50 lat „Wprowadzenia w chrześcijaństwo” Josepha Ratzingera

W 2018 r. mija 50 lat od ukazania się „Wprowadzenia w chrześcijaństwo” Josepha Ratzingera – Benedykta XVI. Książka zaliczana do kanonu literatury teologicznej właśnie została wznowiona przez Znak. Czy zdiagnozowana przez Ratzingera w 1968 r. „mgła niepewności” okrywająca pytanie o właściwą treść i sens wiary chrześcijańskiej już się rozwiała?

„Wprowadzenie w chrześcijaństwo” to opracowanie prostej i całościowej wykładni wiary chrześcijańskiej w formie komentarza do artykułów symbolu apostolskiego z argumentacją opartą na Tradycji i Ojcach Kościoła, ale także filozofii personalistycznej. Podstawowym zagadnieniem Wprowadzenia jest odpowiedź na pytanie, co to znaczy, gdy chrześcijanin mówi dzisiaj „wierzę”. O intencji książki tak pisze Ratzinger w Przedmowie: „wyłożyć wiarę bez niepotrzebnej gadaniny, ukrywającej z trudem duchową pustkę”. Rzeczywistość, w której znajduje się teologia, Ratzinger rozpoznaje bowiem jako „przygniatającą niemożność” przełamania szablonów myślenia i przemawiania oraz ukazania, że jej sprawy są istotne dla ludzkiego życia. Wprowadzenie, podkreślające wagę teologii negatywnej, ma ten imposybilizm przezwyciężyć.

Artykuły symbolu apostolskiego Ratzinger omawia w kontekście nowożytnego paradygmatu myślenia, gdyż przeważnie nadal nieświadomie go zakładamy. Poddaje analizie oba jego stadia: historyzm i technicyzm oraz ich konsekwencje dla współczesnego dylematu wiary. Ten zaś ujmuje w antytezach: niewidzialne/widzialne, tradycja/postęp, rozumienie/wiedza. Wśród zagrożeń dla wiary Ratzinger wymienia m.in.: hipertrofię nauki (pozytywizm, fenomenologizm), pragmatyzm, relatywizm, sceptycyzm, subiektywizm, pogardę dla etyki, irracjonalny strach przed chrześcijańskim „imperializmem” oraz marksizm. Wreszcie Ratzinger rozpatruje, mający reperkusje do dziś, dylemat nowożytnej teologii: Jezus czy Chrystus? Demaskuje też próby unowocześniania wiary: intelektualizm demitologizacyjny i kościelny pragmatyzm aggiornamento.

Kto potrafi jasno, krótko i zrozumiale wytłumaczyć, dlaczego jest chrześcijaninem? Dlaczego wierzy i jaka jest istota decyzji przyjęcia wiary? A może problematykę wiary uznajemy za pozbawioną praktycznego znaczenia? Namysł nad Credo za „przebieranie w pojęciach i kult formułek”? Czy z kolei nieznajomość, niezrozumienie i fałszywa wykładnia artykułów symbolu apostolskiego nie rodzi do nich niechęci? Czy w wyniku procesu relatywizacji wiary nie pozostają nam jedynie jej „strzępy”, które wykorzystujemy do usankcjonowania własnych poczynań lub sentymentalnej pociechy, gdy ogarnia nas poczucie bezradności? Ratzinger ostrzega: chrześcijaninowi nie wolno „zadowalać się tym, że przez wszelkiego rodzaju wykręty uda się wreszcie znaleźć taką interpretację chrześcijaństwa, jaką już nie będzie można się gorszyć”. Prawda chrześcijańska zanika również z powodu odwrotu od rozumienia wiary w sferę czystej pobożności i ulegania pokusie pojmowania religii jedynie za formę obrzędową. Ten fakt Ratzinger ocenia słowami Tertuliana: „Chrystus nazwał się prawdą, a nie zwyczajem”. Owa ucieczka od prawdy być może ma źródło w lęku. Lęku przed, jak to ujmuje Ratzinger, „oceanem niepewności”. Wierzącemu zagraża bowiem, że „ogarniająca go w chwilach trudności niepewność stawi mu nagle twardo przed oczami kruchość całości wiary, całości, która zwykle wydaje się sama przez się zrozumiała”. Ale istnieniu człowieka immanentna jest, wyjaśnia Ratzinger, dialektyka zwątpienia i wiary, niepewności i pewności.

Czy w ogóle możemy jeszcze wierzyć? Czy powinniśmy wierzyć? We „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo” Joseph Ratzinger przekonuje nas, że i dzisiaj warto być chrześcijaninem. Nowe Jeruzalem z Apokalipsy to nie utopia. Istnieje zbawienie świata. Niezachwiana ta nadzieja nie jest asumptem do eskapizmu. Przeciwnie. Podtrzymywany nią chrześcijanin może i musi, zdaniem Ratzingera, „spełniać dzieło historii, nawet jeśli na swym małym wycinku będzie miał uczucie, że to syzyfowa praca”.

autor: Agnieszka Kanclerska, Wrocław

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ