Dr Bawer Aondo-Akaa: „Sejm nie jest domem pani Hartwich, ani pozostałych uczestników strajku podłogowego”

Padły tam słowa ze strony protestujących: „to jest nasz dom, nasza kuchnia”. Ja rozumiem, że można powiedzieć symbolicznie, że Sejm to nasz wspólny dom, tak jak Warszawa to mój dom, bo w niej mieszkam. Ale dosłownie Sejm nie jest domem pani Hartwich, ani pozostałych uczestników strajku podłogowego. On nie jest stricte ich własnością—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr teologii Bawer Aondo-Akaa.

wPolityce.pl: Europoseł PO Marek Plura wezwał PE do wywierania presji na marszałka Kuchcińskiego, by zapewnił protestującym w Sejmie humanitarne warunki. Wiemy, że je wcześniej odrzucili. Jak komentuje Pan tę sytuację?

Dr Bawer Aondo-Akaa: Nakłania decydentów UE do tego, aby UE kolejny raz w jakiś sposób arbitralnie i agresywnie wkroczyła na teren, który jej nie przysługuje. Powiem wprost, pan Plura skarży się dygnitarzom UE na rząd w Warszawie. To nieuprawnione. Po interwencji pana Plury, PO i pewnie też SLD Europejskie Forum Osób Niepełnosprawnych wydało list, w którym rzekomo broni się osób z niepełnosprawnością.

Uskarżają się na warunki, jakie mają protestujący w Sejmie.

W czym jest problem? W tym, że w tych oficjalnych informacjach nie bierze się pod uwagę głosu większej części środowiska osób niepełnosprawnych w Polsce, które jest przeciwko temu protestowi podłogowemu. To nie jest tak, że tamto środowisko pani Iwony Hartwich jest ogromne. Pan europoseł Plura broni osób z niepełnosprawnością ze strajku podłogowego, ale już nie zająknie się na temat mordowania dzieci nienarodzonych poprzez haniebną, obrzydliwą aborcję.

Jak odebrał pan przepychanki Iwony Hartwich ze Strażą Marszałkowską, która uniemożliwiła jej wywieszenie transparentu na elewacji budynku Sejmu?

Padły tam słowa ze strony protestujących: „to jest nasz dom, nasza kuchnia”. Ja rozumiem, że można powiedzieć symbolicznie, że Sejm to nasz wspólny dom, tak jak Warszawa to mój dom, bo w niej mieszkam. Ale dosłownie Sejm nie jest domem pani Hartwich, ani pozostałych uczestników strajku podłogowego. On nie jest stricte ich własnością. Jeśli więc ktoś mówi wprost, że Sejm jest jego domem, to ja się zastanawiam, o co tutaj chodzi. Po drugie na wystawianie transparentu nie na swoim budynku trzeba mieć zgodę. Tak samo, jak w przypadku jego wywieszania na jakiejś kamienicy czy ścianie bloku.

Straż Marszałkowska chciała jedynie zamknąć okno, lecz pani Hartwich nie pozwalała na to.

Na tych nagraniach widać wprost, jak syn pani Iwony Hartwich prosi: „Mamo daj spokój, odpuść”. Ta kładzie mu dłoń na ustach. A co robi pani Joanna Scheuring-Wielgus? Podchodzi do niego i mówi: „Kubusiu, Kubusiu spokojnie”. Wie pan, co to oznacza? Do dorosłego mężczyzny mówić „Kubusiu, spokojnie”? To niekulturalne zachowanie, które spłyca osobę. To infantylizacja osoby z niepełnosprawnością. Co jest w tym wszystkie najgorsze? Że mówimy o osobach z niepełnosprawnością, uczestnikach tego strajku podłogowego, a nie pozwalamy im samym mówić o strajku, według zasady „nic o nas, bez nas”. Jeśli mówimy o górnikach, nie wykluczajmy górników z debaty. Jeśli o lekarzach rezydentach, też pozwólmy im mówić. Nie można również mówić o osobach z niepełnosprawnością, wykluczając ich z debaty. To niegodne.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ