Czarnecki o słowach Trzaskowskiego ws. zamrażania środków UE: Albo jest to zdrada dyplomatyczna, albo będzie miał nos od kłamstw jak Pinokio

fot: youtube

Albo jest to zdrada dyplomatyczna i oni rzeczywiście podjęli ponad głowami Polaków i poza polskim rządem jakąś grę, której celem jest zamrożenie środków dla Polski i uzależnienie ich od tego, kto w Polsce rządzi, co byłoby ogromnym skandalem; albo to zwykła propagandowa hucpa i wielkie kłamstwo, co pokazywałoby, że kampania Trzaskowskiego jest coraz słabsza, a jemu samemu wydłuży się nos jak Pinokiowi

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Odniósł się w ten sposób do słów Rafała Trzaskowskiego, który stwierdził, że dzięki staraniom opozycji pieniądze dla Polski z unijnego budżetu będą zamrożone, dopóki w Polsce rządzi Prawo i Sprawiedliwość.

 

wPolityce.pl: Jak ocenia Pan szanse Polski w negocjacjach nad budżetem UE?

Ryszard Czarnecki: Przede wszystkim budżet obecnie proponowany przez Komisję Europejską jest dla Polski zły i dziwię się, że w ogóle nie zareagowała na to reprezentująca nasz kraj komisarz Elżbieta Bieńkowska, była wicepremier w rządzie PO-PSL. Sprawdziłem to. Nie głosowała przeciwko temu budżetowi, co jest bardzo zaskakujące. Nie zdobyła się na zdanie odrębne i nie złożyła votum separatum. Jednym słowem, wygląda to tak, jakby uszczuplenie środków budżetowych dla Polski by jej pasowało lub było obojętne. To szokujące. Polski rząd będzie korygował ten budżet w kierunku korzystnym dla naszego kraju. Są duże szanse, ponieważ mamy na to przeszło dwa lata. Jest tradycją w UE, że budżety siedmioletnie są ostatecznie wynegocjowane na kilka miesięcy przed ich rozpoczęciem. Prawdopodobnie stanie się to w tym przypadku na jesieni 2020 roku. Mówię o tym, ponieważ mamy przed sobą ponad dwadzieścia miesięcy negocjacji.

Jak Pańskim zdaniem zmieni się sytuacja w tym czasie?

Od lipca przyszłego roku Komisja Europejska otrzyma nowy skład. Wierzę, że będzie bardziej przychylny Polsce. Poza tym od mniej więcej dekady ważną rolę w uchwalaniu budżetu pełni Parlament Europejski, a wybory do tej izby czekają nas w maju 2019 roku. Jestem przekonany, że nowy Parlament również będzie bardziej eurorealistyczny, konserwatywny i „prawoskrętny”. Mielibyśmy wówczas partnera, który nie patrzyłby na nas przez ideologiczne okulary, jak czyni to obecny Europarlament.

 

Jak ocenia Pan słowa Rafała Trzaskowskiego, który stwierdził, że ze względu na ”łamanie praworządności” fundusze unijne zostaną „zamrożone”, dopóki do władzy nie wróci PO?

Albo jest to zdrada dyplomatyczna i oni rzeczywiście podjęli ponad głowami Polaków i poza polskim rządem jakąś grę, której celem jest zamrożenie środków dla Polski i uzależnienie ich od tego, kto w Polsce rządzi, co byłoby ogromnym skandalem; albo to zwykła propagandowa hucpa i wielkie kłamstwo, co pokazywałoby, że kampania Trzaskowskiego jest coraz słabsza, a jemu samemu wydłuży się nos jak Pinokiowi. Niezależnie od tego, która wersja okaże się prawdziwa, jedno i drugie jest rzeczą nie do przyjęcia.

Co sądzi Pan o diagnozie Jacka Saryusza-Wolskiego, który zachęcał polskie władze, aby zażądały głosowania w sprawie procedowania artykułu siódmego?

Ryzyko takiego głosowania jest przede wszystkim po stronie Unii Europejskiej, ponieważ to ona by przegrała i straciłaby resztki autorytetu. Wyszłoby na jaw, że nie ma prawdziwych pistoletów, z których mogłaby strzelać, a posiada jedynie kapiszony. Gdyby jednak nawet Polska przegrała głosowanie, to oświadczam z całą stanowczością, że nie niosłoby to żadnych konsekwencji ekonomicznych dla naszego kraju. Miałyby one miejsce tylko tylko w związku z sankcjami, a tych nie będzie, bo potrzeba w tym celu jednomyślności. Dlatego Bruksela woli nas straszyć i grillować. Woli gonić polskiego króliczka, niż go złapać.

 

Dlaczego w takim razie instytucje unijne straszą nas tym artykułem?

Unii Europejskiej zależy na pokazaniu, że będzie prześladować krnąbrnego członka. Chce w ten sposób odstraszyć potencjalnych następców Polski, którzy chcieliby podejmować decyzje niezależne od Brukseli. Głównie chodzi o nieprzyjęcie przez nasz kraj przymusowych kwot imigrantów.

Czyli przypomina to zemstę Komisji Europejskiej?

Nie tylko zemstę, ale i przestrogę przed tymi, którzy chcieliby iść polską i węgierską drogą. To ma być sygnał: jeżeli nie będziecie akceptować multi-kulti i przyjmowania imigrantów spoza Europy, to będziecie mieć problemy z Brukselą.

Dzisiaj odbywa się spotkanie ambasadorów UE, na którym ma być podjęty temat dyrektywy wymierzonej w Nord Stream 2. Czy przyczyni się to do zatrzymania budowy gazociągu?

Można powiedzieć, że „na dwoje babka wróżyła”. Szereg państw, w tym kraje skandynawskie, bałtyckie i Polska, chce, żeby zostały zastosowane unijne regulacje w tej kwestii. Z drugiej strony są państwa, które są zainteresowane budową Nord Stream 2. Chodzi przede wszystkim o Niemcy, ale inne kraje też mogą na tym skorzystać, np. Holandia, której firma Gasunie ma tam swoje udziały. Te państwa oczywiście będą stały na straży dotychczasowych standardów, co pokazuje ich hipokryzję. Zobaczymy, kto wygra, a być może dzisiejsze spotkanie nie przyniesie żadnego rozstrzygnięcia.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ