A to dobre! Cimoszewicz poucza prezydenta: Ma obowiązek respektować decyzje SN. Polska jest traktowana w UE jak przestępca

Wiele komentarzy padło już na temat nowej ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego. co ciekawe, wypowiadają się nie tylko politycy różnych opcji politycznych, ale również osoby, które poza wielką polityką są od lat, a swoimi – jakże ważnymi – przemyśleniami, próbują o sobie przypomnieć. Tak własnie jest w przypadku Włodzimierza Cimoszewicza.

Były premier w rozmowie z „Rzeczpospolitą” stwierdził, że co prawda obecna ordynacja do PE jest kiepska, ale ta, którą forsuje PiS jest „jeszcze gorsza”, bo „zachowuje pozory proporcjonalności, ale deformuje obraz wyborczych preferencji”.

Ordynacja nie powinna być przyjęta. Prezydent coś tam przebąkuje o możliwości weta, choć jeśli to zrobi, to w moim odczuciu będzie to raczej rewanż za wyrzucenie jego referendum do śmietnika niż obrona wartości europejskich

— kpił Cimoszewicz.

Co więcej, podyktował prezydentowi, co ma robić w przypadku pytań prejudycjalnych zadanych przez sędziów SN. Stwierdził, że prezydent powinien respektować prawo SN do takiego kroku i ma obowiązek respektować zawieszenie przez nich działania przepisów ustawy o SN.

Chodzi o poczekanie na stanowisko TSUE. Jestem przekonany, że po sierpniowym okresie urlopów Trybunał Europejski będzie działał szybko

— powiedział.

Stwierdził, że spór z TSUE może być dla Polski niebezpieczny i możemy przypominać w Europie „kogoś w pasiaku ze zdjęcia więziennego. Jeden rzut oka i wiadomo, że to przestępca”.

Byłoby to brutalnym policzkiem dla wszystkich Polaków, którzy nie zasługują na życie w kraju jednoznacznie kojarzonym z bezprawiem

— dramatyzował Cimoszewicz.

Nie zabrakło też rad dla opozycji, w których sugeruje, że powinna stworzyć „Koalicję Europejską”, bo jeśli zostanie tak, jak jest, to porażka opozycji jest gwarantowana.

Pytany o kampanię w Warszawie i o to, czy Patryk Jaki ma szansę wygrać, Cimoszewicz nie żałował sobie jadu, kiedy mówił, co na ten temat myśli.

Niedouczony w każdym sensie, nieodpowiedzialny aparatczyk może być wylansowany przez swoją partię i za jej pieniądze. Facet, który wpakował Polskę na pole minowe ustawy o IPN, mylący Dunaj z Dunajcem, czeską i polską Pragę, grożący na sali sądowej sędzi, popełniający masę gaf świadczących o tym, że to prostak i naturszczyk, może zostać prezydentem stolicy naszego kraju. To byłoby symboliczne

— kpił Cimoszewicz.

Jak widać, Cimoszewicz będący w politycznym zapomnieniu, próbujący od czasu do czasu błysnąć w mediach atakiem na rząd, nie może się pogodzić ze zmianami, które zachodzą w kraju. Nie on pierwszy chciałby, żeby było tak, jak było. A jego próby pouczania prezydenta przypominają groteskę.

wpolityce.pl/rp.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ