Rzepliński kreśli „instrukcję” dla sędziów SN: Gersdorf wchodzi i są sędziowie, którzy dalej traktują ją jako szefa. To byłoby coś!

Powinni złożyć oświadczenie na ręce I prezesa SN z odpisem dla prezydenta – w tej kolejności – o tym, że zgodnie z obowiązującą ustawą, w dniu kiedy byli powoływani na urząd sędziego SN (…), że są i nadal będą sędziami zgodnie z prawem — powiedział w programie Dominiki Wielowieyskiej „Crash Test” (Wyborcza.pl) były prezes TK Andrzej Rzepliński, wyrażając rozczarowanie postawą sędziów, którzy nie zajęli stanowiska wobec wchodzącej w życie ustawy o SN.

Były prezes TK skrytykował sędziów Sądu Najwyższego, którzy nie zajęli żadnego stanowiska ws. nowej ustawy.

Powinni złożyć oświadczenie na ręce I prezesa SN z odpisem dla prezydenta – w tej kolejności – o tym, że zgodnie z obowiązującą ustawą, w dniu kiedy byli powoływani na urząd sędziego SN (…), że są i nadal będą sędziami zgodnie z prawem

— mówił, kreśląc swego rodzaju „instrukcję”.

Gdyby nawet prezydent podjął decyzję pozytywną dla nich, to z punktu widzenia integralności Sądu Najwyższego byłaby ona negatywna, bo prezydent nie ma tutaj żadnej władzy

— stwierdził.

Rzepliński przyznał, że czuje się rozczarowany postawą sędziów SN, lecz tłumacząc ich, popłynął wręcz na głębokie może absurdalnych teorii!

Może się bali, że są podsłuchiwani, że wobec tego zostaną im podstawione zarzuty, że spiskują przeciwko władzy, być może nawet gorzej i dla świętego spokoju nie rozmawiali o tym spokojnie

— fantazjował.

I jak można było się spodziewać, były prezes TK pochwalił Małgorzatę Gersdorf, która oświadczyła, że nie zamierza odejść ze swojego stanowiska I prezes SN.

Słusznie, to mądry krok, ale za późno. Powinna go podjąć o wiele szybciej. Ona jest latarnią morska dla wszystkich sędziów SN, jak również dla tych, którzy myślą teraz o tym, jak będą wolne miejsca, to dlaczego nie złożę wniosku

— mówił „patetycznie” Rzepliński.

Znając poziom kultury tej władzy, myślę, że jej nie wpuszczą do SN

— stwierdził, lecz szybko się rozmarzył w innym obrazie.

Ona wchodzi i codziennie są sędziowie, którzy nie ulegli temu bezprawiu ustawowemu i dalej traktują ją publicznie jako szefa swojego sądu. To byłoby coś!

— egzaltował się Rzepliński.

O to apeluję. To dawałoby nadzieję dla sędziów sądów okręgowych, rejonowych i apelacyjnych, że nie to, że jest jeszcze sąd w Warszawie, ale jest jeszcze sędzia, który do końca, niezależnie co by z nią robili, tak się zachowuje. Tego oczekuję także jako obywatel

— mówił.

Prawnik zignorował fakt, że doszłoby w ten sposób do swoistej dwuwładzy w SN.

Mamy obwiniać się za to, co oni zrobili? To oni są winni

— odparł.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ