Saryusz-Wolski: W sprawie negocjacji nad budżetem unijnym po Tusku nie spodziewam się niczego pozytywnego dla Polski

W sytuacji, kiedy kurczy się budżet, nawet w gospodarstwie domowym, nie podejmuje się nowych wydatków. A tutaj następuje naruszenie zobowiązań traktatowych, zwłaszcza w obszarze polityki spójności, które są kompensatą za otwarcie rynków. Otwarcie rynków krajów uboższych na rzecz bogatych pozostaje, a kompensata się zmniejsza. To radykalna zmiana warunków gry w jej trakcie. Ze względu na skalę jest ona nie do zaakceptowania

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl europoseł Jacek Saryusz- Wolski.

 

wPolityce.pl: Premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że Polska wraz z  kilkoma innymi krajami nie zgodzi się na propozycje KE ws. podziału środków na politykę spójności. Spodziewał się Pan aż tak głębokich cięć w projektowanym budżecie UE?

Jacek Saryusz- Wolski: Te propozycje są dużo głębsze niż zapowiadane, bo miały być -7 proc., a kiedy zostało to przeliczone na koperty narodowe okazało się, że są dużo większe. Dla Polski -23,3 proc., blisko ¼ mniej. Wydaje się, że jest to propozycja nie do przyjęcia. Dotyczy to też części rolnej. To jest w ogromnej skali uszczuplenie i przesunięcie środków z Europy Środkowo- Wschodniej na Południe. Skala tego przesunięcia to 30 mld euro, czyli trzy razy tyle, ile wynosi luka po Brexicie w budżecie UE. Pod pozorem dostosowania budżetu do sytuacji po Brexicie nie proponuje się więc korekty polityki spójności, ale jej radykalną zmianę. Dotyka to części budżetu, gdzie zobowiązania finansowe wynikają wprost z traktatów. Natomiast przyrosty występują w obszarach, jakkolwiek by nie były one pożądane, gdzie brak umocowania traktatowego.

Czym to może skutkować?

W sytuacji, kiedy kurczy się budżet, nawet w gospodarstwie domowym, nie podejmuje się nowych wydatków. A tutaj następuje naruszenie zobowiązań traktatowych, zwłaszcza w obszarze polityki spójności, które są kompensatą za otwarcie rynków. Otwarcie rynków krajów uboższych na rzecz bogatych pozostaje, a kompensata się zmniejsza. To radykalna zmiana warunków gry w jej trakcie. Ze względu na skalę jest ona nie do zaakceptowania. Taki był też ton debaty w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Ale trzeba też pamiętać o tym, że na razie to dopiero wytyczenie warunków brzegowych do negocjacji przez KE z krajami członkowskimi i PE.

Mogą one długo potrwać?

W tej kadencji negocjacje budżetowe pewnie się nie zakończą i jest ryzyko, że wyjdą poza rok 2019. PE domaga się zwiększenia budżetu do 1,3 proc. PKB, w porównaniu z 1,11 proc. PKB w propozycji Komisji Europejskiej, co spotyka się z oporem krajów, które są płatnikami netto. Możliwym jest też scenariusz, że nie ma uzgodnionego budżetu. Wtedy powstaje sytuacja przewidziana traktatowo, stosuje się tzw. prowizorium budżetowe, stara struktura i poziom budżetu są ekstrapolowane. Poza wystąpieniem końcowym komisarza Oettingera nie wybrzmiał w ogóle drugi nie do przyjęcia element tej propozycji, mianowicie uwarunkowanie wypłat budżetowych od dyskrecjonalnego kryterium ws. praworządności w gestii KE. Punkt wyjścia, Brexit plus nowe potrzeby, jest bardzo trudny. Wydaje się, że koncepcja budżetu przedstawiona przez KE jest strukturalnie niedobra. To nie jest zmiana budżetowa, to jest zmiana polityki, w tym spójności na niekorzyść nowych krajów członkowskich.

Czym według Pana jest ona spowodowana?

Pretekstem jest skurczenie się budżetu przez wyjście Wielkiej Brytanii. Natomiast generalnie biorąc odzwierciedla to nasilającą się dominację interesów zachodnioeuropejskich nad interesami Europy Środkowo-Wschodniej. Tu też leży linia demarkacyjna sporu i stąd to tąpniecie. To także próba rozwiązywania problemów Południa Unii kosztem krajów wschodniej flanki UE i szkodliwego antagonizowania. Sądzę, że powoduje to już zwarcie szeregów krajów Wyszehradu i Międzymorza. Zawsze toczyły się batalie o politykę spójności i fundusze rolne, bo drugim dotkniętym cięciami jest fundusz rolny. Ale tak radykalnej zmiany od czasów, kiedy jesteśmy w UE, a to nasz 3-ci wieloletni budżet, nie było. Nie może być zgody na taką politykę.

Minister Łapiński stwierdził, że może to jest moment, żeby Donald Tusk zadział zakulisowo w Brukseli i w ten sposób pomógł Polsce wynegocjować dobry dla niej budżet. Tusk mógłby coś zrobić?

Wolałbym, żeby przewodniczący Tusk w tym rąk nie maczał, bo może być tylko gorzej. Stała się rzecz niebywała, bo totalna opozycja, która nigdy nie zwykła dotrzymywać słowa, tym razem go dotrzymała. Następuje obcięcie funduszy unijnych dla Polski, co oni wieszczyli i czego się domagali, optując za art. 7 i sankcjami. Cała procedura postawienia Polski pod pręgierzem za pomocą art. 7 okazała się być przygotowaniem do tego, ażeby dokonać bardzo głębokiej zmiany w budżecie. Bo ktoś, kto jest na cenzurowanym, jest łatwiejszym przeciwnikiem w tej grze. Generalnie biorąc, ten kurs stawiania krajów Europy Środkowo- Wschodniej w pozycji oskarżonego, zwłaszcza Polski i Węgier, oraz próby dzielenia krajów naszego regionu, są elementem tej gry. Jak podało brukselskie Politico, jest kilkanaście osób kluczowych w sprawach budżetowych, w tym dwie z Polski. Jedną z nich jest przewodniczący Tusk. Niczego dobrego nie spodziewałbym się po nim w tej sprawie.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ