Wildstein o krytyce deklaracji Morawieckiego i Netanjahu: Byłoby naiwnością sądzić, że to porozumienie rozwiąże problemy

Byłoby naiwnością sądzić, że porozumienie na samym szczycie pomiędzy premierami Izraela i Polski rozwiąże problemy polsko-żydowskie, które mają bardzo długi rodowód, a które dodatkowo narastały poprzez sposób opowiadania historii II wojny światowej

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl publicysta „Sieci” Bronisław Wildstein. Słowa dotyczyły krytyki środowisk izraelskich pod adresem deklaracji premierów Morawieckiego i Netanjahu.

 

wPolityce.pl: Skąd się wzięły wczorajsze ataki na Polskę Yad Vashem i ministra Bennetta? Czy deklaracja polsko-izraelska nie przyniosła zamierzonych korzyści?

Bronisław Wildstein: Byłoby naiwnością sądzić, że porozumienie na samym szczycie pomiędzy premierami Izraela i Polski rozwiąże problemy polsko-żydowskie, które mają bardzo długi rodowód, a które dodatkowo narastały poprzez sposób opowiadania historii II wojny światowej. Niestety my jako Polacy tej historii nie opowiedzieliśmy. Opowiadali ją za nas inni, a Niemcy opowiadali ją niejako naszym kosztem. Wytworzono mnóstwo stereotypów negatywnych dla Polski. Obok tych wytworzonych później, pozostaje traumatyczna pamięć ocalałych z Holokaustu, którzy przeżyli koszmar w czasie II wojny światowej spowodowany przez Niemców, ale na ziemiach polskich.

Wielu Żydów zostało uratowanych przez Polaków przed niemieckim okupantem. Dlaczego, mimo to, ze strony środowisk żydowskich znacznie częściej słyszymy o naszych rodakach biorących udział w Holokauście, niż o Sprawiedliwych wśród narodów świata?

Nie ma żadnych danych, aby formułować takie sądy. Owszem, mamy takie wyobrażenie. Te sprawy są po prostu tak nagłośnione w przeciwieństwie do tych drugich. A co my zrobiliśmy tej kwestii? Przecież do tej pory nie zbudowaliśmy pomnika Polakom, którzy z narażeniem życia swojego i najbliższych ratowali Żydów. Nagłaśnianie przypadków współpracy Polaków z Niemcami leży w interesie różnych środowisk. Poza tym, ci, którzy przeżyli tę tragedię, nie mieli właściwego dystansu, aby to wszystko właściwie ocenić. Ja podaję zazwyczaj taki przykład, że Żydzi, którzy widzieli goniących ich polskich chłopów z kijami, nie zajmowali się tym, że ci chłopi byli zmuszeni do tego przez Niemców pod groźbą śmierci. Historycy opisujący te wydarzenia mogą się od nich zdystansować, ale pamięć ludzi poddanych straszliwej traumie jest strasznie ułomna. Pamięta się głównie złe rzeczy i zagrożenie. Przecież została wymordowana znaczna część narodu. Zwykle ten, który się uratował, tego cała rodzina ginęła – taka była statystyka.

 

I dlatego Żydzi traktowali Polaków jako potencjalne zagrożenie?

Przecież Polacy nie mieli na czołach napisane „Sprawiedliwy” i „szmalcownik”. Każdy Polak mógł być szmalcownikiem, albo po prostu się bać. Z perspektywy ludzi, którzy dramatycznie walczą o przeżycie i widzą, że dookoła giną ich najbliżsi, to tej pomocy zawsze jest za mało, choćby to było nieracjonalne. Ten mechanizm, który uruchomili Niemcy, sprawiał, że ofiary stawały się dla siebie nawzajem katami. Do dzisiaj nie wiemy np., co się wydarzyło w Jedwabnem. Na pewno grupa Polaków zamordowała tam Żydów. Pozostaje pytanie, na ile byli inspirowani przez Niemców. A może to była tylko grupa marginesu, która wykorzystała tę sytuację.

Może warto wznowić w tym celu ekshumacje?

Nie wiem, czy one dużo dadzą, ale czemu nie? Z pewnością warto to zrobić. Chciałbym natomiast podkreślić jedno. Przez to nagłaśnianie pamięta się o takich sytuacjach, a nie pamięta się o ”Żegocie”. Mało tego, w świadomości publicznej nie chodzi tylko o sprawę relacji polsko-żydowskich, ale ogólnie o Polskie Państwo Podziemne. Gdyby zapytać przeciętnego obywatela kraju Zachodniej Europy lub USA, gdzie w trakcie II wojny światowej było podziemie, zapewne wskaże Francję, Włochy, ewentualnie Jugosławię, ale o Polsce nie będzie miał pojęcia.

Wracając do świadomego przekłamywania historii, komu może być ona na rękę?

Opis II wojny światowej jest spowodowany u wielu osób „szczerą” niechęcią wobec Polski i wyobrażeniem, że polski naród rzeczywiście miał udział w Holokauście, ale też interesami. Chodzi o to, aby Polaków obarczyć odpowiedzialnością za zagładę Żydów i np. odciążyć Niemców, którzy chętnie się tą odpowiedzialnością podzielą. Jest to na rękę też Rosjanom, chcącym pokazać, że międzywojenna Polska, z którą walczyli, była antysemicka i paskudna, w związku z czym nie ma czego żałować, że ją najechali, zrobili Katyń, itd.

Czy wygląda na to, że współczesna polityka historyczna Izraela jest w tej kwestii współgra z polityką historyczną Niemiec i Rosji?

Moim zdaniem, o wiele bardziej współgra z rosyjską. Ale nie jest to świadome. Po prostu Żydzi patrzą na II wojnę światową z perspektywy koszmaru Holokaustu. Dla nich przyjście Rosjan to było ocalenie i przerwanie procesu zagłady, którą przeprowadzali Niemcy. Dla Polaków sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Żydzi nie zajmowali się opisem krzywd i terroru wymierzonego w Polskę, ponieważ mieli własną tragedię, będącą ewenementem w skali światowej. Trudno mieć do nich o to pretensję. To my powinniśmy opowiedzieć naszą historię, a nie zrobiliśmy tego. Wręcz przeciwnie, III RP uprawiała pedagogikę wstydu. Wcześniej był komunizm i nie mogliśmy prowadzić żadnej polityki historycznej, ponieważ przekaz był zdeformowany pod kątem Moskwy. Po upadku komunizmu, zamiast opowiedzieć prawdziwą wersję historii, rządzący za wszelką cenę nie chcieli doprowadzić do „polskiej megalomanii”.

 

Wracając do deklaracji premierów Morawieckiego i Netanjahu, na ile jej krytyka wynika z wewnętrznej sytuacji politycznej w Izraelu?

To ma ogromny wpływ i od początku tak było. Przypomnijmy, że ta awantura, która rozpoczęła się wystąpieniem pani ambasador Azari. Już wówczas było wiadomo, że Netanjahu zostanie zaatakowany, nic nie robiąc w tej sprawie. To zostało zinstrumentalizowane w wewnętrznej walce w Izraelu. My się nie mamy prawa dziwić. A co robi nasza opozycja? Oni się zajmują tym, że wszystko jest winą PiS-u. To, że opowiadano o „polskich obozach zagłady” ma być winą ustawy o IPN. Jeśli w Polsce jest taka sytuacja, to co dopiero w Izraelu?

Czy istnieje zatem obawa, że premier Netanjahu wycofa się z tej deklaracji pod wpływem wewnętrznych nacisków?

Nie sądzę. To jednak jest przemyślana sprawa. Można wyobrażać sobie najczarniejsze scenariusze, że naprawdę będzie dociśnięty do muru w związku z rzeczami, o które jest oskarżany, ale za bardzo nie potrafię sobie wyobrazić, jak mógłby się z tego wycofać. Poza tym, tam zostały zawarte same oczywiste fakty.

 

Jonny Daniels powiedział, że bulwersujące komentarze Yad Vashem i ministra Bennetta to przykład antypolonizmu. Czy ten termin w końcu przedostaje się do świadomości opinii publicznej?

Oczywiście. Wcześniej nawet w Polsce wiele środowisk pukało się w głowę, kiedy mówiliśmy o antypolonizmie. Teraz sytuacja wygląda pod tym względem coraz lepiej.

źródło; wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ