Raport NIK potwierdza walkower Pawlaka i Tuska. Czy odpowiedzialność urzędnicza pozostanie tandetną fikcją?

„Koalicja źle negocjowała zakupy gazu”, „zmarnowane negocjacje z Gazpromem”, „krytyczna ocena Waldemara Pawlaka” – takie sformułowania dominują w mediach po opublikowaniu odtajnionego raportu NIK ws. „negocjacji” gazowych rządu PO-PSL z Rosją przed blisko dekadą.

Reakcja dziennikarzy jest żenująca i kompletnie niewspółmierna do tego, co znajdujemy w dokumencie Najwyższej Izby Kontroli. A są tam gigantyczne oskarżenia pod adresem ówcześnie rządzących. Bo przecież wina za koszmarne podłożenie się Rosjanom nie spoczywa wyłącznie na barkach Waldemara Pawlaka, ale całej wierchuszki rządzących wówczas Polską.

 

Przypomnijmy: raport NIK w czerwcu 2013 r. (Izba kieruje wówczas Krzysztof Kwiatkowski, były minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska) trafia do prezydenta Komorowskiego, premiera Tuska, marszałek Kopacz, marszałka Borusewicza oraz szefów sejmowych komisji zajmujących się badanymi zagadnieniami. Załóżmy, że wszyscy ci ludzie byli tak naiwni, niekompetentni, ślepi, że nie mieli świadomości tego, co Pawlak negocjował i co podpisał w październiku 2010 r. Ale w połowie 2013 r. mieli już pełną wiedzę o sprzedaniu polskiego interesu w tym gazowym walkowerze.

Nie chodziło przecież o to, co dziś opisywane jest jako brak instrukcji negocjacyjnej, złe przygotowanie merytoryczne, czy kulejąca strategia negocjacyjna. Mieliśmy do czynienia z ordynarnym sprzeniewierzeniem się obowiązkowi dbania o bezpieczeństwo Polski. Jak ujawniliśmy w tygodniku „Sieci” już w sierpniu ub.r., w pierwszej instrukcji negocjacyjnej z lutego 2009 r. (przedkładał je Pawlak, a zatwierdzał Tusk) były zachowane gardłowe dla naszego kraju punkty (m.in. chęć dokupienia brakującej ilości gazu zamiast zwiększania go ponad polskie zapotrzebowanie; zawarcie umowy krótkoterminowej, do czasu wybudowania terminalu LNG i gazociągu Baltic Pipe; czy utrzymanie status quo w zarządzie EuRoPol Gazu, co dawało stronie polskiej decydujący głos w spółce), a z kolejnej – z lipca 2009 r. – wszystkie zniknęły. Stało się to po wizycie Waldemara Pawlaka w Moskwie. Co więcej – to sam Pawlak przekonywał Rosjan do wydłużenia kontraktu o kolejne dekady. Wreszcie: w zamian za NIC zrezygnowaliśmy z egzekwowania od Gazpromu miliarda złotych długu i zgodziliśmy się na skandaliczne ograniczenie zysków EuRoPol Gazu do sztywnych 21 mln zł rocznie, czym pozbawiliśmy nasz budżet setek milionów złotych każdego roku.

Dokumenty w tej sprawie nie kłamią. Opisaliśmy je wspólnie z Marcinem Wikłą bardzo szczegółowo. Nie znaliśmy raportu NIK, ale dziś już wiemy, że kontrolerzy wyciągnęli te same wnioski, sformułowane urzędniczym, bardziej stonowanym językiem. Podstawowa konkluzja jest taka: zrobiono wiele, by nie bronić dobra Polski, a zadbać o interes Kremla i Gazpromu.

Nic więc dziwnego, że gdy próbowano zdjąć klauzulę niejawności z raportu Najwyższej Izby Kontroli, nie zgodzili się na wysocy urzędnicy rządowi – następca Pawlaka na stanowisku wicepremiera i ministra gospodarki Janusz Piechociński, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i szef KPRM Jacek Cichocki.

Oni już w 2013 r. doskonale wiedzieli, co ustaliła NIK. Polacy musieli poczekać aż 5 lat, by ta wiedza została przed nimi odkryta.

Co dziś mają do powiedzenia ex-szefowie PSL i współliderzy koalicji? Janusz Piechociński cieszył się w TOK FM, że… raport został ujawniony (podkreślmy: sam żądał jego utajnienia!!!), a Pawlak na Facebooku komicznie pisze:

Materiał NIK odtajniony ostatnio jest wyjątkowo stronniczy dotyczy wielu drobiazgów nieistotnych a zupełnie pomija zasadniczą odpowiedzialność polityków PiS – ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego, wiceministra gospodarki Piotra Naimskiego i Premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Czyli nuci tę samą śpiewkę od lat. Kuriozalną, bo przecież nieprawidłowości wskazane przez NIK (przypomnijmy: kontrolowanej przez ówcześnie rządzącą ekipę) dotyczą rządów PO-PSL. I każdy, kto choć pobieżnie zna się na tych kwestiach, nie będzie stawiał zarzutów politykom PiS rządzącym 11 lat temu… Nawet „Gazeta Wyborcza” punktowała ekipę Tuska za to, że Gazprom dostał w Polsce większe ulgi niż na Białorusi, pisała o „niepokojących szczegółach porozumienia” z Rosjanami: niezrozumiale niskich stawkach za przesył gazu czy „kuriozalnym” zapisie o 21 mln zł maksymalnego zysku EuRoPol Gazu.

Pawlakowi się nie dziwię. Jedyne, co mu pozostało, to odwracanie kota ogonem. I to też za długo już pewnie nie potrwa. Po naszej publikacji zarządzono bowiem w ABW kwerendę dokumentów, a prokuratura wszczęła śledztwo „w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w 2010 r., w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez ówczesnego wicepremiera i ministra gospodarki oraz innych funkcjonariuszy publicznych w związku z negocjowaniem i podpisaniem niekorzystnej dla Polski oraz sprzecznej z prawem Unii Europejskiej umowy międzynarodowej o dostawach rosyjskiego gazu do Polski i działania w ten sposób na szkodę interesu publicznego”. Za takie przestępstwo grozi nie jakiś marny Trybunał Stanu i zakaz zajmowania stanowisk publicznych, lecz 10 lat pozbawienia wolności.

Jest się czym przejmować.

Kontrolerzy NIK zrobili swoje przed kilku laty. Piotr Naimski zrobił swoje teraz (wtedy też, pracując w prezydenckim zespole ds. bezpieczeństwa energetycznego) doprowadzając do odtajnienia raportu. Teraz czas na dobrą robotę w wykonaniu prokuratorów. Stos dokumentów mają podany na tacy. Trzeba z nich tylko wyciągnąć wnioski.

Dopóki takie śledztwa nie będą kończyć się aktami oskarżenia i wyrokami skazującymi, dopóty odpowiedzialność urzędnicza w Polsce będzie tandetną fikcją.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ