Kłusownictwo w Polsce

Według „Wikipedii”, encyklopedii internetowej kłusownictwo to „zabijanie, chwytanie lub ściganie zwierzyny oraz łowienie ryb z naruszeniem obowiązującego prawa, bez wymaganych uprawnień, w niedozwolony prawem sposób, a także w niedozwolonym czasie lub miejscu.”

Szczegółowe wymagania i obowiązki dotyczące polowań są określane przez odpowiednie przepisy prawne. Podstawowymi zakazami w polskim prawie dotyczącym tego zagadnienia są między innymi:

  • polowanie bez przynależności do Polskiego Związku Łowieckiego,

  • polowanie bez pozwolenia na broń i zezwolenia zarządcy lub dzierżawcy obwodów łowieckich,

  • polowanie w czasie ochronnym,

  • pozyskiwanie zwierzyny za pomocą wnyków, sideł itp.,

  • polowanie na terenach nie będących obwodami łowieckimi;

  • łowienie ryb w wodach otwartych bez karty wędkarskiej, a także nieprzestrzeganie czasów ochronnych, wymiarów łowionych ryb, pozyskiwanie ryb sposobami niedozwolonymi (np. ościeniami, materiałami wybuchowymi).

Niestety, wszystkie te punkty są nagminnie łamane, a przynajmniej w znacznym stopniu naciągane. Stałym problemem w lasach są ustawiane wnyki lub sidła, przeważnie na ścieżkach regularnie uczęszczanych przez zwierzynę. Leśni przestępcy doskonale znają zwyczaje swych ofiar i skrzętnie to wykorzystują. Wtedy bezbronne zwierzę zaczepia o nie łbem lub nogą, po czym umiera w strasznych męczarniach. Taki sposób kłusownictwa stanowi zagrożenie nie tylko dla zwierzyny, ale i dla ludzi, ponieważ zastawiony potrzask posiada bardzo ostre i silne szczęki, które mogą nawet połamać kości. Za takie poczynania można trafić do więzienia, nawet na pięć lat oraz dostać grzywnę do ponad 20 tysięcy złotych i stracić mienie wykorzystywane do wykonywania czynu zabronionego (w tym również pojazdów mechanicznych). Kary są wysokie, jednak jak widać niewystarczające, skoro nie odstraszają kłusowników. Być może spowodowane jest to tym, że najczęściej sądy orzekają jedynie grzywny, bądź opłaty do Skarbu Państwa. A samo złapanie kłusownika na gorącym uczynku graniczy z cudem. Niestety, wciąż panuje powszechna opinia, mająca być swoistym usprawiedliwieniem, że do tego procederu popycha ludzi bieda, a niekiedy także… rodzinna tradycja.

Dla przykładu można przedstawić jak w ciągu sezonu kształtowało się to w liczbach, dla jednego z okręgów łowieckich. Na tym terenie odnotowano znalezienie:

  • 7795 wnyków

  • 65 sztuk jeleni we wnykach

  • 219 dzików we wnykach

  • 405 saren we wnykach.

Liczby mówią same za siebie, czego nie trzeba nawet komentować aby uzmysłowić sobie skalę problemu. Kłusownikami zostają głównie ludzie biedni, którzy traktują kłusownictwo jako szybki zarobek. Inną grupą kłusowników są, tak zwani nowobogaccy, czyli zamożne osoby, które uprawiają kłusownictwo dla rozrywki lub dla „adrenaliny.” Wygląda to zwykle bardzo podobnie, osoby te, wjeżdżają terenowymi samochodami na łąki czy do lasu, wieczorami z zapalonymi światłami i strzelają do wypłoszonej zwierzyny. Potem nawet jej nie zabierają, nie przestrzegają żadnych okresów ochronnych, z ich rąk giną zwierzęta w ciąży lub matki.

Niestety leśniczy mówią, że walka z kłusownikami jest bardzo trudna. Najbardziej potrzebna jest edukacja, najlepiej od najmłodszych lat, by uzmysłowić ludziom jaką krzywdę wyrządzają tym zwierzętom i jakie to niesie za sobą konsekwencje.

Artykuł powstał dzięki wsparciu WFOSiGW

 

 

Poglądy autorów i treści zawarte w artykule nie zawsze odzwierciedlają stanowisko WFOŚiGW we Wrocławiu.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ