w głowę, co taki człowiek ma zamiast mózgu, interesując się tym, skąd Niemcy teraz wezmą pieniądze na reparacje. A co mnie to obchodzi?! Niech sprzedadzą pół swojego majątku. Mają oddać za straty, które Polska poniosła

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Marek Jakubiak, poseł Kukiz‘15. Wywiad został przeprowadzony podczas kongresu Polska Wielki Projekt.

wPolityce.pl: Podczas kongresu „Polska Wielki Projekt” debatowano o pomocy państwa w różnych inwestycjach. Prezes PZL Sędziszów, Adam Sikorski mówił, że wsparcie państwa w zagranicznych inwestycjach jest potrzebne, to nie jest tak, że wszystko załatwi ta niewidzialna ręka rynku. Czy pan się z tym zgadza?

 

Marek Jakubiak: Tak. Jednym z celów państwa jest prowadzenie wewnętrznej polityka gospodarczej, ale też zewnętrznej. Dobrobyt państwa buduje się eksportem, a nie importem. Tak naprawdę w Polsce brakuje tej „nogi”, bo dzisiaj eksport jest budowany przez niemieckie i inne zachodnie firmy. One u nas wykonują, składają i w ramach własnego eksportu złożone z półproduktów dobra eksportują po kosztach własnych do siebie, potem doliczają najczęściej 40 proc. marży i sprzedają dalej. Stąd się biorą gigantyczne zyski Niemiec. Proponuję uczyć się takiej formy i przestać nasze maliny wysłać do Chorwacji i tam je przerabiać, tylko przerabiać je tutaj i sprzedawać już jako gotowy produkt do spożycia, a nie półprodukt. To jest pułapka średniego rozwoju, w którą daliśmy się wsadzić poprzez biedę. My jesteśmy do dnia dzisiejszego biedni. Nie dlatego, że jesteśmy niedorajdami, tylko dlatego, że po wojnie zamiast się rozbudowywać i iść o te technologicznie lata świetlne do przodu, musieliśmy odbudowywać to, co nasi zachodni sąsiedzi nam zniszczyli w czasie II wojny światowej. To, że do dnia dzisiejszego reparacje nie są zapłacone, to mniej więcej to jest ten dystans między Niemcami a Polską. Te pieniądze, których brakuje nam dzisiaj. Myślę, że to, iż prezydent Andrzej Duda mówił o tym oficjalnie na sesji ONZ to bardzo dobry ruch.

Jak to jest z tą niewidzialną ręką rynku? Państwo niby nie może pomagać, bo to protekcjonizm, ale wiemy jak jest w praktyce.

Mamy repolonizację banków i tutaj jest ogromna rola bankowości polskiej, dlatego że bank może na przykład bez jakiegoś wielkiego zysku udzielić kredytu danej firmie na eksport. Tak Lidl dostał 100 milionów euro wsparcia od władz niemieckich. Czy to jest protekcjonistyczne? Oni powiedzieli, że to oddadzą. Nie oddadzą. Poczekają, aż my zapomnimy o tym, a potem umorzą. I chodzi o to, żeby w Polsce wybudować takie mechanizmy, które będą wspierały eksport totalnie, a wtedy może staniemy się jakimś „tygryskiem Europy”. Póki co, chodzimy od jednej granicy do drugiej, tu embargo, tam embargo. Ukraińcy nam wprowadzają embargo na mięso, my wobec Ukrainy jesteśmy spolegliwi dalej, wszystko nam pasuje.

A zatem te działania z polskiej strony można określić jako defensywne?

Jest taka bierność, która gdzieś w nas siedzi, że bardziej nam chodzi o stosunki z sąsiadami np. „za waszą i naszą”, a powinno być – „najpierw nasza, potem wasza”.

Romantyzm…

U Niemców nie spotka się pan z czymś takim – najpierw my, potem wy. A u nas „gość w dom, Bóg w dom”. Bardzo złe rozwiązania. Powinniśmy być pragmatyczni i myśleć o własnym interesie. Zachodzę w głowę, co taki człowiek ma zamiast mózgu, interesując się tym, skąd Niemcy teraz wezmą pieniądze na reparacje. A co mnie to obchodzi?! Niech sprzedadzą pół swojego majątku. Mają oddać za straty, które Polska poniosła. Są ludzie, którzy mówią, że się nasze stosunki popsują. Trudno, mogli nas nie napadać. Kto im kazał? Zniszczono nam gospodarkę. Ten kto ją zniszczył powinien to naprawić. Przecież to jest proste.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ