Czekając na Przystanek Niepodległość

Kilka godzin dzieli nas od niezwykłego miejsca i niezwykłych ludzi. Dzisiaj w Dusznikach Zdroju rozpocznie się festiwal wiary, wolności i patriotyzmu.  

Przystanek Niepodległość jest czwartą edycją i jest to wydarzenie, w którym z roku na rok, coraz więcej ludzi wszystko chce zobaczyć na żywo.

Co prawda można oglądać transmisję w TVP3 czy TV Republika, nadto wszystkie Przystanki są udokumentowane i każdy może ocenić ich wagę i znaczenie ale to nie to samo, mówią wrocławscy „przystankowicze”.

Jedziemy do Dusznik Zdroju, bo tam przez te trzy dni mamy zjazd wszystkich, którym serce bije mocno gdy słyszą Hymn Polski, którzy o Polsce myślą jak o Matce, którym dobro i prawda jest drogie, tak samo jak honor,

W tym roku, wśród publiczności będą wyjątkowi dla mnie goście, mówi Krystyna Śliwińska, pomysłodawczyni i organizatorka Przystanku Niepodległość.

Po raz pierwszy odwiedzą nas kobiety, których bał się generał Jaruzelski. Dzielne niewiasty przyjadą do nas z całej Polski. Organizatorem jest Grażyna Najnigier z wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia Kobiet Internowanych i Represjonowanych. Wiem, że spotkają się tutaj po wielu latach z tymi, z którymi siedziały w więziennych celach lub ośrodkach internowania.

Przeglądając  program wszystkich Przystanków daje się zauważyć, że nie skupiacie się na przeszłości. Mówicie o posmoleńskich dzieciach ale też modlicie się o chrześcijańską Polskę. Tak robił i mówił Marszałek Piłsudski – o swojej historii każdy musi pamiętać, ale trzeba patrzeć w daleko w przyszłość.

Jak by nie popatrzeć szerzej, na nasze usadzenie w określonej rzeczywistości historycznej chcemy coś przekazać innym, coś zostawić dobrego. Jednocześnie jesteśmy tym, co odsunęliśmy w spadku po poprzednich pokoleniach i to jest patriotyzm. To jest przywiązanie do tradycji ojców, do wartości.

Patrzymy w przeszłość, bo jest ważna i nie da się wymazać, i w przyszłość, upominając się o prawdę. Jesteśmy posmoleńskimi dziećmi i należy rozumieć to dosłownie. Trudno oddzielić Smoleńsk z kwietnia 2010 roku od tamtego kwietniowego Smoleńska z 1940 roku. Nasza delegacja leciała do „tamtego Smoleńska”. Już choćby ta katastrofa, łączy nas wokół pojęcia Smoleńsk. Tak jak zamykano nam usta po 10 kwietnia 2010 roku i stara się to robić do dzisiaj, ale to się nie udaje jak widać, i coraz głośniej wybrzmiewa nasze wołanie o prawdę. Teraz dzieje się to w innym kontekście.

Wtedy wołanie o prawdę, co stało się w lesie katyńskim, było wołaniem z palcem na ustach. Trzeba było długo czekać, zanim ta prawda światło dzienne ujrzała. I to jest tak niesamowita analogia. Na pewno jesteśmy posmoleńskimi dziećmi ’40 roku i ’10. A jak bardzo nimi jesteśmy, to niech świadczy fakt, że od początku, na Przystanku Niepodległość jest bardzo ważny baner smoleński. To jest dążenie do prawdy, na miarę naszych możliwości. Takie dopytywanie o prawdę a już na pewno wyrażanie tego głośne, że tej prawdy chcemy i mamy do niej prawo. Powiem więcej, traktujemy to jako polską rację stanu.

O swoim dramacie opowiadali Zuzanna Kurtyka, Piotr Walentynowicz czy Jacek Świat. Dziennikarze Cezary Gmyz i Dorota Kania prowadzili z nimi rozmowy o poszukiwaniu prawdy, i w jakim punkcie jesteśmy.

Przecież o Smoleńsku nie sposób nie mówić. Teraz, z uwagi na 100. rocznicę odzyskania niepodległości, w szerszym kontekście. To Sybir, Katyń, Wołyń, Smoleńsk. Ból podobny, wtedy i teraz było uderzanie w Polskę. Dlatego na Przystanku mówimy o posmoleńskich dzieciach. Mówimy też o Żołnierzach Wyklętych. Jest potrzeba oddania im hołdu, potrzeba upominania się o należne im w naszej historii miejsce. Prawda wychodzi. Zgodnie z tym, co było powiedziane, chcieli nas zakopać, nie wiedzieli, że jesteśmy ziarnem.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ