Łapiński: KE uważa, że nie można osiągnąć porozumienia z Polską? To niech ma odwagę i zmierzy się z głosowaniem

fot. youtube.com

eśli KE uważa, że nie można osiągnąć porozumienia, to niech KE ma odwagę przejść do następnych kroków i zmierzy się z głosowaniem. Tylko mam wrażenie, że komisarz Timmermans doskonale wie, że takie głosowanie okazałoby się przegrane, bo wymaga jednomyślności, a my mamy sygnały, że wiele państw obawia się takiego postępowania wobec Polski

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Krzysztof Łapiński, rzecznik prezydenta.

wPolityce.pl: Wiceszef Komisji Europejskiej w poniedziałek będzie w Polsce, gdzie będzie rozmawiał nt. reformy sądownictwa z premierem Mateuszem Morawieckim. Czy sądzi Pan, że po tym spotkaniu może dojść do przełomu w kwestii sporu Polski z KE?

Krzysztof Łapiński: Spór z KE trwa od wielu miesięcy, więc trudno oczekiwać, aby akurat w trakcie tej jednej wizyty doszło do jego zakończenia. To raczej jest wizyta wpisana w szerszy kontekst negocjacyjny. Trudno powiedzieć, czy ona przybliży nas do osiągnięcia kompromisu. Dobrze, że rozmowy się toczą. Był taki moment kilka tygodni temu, gdy wydawało się, że już kompromis jest blisko. Było to słychać z dwóch stron, potem nagle się okazało, że cały czas jest dość daleko. Jak będzie po poniedziałkowej wizycie pana Timmermansa, to zobaczymy. Liczę, że w końcu ten spór się zakończy i Polsce już nie będzie groził żaden art. 7. Pamiętajmy też, że wielu naszych sojuszników, nie tylko Węgry, ale także Litwa i inne kraje mówią, że w razie głosowania nad wnioskiem o zastosowanie art. 7 przeciwko Polsce, będą przeciw. A do jego wprowadzenia potrzebna jest jednomyślność.

Europoseł Jacek Saryusz-Wolski powiedział wprost, że należałoby zakończyć to grillowanie naszego kraju poprzez jak najszybsze doprowadzenie do głosowania nad zastosowaniem art. 7 wobec Polski. Czy pan się zgadza z takim stanowiskiem?

To jest także pytanie do KE, jak długo można tę sprawę ciągnąć. Jeśli KE uważa, że nie można osiągnąć porozumienia, to niech KE ma odwagę przejść do następnych kroków i zmierzy się z głosowaniem. Tylko mam wrażenie, że komisarz Timmermans doskonale wie, że takie głosowanie okazałoby się przegrane, bo wymaga jednomyślności, a my mamy sygnały, że wiele państw obawia się takiego postępowania wobec Polski. Uważają, że podobna sytuacja może je spotkać, więc deklarują, że nie poparłyby wniosku KE. Być może komisarze o tym wiedzą, dlatego nie doprowadzili do tego głosowania, tylko cały czas trwa takie „boksowanie”.

W całej sprawie sporu Polski z KE pojawia się też kwestia przewodniczącego Rady Europejskiej, którym jest Polak. Donald Tusk udzielił ostatnio wywiadu w „Gazecie Wyborczej”, gdzie stwierdził m.in., że „ten, kto rzucił pomysł bratobójczej walki powinien się wstydzić do końca życia”. W tych słowach odniósł się do faktu, że Polska podczas głosowania dot. wyboru nowego szefa RE wystawiła kandydaturę Jacka Saryusza-Wolskiego przeciwko Tuskowi. Czy nie uważa pan, że przewodniczący RE powinien skupić się jednak na pomocy swojemu państwu, zamiast na krytyce decyzji polskiego rządu?

Pan przewodniczący Tusk, co nie jest tajemnicą, nadal całym sercem jest po stronie opozycji. Wiadomo, że rząd, który jest obecnie w Polsce, rząd Prawa i Sprawiedliwości, nie może się cieszyć jego poparciem, bo tworzy go ugrupowanie, które odsunęło jego partię od władzy. Wielu Polaków ma takie wrażenie, że zamiast pomagać Polsce, Donald Tusk raczej się cieszy wtedy, kiedy można jakość zaszkodzić polskiemu rządowi. Polityków PiS nadal traktuje jako swoich politycznych przeciwników.

We wspomnianym wywiadzie Donald Tusk użył dość szokującego piłkarskiego porównania. Powiedział, że liderem reprezentacji Polski jest zawodnik, który od lat gra za granicą, a konkretnie w Niemczech (zapewne chodziło mu o Roberta Lewandowskiego). Stwierdził, że „jego pięcioletni kontrakt z Brukselą to przy tym niewinna igraszka”. Czy Pana zdaniem to uzasadnione porównanie?

Nie wiem czemu służy takie porównanie. Nie za bardzo wiem co miał na myśli pan przewodniczący Tusk. Robert Lewandowski gra od wielu lat na zachodzie, to fakt, ale kiedy przychodzą mecze reprezentacji, eliminacje, czy wreszcie Mistrzostwa Świata, albo Mistrzostwa Europy, gra z orłem na piersi w biało-czerwonej koszulce. Jest kapitanem, gwiazdą reprezentacji Polski i nie zapomina grając w klubie zagranicznym o Polsce. Zawsze kiedy jest powoływany do kadry, na boisku daje z siebie wszystko, żeby Polska odniosła sukces. Nikt nie zarzuci mu, że w jakikolwiek sposób lekceważy obowiązki reprezentanta Polski, bo liczba goli, które strzelił dla naszego kraju mówi sama za siebie. W pewnym sensie Donald Tusk mógłby brać przykład z Roberta Lewandowskiego.

Rozumiem, że pana zdaniem Donald Tusk nie reprezentuje Polski z takim zaangażowaniem? Wielu Polaków liczyło, że przewodniczący Tusk będzie potrafił wykorzystać stanowisko, które piastuje, do załatwiania ważnych spraw dla Polski, bo tak robią inni politycy funkcjonujący w instytucjach unijnych. Robią to umiejętnie, bo często formalnie nie mogą angażować się po stronie własnego kraju, ale potrafią w rozmowach zakulisowych, różnego rodzaju kontaktach nieformalnych działać na rzecz własnego kraju. Życzyłbym Donaldowi Tuskowi, żeby uczył się od tych polityków, jak piastując ważne stanowisko w Brukseli można dobrze działać na rzecz swojego kraju. Wielokrotnie słyszeliśmy zapewnienia, że stanowisko jakie piastuje Donald Tusk nie wiąże się tylko z jego osobistym sukcesem ale z realnymi korzyściami dla Polski.

Zmienię jeszcze temat. Podczas posiedzenia plenarnego Narodowej Rady Rozwoju poznaliśmy propozycje 15 pytań w referendum konsultacyjnym dot. zmian w konstytucji. Część pytań dotyczy kwestii socjalnych, społecznych, są też pytania o zapisanie w konstytucji członkostwa w NATO oraz UE. Chociażby w mediach społecznościowych wyraźnie można było dostrzec burzliwą dyskusję dotyczącą tych pytań, pojawiło się sporo głosów krytycznych.

Każdy ma prawo komentować zgłoszone pytania, żyjemy w państwie demokratycznym, gdzie jest wolność wypowiedzi. Prezydent Andrzej Duda konsekwentnie realizuje swój plan, który zgłosił rok temu, przeprowadzenia referendum konsultacyjnego ws. konstytucji. Zostały przedstawione pytania, z których pewnie w ostatecznym wniosku znajdzie się ok. 10 pytań. Prezydent jasno powtarza, że chce dać rodakom szansę na wypowiedzenie się w ważnych sprawach ustrojowych w 100-lecie niepodległości. Akurat prezydent jako osoba wybierana przez naród jest jak najbardziej predestynowany do tego, żeby inicjować tak ważną debatę. Prezydent złoży wniosek o przeprowadzenie tego referendum, który w przeciągu kilku tygodni pojawi się w Senacie.

Wniosek ma pojawić się w Senacie, ale nawet ze strony środowiska politycznego, z którego wywodzi się prezydent, czyli PiS, nie ma jasnej deklaracji dotyczącej poparcia tego wniosku. Czy na ten temat planowane są jeszcze jakieś rozmowy między prezydentem, a premierem czy prezesem PiS?

Oczywiste jest, że aby referendum się odbyło, potrzebne jest poparcie w Senacie, a tam kluczowa jest decyzja PiS. Pewnie w najbliższym czasie gremia kierownicze partii podejmą odpowiednie decyzje, jakie głosowanie rekomendować senatorom.

Tak, ale czy prezydent planuje odbyć z PiS jeszcze jakieś rozmowy w tej kwestii?

Takie rozmowy już miały miejsce. Pan prezydent rozmawiał z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim, rozmowy w imieniu Prezydenta prowadził także minister Paweł Mucha. Należy założyć, że jeśli będzie potrzeba kolejnych rozmów, które miałyby w jakiś sposób przybliżyć PiS do pozytywnej decyzji ws. głosowania za referendum, to takie rozmowy mogą się odbyć. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że prezydent będzie starał się przekonywać PiS do głosowania za tym wnioskiem.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ