Kuźmiuk o planach wspólnego budżetu strefy euro: Niemcy i Francja nie dostaną na to zgody innych krajów

ue.jpeg

Nie wyobrażam sobie, że Niemcy i Francja uzyskają zgodę pozostałych krajów na pomniejszenie budżetu całej Unii Europejskiej, żeby stworzyć budżet strefy euro. Moim zdaniem te państwa takie rozwiązanie wykluczą

— mówi w rozmowie z portalem w Polityce.pl europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk. Słowa polityka dotyczą zapowiedzi kanclerz Niemiec Angeli Merkel i prezydenta Francji Emmanuela Macrona o utworzeniu budżetu strefy euro.

 

wPolityce.pl: Komu najbardziej zależy na wspólnym budżecie krajów należących do strefy euro?

Zbigniew Kuźmiuk: Przede wszystkim zależy na tym Francji, Niemcom zdecydowanie mniej. To jest próba przerzucenia długów na całość wspólnoty. Kraje południa strefy euro, a Francja się do nich zalicza, próbują sobie w ten sposób poradzić. Chodzi o to, aby była możliwość emisji obligacji, dla których podstawą byłaby gospodarka niemiecka. Angela Merkel wprost tej propozycji nie przyjęła, ale jakieś gesty musiała wykonać, zwłaszcza, że jej pozycja w Niemczech nie jest najmocniejsza. Nie sądzę, aby ten plan został zrealizowany, ponieważ będzie sporo przeciwników tego pomysłu. To duża niezręczność, że dwa największe kraje to ogłaszają, a siedemnaście pozostałych musi się do tego dostosować. Formuła ogłoszenia tego faktu jest nie do przyjęcia.

Czy to oznacza, że plany Niemiec i Francji zakończą się fiaskiem?

Być może skończy się na tym, że fundusz do ratowania strefy euro będzie podstawą nowego budżetu. To by jednak oznaczało, że kraje należące do strefy euro musiałyby wyłożyć dodatkowe pieniądze, żeby ten budżet zasilić. Nie wyobrażam sobie, że Niemcy i Francja uzyskają zgodę pozostałych krajów na pomniejszenie budżetu całej Unii Europejskiej, żeby stworzyć budżet strefy euro. Moim zdaniem te państwa takie rozwiązanie wykluczą.

Wielu komentatorom stworzenie oddzielnego budżetu dla strefy euro kojarzy się z „Europą dwóch prędkości”. Czy słusznie?

Te dwie prędkości są w różnych obszarach. To jest np. strefa Schengen, do której jedne kraje należą, a inne nie. Francuzi próbują w ten sposób się ratować. Mają bardzo wysoki dług publiczny, sięgający stu procent PKB i bardzo słaby wzrost gospodarczy. Szukają jakiegoś szerszego zabezpieczenia, żeby móc te długi spłacać. Pomysł Macrona był taki, że tworzymy budżet strefy euro, a więc będą możliwe obligacje strefy euro. Pożyczają Francuzi, a pieniądze gwarantują wszystkie kraje należące do strefy. Oczywiście nie twierdzę, żeby niemiecka kanclerz zgodziła się na takie warunki. To nie jest możliwe i myślę, że Macron ma to z tyłu głowy. Oczywiście można zgromadzić jakieś pieniądze na pomoc krajom strefy euro, które mają gigantyczne kłopoty i to może być magnes dla południa Europy. Północnym krajom, takim jak Holandia, trudno by było natomiast się z tym pogodzić.

Jakie konsekwencje w związku z tymi planami mogą spotkać Polskę?

Jeżeli by się okazało, że ten budżet ma być stworzony kosztem ogólnego budżetu UE, to siłą rzeczy oznaczałoby to zmniejszenie środków dla Polski. Jak już mówiłem, nie sądzę, aby większość krajów się na to zgodziła. To muszą być dodatkowe środki obciążające państwa strefy euro. O ile Niemcy mogą sobie na to pozwolić, Francja pewnie też, to kraje takie jak Holandia, Finlandia, czy Austria, nie będą specjalnie chętne, żeby dodatkowo obciążać swoje budżety narodowe. Polska nie jest w strefie euro i może z boku obserwować to, co wyczyniają Niemcy i Francja.

Czy pomysł utworzenia wspólnego budżetu dla krajów strefy euro jest czymś nowym?

To nie jest nic nowego. Kiedyś Merkel ogłaszała już podobne rzeczy z prezydentem Hollandem. Podejrzewam, że wtedy też w pozostałych siedemnastu krajach nie zostało to dobrze przyjęte. To dla nich niesprawiedliwe, że dwa największe kraje mają decydować za innych.

No właśnie. Czy cała ta sytuacja nie jest przejawem hipokryzji ze strony Niemiec i Francji, które domagają się solidarności europejskiej w kryzysie imigracyjnym, a same zachowują się przeciwnie do deklarowanych wartości?

Nie ulega wątpliwości, że ta sytuacja jest przykładem dobrze działającego tandemu niemiecko-francuskiego, który pociągnie do przodu Unię Europejską. Macron i Merkel mają jednak duże problemy wewnętrzne i myślę, że te reformy strefy euro mają przełamać ten negatywny obraz, który wyłania się z działań obojga przywódców.

Spotkanie kanclerz Merkel i prezydenta Macrona dotyczyło też wypracowania nowej strategii imigracyjnej. Co oznacza ona w praktyce?

Pani Merkel próbuje uratować w ten sposób własny tyłek, ponieważ jej koalicjant z CSU postawił jej w tym zakresie twardy warunek. To próba przeforsowania stanowiska, że granice wewnętrzne, a wszyscy, którzy nie mają mocnych papierów, a przebywają na terenie UE, są wydalani do krajów, które ich zarejestrowały. Zobaczymy, jak to się potoczy, zwłaszcza, że Włosi już zadeklarowali, że będą bezwzględnie realizowali wysiedlanie nielegalnych imigrantów. Ta sytuacja się zaostrza, wymyślono nawet nieformalne spotkanie premierów różnych państw w tej sprawie. Te sugestie przypominają postulaty podniesione przez Grupę Wyszehradzką jesienią 2015 roku. Możemy mieć w związku z tym jakąś satysfakcję, że kraje Europy Zachodniej dorosły do rozwiązań, które proponowaliśmy ponad dwa lata temu.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ