Andruszkiewicz o skargach opozycji do Brukseli: „Obserwujemy klasyczną mobilizację opcji zewnętrznej nad Wisłą”

fot. youtube.com

KOD ma wypełniać taktykę ulicy i mobilizować ludzi do protestów przeciwko polskiemu rządowi, a z kolei polityce PO i Nowoczesnej, a także np. pan Bodnar mają za zadanie donosić za granicą na państwo polskie i prosić o interwencję, ponieważ polski naród rzekomo boi się dyktatury i sfałszowania wyborów. To klasyczne działania, które mają na celu realizację obcych interesów na terenie państwa polskiego

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl poseł koła Wolni i Solidarni Adam Andruszkiewicz.

 

wPolityce.pl: Jak ocenia Pan słowa Rzecznika Praw Obywatelskich, który w „Deutsche Welle” zasugerował, że PiS może sfałszować wybory?

Adam Andruszkiewicz: Obserwujemy klasyczną mobilizację opcji zewnętrznej nad Wisłą, która właśnie jednoczy siły i coraz głośniej krzyczy na arenie międzynarodowej, że w Polsce może grozić dyktatura. Wręcz upraszają o interwencję zagranicę. Znamy z historii takie sytuacje, kiedy polskojęzyczni politycy ze swoimi zwolennikami próbowali za pomocą zagranicy tutaj wprowadzać własne porządki. Dzisiaj się to powtarza.

Czy w związku z tym, rząd powinien podjąć jakieś działania wobec Adama Bodnara?

Pan Adam Bodnar ewidentnie wpisuje się w opcję zewnętrzną. Powinniśmy rozważyć odwołanie pana rzecznika. Jego zadaniem jest reprezentowanie interesów wszystkich obywateli, również tych, którzy głosują na Zjednoczoną Prawicę i wspierają rząd premiera Morawieckiego, a nie tylko tych, którzy są za totalną opozycją.

Na dzisiejszy wieczór zapowiedziano pikiety KOD-u w kilkudziesięciu miastach w Polsce. Ich uczestnicy mają zachęcać Brukselę do podjęcia bardziej radykalnych kroków wobec naszego kraju. Czy to kolejny przykład mobilizacji opozycji, o której Pan mówi?

Widzimy, że opcja zewnętrzna działa na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony ulica, a z drugiej zagranica. KOD ma wypełniać taktykę ulicy i mobilizować ludzi do protestów przeciwko polskiemu rządowi, a z kolei polityce PO i Nowoczesnej, a także np. pan Bodnar mają za zadanie donosić za granicą na państwo polskie i prosić o interwencję, ponieważ polski naród rzekomo boi się dyktatury i sfałszowania wyborów. To klasyczne działania, które mają na celu realizację obcych interesów na terenie państwa polskiego.

 

Czy Pańskim zdaniem opozycja zyska poparcie społeczne w tego typu akcjach?

Myślę, że teraz Polacy tej farsy nie kupią. Po pierwsze dlatego, że w Polsce każdy cieszy się wolnością, a po drugie zbliża się mundial. Moim zdaniem, Polacy będą patrzeć na to, ile bramek strzeli Lewandowski, a nie na to pajacowanie Komitetu Obrony Demokracji i totalnej opozycji, która zachowuje się w Sejmie jak w cyrku.

Z przekonaniem instytucji unijnych, że w Polsce zagrożona jest demokracja może być już łatwiej…

Oczywiście, należy rozważyć, czy nie jest to klasyczna ustawka. Być może w kuluarach Tusk rozmawia z Timmermansem o tym, jak zrobić porządek nad Wisłą i ustanowić z powrotem władzę opcji zewnętrznej. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej może mówić Tuskowi: „Słuchaj, Donald. Musisz uruchomić swoich ludzi w Polsce. Niech doniosą na Polskę, żebyśmy mieli pretekst do interwencji”. Być może totalna opozycja, w odpowiedzi na te kuluarowe rozmowy, uruchamia swoje działania. Polecam przeczytać kroniki z końcówki XVIII wieku. To jest to samo: donoszenie polskojęzycznych polityków na własną ojczyznę. Mało tego, Donald Tusk jest utrzymywany przez unijne instytucje i musi się odwdzięczyć za te wysokie pensje.

Opozycja jednoczy siły nie tylko w wyborach samorządowych, ale zapowiada wspólną listę do Parlamentu Europejskiego. Czy Pańskim zdaniem opozycja może więcej zyskać czy stracić na tym sojuszu?

Myślę, że tak naprawdę to będzie lista odgrzewanych kotletów i nic z niej nie będzie. Polaków stać dzisiaj już na to, aby kupować sobie świeże jedzenie, a nie przeterminowane i niesmaczne, którym można się zatruć. Z całym szacunkiem, ale jeśli ktoś mi powie, że pan Komorowski czy pani Kopacz to jest nowa jakość w polskiej polityce, to parsknę śmiechem. Pamiętamy próby powrotu do czynnej polityki Lecha Wałęsy. One kończyły się karykaturą i ośmieszeniem byłego prezydenta. Myślę, że podobnie skończy się ta próba. Te nazwiska powinny trafić do muzeum politycznego jako politycy, którzy zaszkodzili Polsce i powinni odejść w zapomnienie. Mamy mnóstwo młodych polityków, na których można budować nową jakość i na pewno nie są to odgrzewane kotlety.

 

Jak Pan ocenia zachowanie działaczki feministycznej, która w restauracji KFC dopytywała prezydenta Dudę, dlaczego łamie konstytucję?

Sytuacja z tą panią dla mnie jest śmieszna. Zarzucała prezydentowi łamanie konstytucji, ale nie była w stanie uargumentować, w którym miejscu. Twierdziła, że nie może wchodzić do Sejmu. To pokazuje poziom działaczy totalnej opozycji, do których zalicza się też ta pani, która zasłynęła z brzydkiego zachowania, m.in. blokowania wjazdu Jarosława Kaczyńskiego na Wawel. Ci ludzie specjalizują się w robieniu show i zadym, a nie ma za tym żadnej wiedzy i ideowości. A jeżeli chodzi o wolność i demokrację, to myślę, że ta pani może dalej spokojnie jeść kurczaki w swojej ulubionej restauracji. Gdybyśmy żyli w dyktaturze, to pewnie by już gdzieś zaginęła. Naprawdę nie ma się o co martwić. Dyktatura jest tylko w głowach tych osób. Współczuję im, bo jest piękna pogoda, słońce świeci, za chwilę Polacy będą strzelać bramki w Mistrzostwach Świata. Trzeba cieszyć się życiem, a nie żyć w jakichś swoich urojeniach. U niektórych może warto byłoby skorzystać z pomocy lekarza.

W czasie wspomnianego wydarzenia prezydent miał na sobie koszulkę firmy „Red is bad”, którą część mediów nazywa „kontrowersyjną”. Dlaczego niektórym środowiskom przeszkadza odzież patriotyczna?

Oczywiście, że dla osób, które mówią w języku polskim, natomiast nie mają polskich serc, jest to kontrowersyjne. Widziałem na przykład zdjęcia z protestu studentów na UW, gdzie jedna z osób siedzi w koszulce z sierpem i młotem. Rozumiem, że to dla nich niej jest kontrowersyjne. To jest ok, to jest trendy, to jest jazzy. Natomiast złe jest noszenie koszulki z biało-czerwoną flagą. Martwi mnie tylko to, że nad Wisłą mamy tak silne środowisko, które posługuje się językiem polskim, ale ani po polsku nie myśli, ani dla Polski nie działa.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ