Ośmioro radnych rezygnuje ze społecznego mandatu zasiadania w Radzie i składają wniosek o rozwiązanie Rady Osiedla Nadodrze

MP

Wczoraj przed Radą Miasta reprezentanci „Nowego Nadodrza” oświadczyli wrocławskim  mediom, że ośmioro radnych rezygnuje ze społecznego mandatu zasiadania w Radzie i składają wniosek o rozwiązanie Rady Osiedla Nadodrze.

Swoje mandaty mieli złożyć radni, którzy od półtora roku byli członkami najniższego szczebla samorządu lokalnego w Radzie Osiedla Nadodrze. Powodów rezygnacji jest wiele, mówią składający mandat, przede wszystkim brak komunikacji i porozumienia z przewodniczącym zarządu Jerzym Sznerchem. Chodzi o blokowanie wszelkich inicjatyw, kultywowanie starych przyzwyczajeń i jego autorytarne rządy.

Wysłaliśmy pytania do reprezentanta Nowego Nadodrza Aleksandra Obłąka, ale do chwili publikacji nie udzielił odpowiedzi. Z kolei przewodniczący zarządu Jerzy Sznerch mówi, że do tej pory radni nie złożyli jeszcze rezygnacji, zatem formalnie nadal pozostają członkami Rady Osiedla Nadodrze.

W przypadku gdy otrzymam osiem rezygnacji,  zgodnie ze statutem osiedla do rady wejdą następni z listy, którzy w wyborach w 2017 roku otrzymali najwięcej głosów. Zatem zapowiadany przez tę grupę wniosek o rozwiązanie Rady Osiedla nie będzie rozpatrywany przez radę Miejską. Mieszkańcy mogą być spokojni, normalnie działamy, mówi przewodniczący zarządu.

Prawdopodobnie chodzi o wnioski do WBO. Były dwa dotyczące tego samego podwórza, i żeby nie zaprzepaścić szansy na realizację, bo projekty były dobre,  prosiłem o przygotowanie jednego. Nie chcieli. Od początku, gdy zostali członkami naszej rady, były problemy, nie dążyli do zgody, ciągle stawiali veto.

Pierwsze nieporozumienia dotyczyły rewitalizacji Nadodrza. Myśleli, że mogą swoje uwagi narzucać Gminie, tymczasem zabudowa naszego osiedla obwarowana jest przepisami konserwatora zabytków i nie można było wprowadzać proponowanych zmian, które narażały finansowanie – przypomnę mowa o 120 mln zł – rewitalizacji osiedla.

Wczoraj dowiedziałem się o rzekomej uchwale, która mieszkańcom naszego osiedla nakazywałaby siedzenie dwa metry od stołu prezydialnego, cóż, jak skomentować treść uchwały której nigdy nie podjęliśmy?!

Wśród rezygnujących jest wiceprzewodniczący zarządu, czyli pański zastępca.

Nie tylko, są też przewodniczący komisji… i oni mówią o autorytarnych rządach. To jest tylko bicie piany. Wczoraj mieliśmy sesję, na której znowu nie byli. Są listy obecności i łatwo sprawdzić absencje. Co do zarzutu o archaiczne kontakty z mieszkańcami, to dziwię się, bo mamy stronę www i osobę odpowiedzialną za kontakty z mediami. Dodam, że  administratorem strony internetowej jest jedna z pań, która według medialnych doniesień złożyła mandat.

PODZIEL SIĘ