Skandal! Rzepliński poleca swoją książkę prezesowi PiS twierdząc, że „wyjdzie mu na zdrowie”. „Niszczyciele Polski są tchórzami”

Były Prezes Trybunały Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński zajął się opowiadaniem o swoim życiu. Okazuje się, że znalazł się ktoś, kto z tego wysłuchał i spisał. Co więcej, Rzepliński stwierdził, że książkę w szczególności powinien przeczytać Jarosław Kaczyński, bo będą to emocje, które „wyjdą mu na zdrowie”.

Co ciekawe, Rzepliński stwierdził, że kiedy walczył o Trybunał Konstytucyjny, nie czuł strachu, bo to nie „on szukał problemów, to oni szukali guza”.

Zechcieli spróbować zniszczyć Polskę europejską. (…) Wystarczy trójkowy student prawa, by wiedzieć, że jeśli chce się wprowadzić dyktaturę, to trzeba zniszczyć rządy prawa.  Tak przecież czynił na przykład monsignore Mussolini, który też zaczynał od zniszczenia sądów i demokracji parlamentarnej

— przekonywał w rozmowie z natemat.pl Andrzej Rzepliński.

W jego ocenie bohaterem jest sędzia, który uniewinnił członków Komitetu Obrony Demokracji, który zakłócali otwarcie wystawy o gen. Andersie. Rzepliński stwierdził, że ci, którzy „niszczą Polskę” mogą go „tylko zabić”, a kiedy to zrobią, spełni się „marzenie Lecha Wałęsy o milionach Polaków na ulicach”.

Przekonywał, że niszczyciele Polski są tchórzami i nic Czeszkiewiczowi nie zrobią, a on sam jest „latarnią morską”, bowiem jest wielu sędziów, którzy mają kredyty i życie rodzinne i się boją.

Dramatyzował, że minister Ziobro ma mały autorytet prawniczy, bo osoba o dużym autorytecie nigdy nie zrobiłaby tego, co robi on.

Kpił też z Jarosława Kaczyńskiego, zarzucając mu brak autorytetu zawodowego. Dla niego doktorat z prawa prezesa PiS nie przesądza o niczym, bo jego temat jest obojętny naukowo i jest „kolejnym kiepskim prawnikiem”.

Tacy ludzie muszą zrozumieć, że podjęta przez nich próba zniszczenia rządów prawa się nie uda. To próba, od której w końcu będą musieli odstąpić. I wówczas nie może być żadnych kompromisów. Żadnych kompromisów w tym zakresie! Nie można robić cesarskiego cięcia brudnym, zardzewiałym i śmierdzącym nożem. A oni tak zrobili to, co nazwali „dobrą zmianą” w sądownictwie i TK — dramatyzował Rzepliński.

Oskarżył posła PiS Marcina Horałę o to, że jego projekt Kodeksu wyborczego to pokaz „głupoty, chciwości, nieodpowiedzialności i  chęci zrobienia szybkiej kariery”.

Szczęście w nieszczęściu jest takie, że były prezes TK i wojownik o wolność wszystkiego i demokrację w Polsce nie zamierza wejść do polityki.

Przy czym, nie kryjąc swojej skromności powiedział: „W polityce na pewno byłbym dobry, ale lubię to, co robię. I robię to dlatego, że to lubię”.

wpolityce.pl/natemat.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ