Skandaliczne słowa Tuska w wywiadzie dla „Wyborczej”: „Kaczyński stał się jednym z liderów proputinowskiego obozu politycznego w Europie”

fot. telewizjarepublika

Grzegorz Schetyna zawsze stawiał na grę zespołową, jest zawodnikiem twardym i dobrze czyta grę. Przed nim teraz najtrudniejsze mecze, będą go faulować, kibice czasami będą gwizdać, ale wciąż ma szansę na puchar

— mówi w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Rozmowa w znacznej części skupiała się na piłce nożnej. Tusk opowiadał o początkach miłości do futbolu, która, jak wspomina, sięga lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

Nikt z nas nie „haratał w gałę”. To się wzięło z kabaretu „Posiedzenie rządu” Roberta Górskiego. Chyba. My zawsze graliśmy w nogę albo pieszczotliwie w „nunię”

— mówi sentymentalnie. Polityk ujawnił też swoją ksywę z podwórkowego boiska.

Dziś nikt w to nie uwierzy, ale wołali na mnie „Kaczor”

—dzieli się Tusk.

Tusk mówił też o meczach rozgrywanych przez polityków Platformy Obywatelskiej. Zapytany, czy to prawda, że wszyscy musieli mu podawać, odpowiada, że „podawali z własnej, nieprzymuszonej woli”.

Przynajmniej tak mi mówili. Drużyna, która nie gra na lidera – oczywiście dopóki jest skuteczny – nie będzie zwyciężała

— przekonuje.

Dziennikarka „Gazety Wyborczej”, pytając o najważniejszy mecz w życiu, zasugerowała byłemu premierowi wybór na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej, mimo sprzeciwu polskiego rządu.

Klasyczna porażka na ich własne życzenie. To w ogóle nie powinno się zdarzyć. Ten, kto rzucił pomysł bratobójczej walki, wystawienia drużyny przeciw swojemu rodakowi, powinien się wstydzić do końca życia

— stwierdził Tusk, który ocenił też defensywną taktykę opozycji w polskim Sejmie.

Opozycja z natury rzeczy najwięcej okazji wypracowuje, grając z kontry, a tu dobra obrona jest podstawą

—tłumaczy.

Polityk odniósł się również krytycznie do działań polskiego rządu w zwalczaniu przemocy stadionowej.

Gdyby PiS był tak nieugięty wobec kiboli, jak był wobec niepełnosprawnych, sytuacja na stadionach nie byłaby taka zła. Ale do tego trzeba minimum odwagi cywilnej

— twierdzi.

Nie znam drugiego kraju w Europie, w którym stadionowi bandyci są nie tylko tolerowani przez władzę, ale wręcz hołubieni. To niebezpieczna synteza prymitywnej brutalności, ideologicznego radykalizmu i politycznego cynizmu

— dodaje.

Używając piłkarskiej metafory, Tusk snuje również plany na najbliższą przyszłość polskiej polityki.

W sezonie 2018/19 liczyć się będą dwie drużyny. Mecz finałowy będzie pasjonujący, każdy wynik możliwy, być może o wszystkim rozstrzygnie dogrywka. I proszę mnie nie pytać, co mam na myśli. Tak sobie powiedziałem

— przekonuje Tusk. Mówiąc o swojej nieobecności na mundialu w Rosji, oskarża polski rząd o sprzyjanie polityce Kremla.

Kto osłabia Unię lub liczy na jej rozpad, obiektywnie rzecz biorąc, kibicuje Rosji. Pewnie niespodziewanie dla samego siebie Kaczyński stał się jednym z liderów proputinowskiego obozu politycznego w Europie

— twierdzi były premier. Trzymając się porównań do futbolu, skrytykował też reformę sądownictwa Prawa i Sprawiedliwości.

Oceniając na chłodno, muszę stwierdzić, że piłka jest dziś w posiadaniu opozycji, głównie ze względu na błędy przeciwnika. Ale jesteśmy dopiero na początku drugiej połowy. Wynik będzie zależał w dużym stopniu od jakości sędziowania. A pojawiły się tu pierwsze wątpliwości

— tłumaczy Tusk, choć, jak twierdzi, liczy na kompromis podobny do remisu na Wembley.

Czy w Polsce możliwy jest jeszcze taki piękny kompromis? Oczywiście, że tak. Możliwy i konieczny. Bo piłka jest jedna, a bramki są dwie

— podkreśla w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

Trudno jednak mówić o kompromisie i wspólnej grze w jednej, biało-czerwonej drużynie, kiedy przy pomocy unijnych instytucji występuje się przeciwko państwu polskiemu. O tym jednak Donald Tusk nie wspomniał….

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ