UE chce wprowadzić „ACTA 2”? Czesław Hoc alarmuje: „To jest nałożenie kagańca na cały internet”

ue.jpeg

Można powiedzieć: „Witamy w nowym, wspaniałym, internetowym świecie Huxleya”, bo tak jak w jego antyutopijnej powieści ktoś będzie nas kontrolował, nadzorował i dawał regulacje. Twórca Wikipedii alarmuje, że to będzie koniec wolności w  internecie

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Czesław Hoc, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Dyrektywa PE i RE o prawie autorskim na Jednolitym Rynku Cyfrowym (on copyright in the Digital Single Market), to powrót „ACTA”?

Czesław Hoc: Tak, bo to jest nałożenie kagańca na cały internet. Jeśli będzie filtrowanie treści przez operatora (art. 13) oraz podatek od linkowania (ancillary copyrights, art. 11), to jak to inaczej traktować? Zabronione będzie np. zrobienie zdjęcie na tle jakiegoś gmachu, czy osoby. Będzie tu też dowolna interpretacja „tej góry”, która będzie to kontrolować. Tutaj trzeba powiedzieć, że zignorowano doświadczenia niemieckie i hiszpańskie w prowadzeniu praw pokrewnych dla wydawców prasowych. Niektórzy uważają, że to, co się obecnie dzieje to powrót do dawnych tradycyjnych form istnienia internetu. To znaczy, że nie dąży się do innowacji i przyszłości cyfryzacji, ale cofa się po to, żeby hermetycznie móc kontrolować internet.

Do czego może to prowadzić?

25 maja komitet stały przedstawicieli rządów państw członkowskich przy UE, czyli organ przygotowawczy Rady przyjął plany nowej dyrektywy. Tym samym dał zielone światło dla niej, a 20 czerwca uczyniła to z kolei Komisja ds. prawnych JURI, sytuacja zaczyna więc być niezbyt wesoła. Dyskusja toczyła się też w komisjach: ds. rynku wewnętrznego i ochrony konsumentów (IMCO), ds. kultury i edukacji (CULT) oraz ds. przemysłu, badań i energii (ITRE).To jednak dopiero początek. Przed nami trilogi (tj. trójstronne spotkania przedstawicieli KE, Rady Europejskiej i PE). Źle się stało, że europosłowie z Komisji JURI nie przyzwolili na debatę w PE i danie szansy posłom PE do wprowadzenia ewentualnych zmian. Mandat na negocjacje z Radą zostanie prawdopodobnie przedłożony na lipcowej sesji plenarnej w Strasburgu. Chcą w tej kadencji dopiąć tę dyrektywę.

To prosta droga do cenzury internetu?

To jest wylanie dziecka z kąpielą. Pytań w związku z tym jest wiele. Czy to koniec internetu, jaki znamy, bo powstrzyma to budowanie społeczeństwa informacyjnego? Czy dojdzie do niszczenia gospodarki opartej na innowacjach i nowoczesnych technologiach? Czy to utrudnienie dla Europy startupów? Wreszcie, czy te zmiany „dosięgną” przeciętnego twitterowicza lub facebookowicza? Można powiedzieć: „Witamy w nowym, wspaniałym, internetowym świecie Huxleya”, bo tak jak w jego antyutopijnej powieści ktoś będzie nas kontrolował, nadzorował i dawał regulacje. Twórca Wikipedii alarmuje, że to będzie koniec wolności w  internecie. Nowa dyrektywa unijna oznacza raczej ochronę interesu międzynarodowych korporacji, bo tracą na tym indywidualni konsumenci i indywidualne instytucje. To bardzo wielka sprawa, która niestety pobudzi to do wielkiego, zbiorowego, międzynarodowego protestu ludzi młodych.

Czyli unijna walka o prawa autorskie w internecie jest mocno przesadzona?

Tak. Myślę, że trzeba nawet od nowa w różnych płaszczyznach wszystko to dokładnie przedyskutować. I wziąć te pod uwagę złe doświadczenia Niemiec i Hiszpanii o prawach pokrewnych. Wtedy należy stworzyć coś, co rzeczywiście byłoby złotym środkiem. Jeśli bowiem widzimy, że ktoś nas kontroluje, inwigiluje, to nie chcemy z tego korzystać. Nie tędy droga. Vox Populi, vox Dei. Nawet, gdyby nie można byłoby pogodzić twórców, biznes, czy konsumentów internetowych, to jednak trzeba zastosować się do woli ludu, który obawia się tej nowej dyrektywy. Mamy tego dowody w postaci licznych telefonów. Bardzo dobry wywiad ukazał się z panem ministrem Lewandowskim z MKiDN. Twierdzi w nim, że rząd polski wypracował złoty środek, który pogodziłby interesy twórców, całego świata biznesu i konsumentów. Ale myślę, że  tutaj trzeba być bardzo ostrożnym i roztropnym oraz wsłuchiwać się w głos internautów. Bo nawet, gdybyśmy mieli pewne racje w zakresie ochrony dzieł twórców, to nie można też pozbawiać drugiej strony swoich racji. facebookowiczie i twitterowicze obawiają się nałożenia na internet kagańca cenzury.

Spodziewa się więc Pan ostrej dyskusji w PE?

Tak. Jutro na forum naszych doradców i przedstawicieli komisji będziemy dyskutować w tej sprawie. Przygotowuję zapytania do KE, RE i PE, które złoże dziś lub jutro. Myślę, że wystosuję też pismo do pani Elżbiety Bieńkowskiej, która również powinna zająć głos w tej sprawie oraz do przewodniczącego Rady Europejskiej.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ