Rozmowa z Marcinem Krzyżanowskim Wicemarszałkiem Województwa Dolnośląskiego

Foto: archiwum K. Krzyżanowskiego

Minął miesiąc od wyborów samorządowych i trzy tygodnie od utworzenia nowego zarządu w sejmiku wojewódzkim. Bezpartyjni Samorządowcy, zanim ogłosili porozumienie z Prawem i Sprawiedliwością byli krytykowani, a po podpisaniu umowy koalicyjnej, pod gmachem Urzędu Marszałkowskiego pojawili się Obywatele RP i Komitet Obrony Demokracji z transparentami nawołującymi Marszałka Cezarego Przybylskiego do nie wchodzenia w koalicję z PIS.

O trudnym porozumieniu, komunikacji drogowej, kontrowersyjnych bohaterach ukraińskich, ważnych rzeczach i wartościach, rozmawiamy z Marcinem Krzyżanowskim, byłym radnym miejskim, dzisiaj wicemarszałkiem województwa dolnośląskiego.

Opozycja mówi o zdradzie ideałów przez Marszałka Przybylskiego i koniunkturalizmie „bo liczy na pomoc rządową”. Ile jest w tym racji? Czy nowy zarząd będzie spolegliwy wobec Marszałka Przybylskiego?

Porozumienie z Bezpartyjnymi jest dojrzałym projektem, który powstał w wyniku poważnych rozmów i uzgodnień najlepszego programu dla Województwa Dolnośląskiego. Zarząd Województwa funkcjonuje w oparciu o umowę koalicyjną i dokładnie wytyczoną odpowiedzialnością poszczególnych członków zarządu. Trudno się dziwić, że Bezpartyjni chcą współpracować z Prawem i Sprawiedliwością na poziomie rządowym przy projektach ważnych dla regionu jak i w samorządzie wojewódzkim. To przyniesie przecież korzyści mieszkańcom regionu i to jest cel Prawa i Sprawiedliwości, jak sądzę na tym zależy również Bezpartyjnym Samorządowcom. Prawo i Sprawiedliwości wygrało wybory do Sejmiku uzyskując największą liczbę mandatów. Koalicja z Bezpartyjnymi Samorządowcami gwarantuje realizacje dobrego programu dla Dolnego Śląska i stabilną pracę Sejmiku jak i zarządu województwa. Prawo i Sprawiedliwość dotrzymuje słowa zarówno wyborcom jak i koalicjantom.

Czy spięcie AOW jest możliwe? W razie niedotrzymania terminu, musimy oddać unijną dotację plus karę.

Myślę, że dokończenie AOW jest możliwe. Czy jest łatwe – z pewnością nie i będzie wymagało wytężonej pracy od odpowiedzialnych za to członków zarządu.

Ukraina stawia pomniki banderowcom. My zrobiliśmy jeszcze więcej. Uczciliśmy banderowskiego kapłana abp Andrzeja Szeptyckiego, który jest odpowiedzialny za mordowanie Polaków i innej ludności zamieszkałej na Kresach. Mamy narzędzia i okazję, by pokazać jak było naprawdę kim w rzeczywistości byli Bandera, Łenkawski, Melnik, Szuchewycz, i jaką rolę odegrał Polak Szeptycki, który stanął po stronie wroga ale tego nie wykorzystujemy. Dlaczego? Boimy się?

To sprawa niezwykle skomplikowana i wymagająca rozwagi i refleksji. Z jednej strony zarzuty wobec Arcybiskupa Metropolity Lwowa Szeptyckiego, niewątpliwie udokumentowane historycznie a z drugiej tytuł Czcigodnego Sługi Bożego Kościoła Katolickiego i proces beatyfikacyjny w toku, o którym wypowiadał się z optymizmem św. Jan Paweł II. Ale nie możemy również zapominać o faktach – czyli Rzezi Wołyńskiej i jej tragicznych skutkach dla Polaków, ale i jak się okazuje długofalowo również dla Ukraińców. Rodzina Szeptyckich uosabia w jednym pokoleniu historię polsko-ukraińską. Wzbudzający kontrowersje Arcybiskup Metropolita Andriej Szeptycki, bez wątpienia jedna z ważniejszych postaci w historii Ukrainy, z drugiej strony jego brat – Stanisław Szeptycki, generał wojska polskiego, który zasłużył się w odzyskaniu niepodległości i wojnie polsko-bolszewickiej. Kolejny duchowny ojciec Klemens Szeptycki, wpierw benedyktyn potem studyta, wielka postać duchowa kościoła grekokatolickiego i błogosławiony kościoła katolickiego oraz Leon Szeptycki, ziemianin, społecznik, polski patriota. Wszyscy byli wnukami Aleksandra Fredry. Nie ma chyba lepszego przykładu skomplikowanych losów polsko-ukraińskich. W kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej toczącej się od 2014 roku musimy znaleźć język i partnerów do rozmowy o tym, co trudne w naszej historii. Myślę, że za rzadko podkreślamy również to co było w niej dobre. Wraz z obecnością Ukraińców w Polsce musimy znaleźć wspólny język, aby móc rozmawiać o tym, co dobre i o tym, co złe w naszej historii.

Jako mieszkaniec Wrocławia, jak Pan ocenia początek prezydentury Jacka Sutryka i 100 zadań?

Jako mieszkaniec Wrocławia bez wątpienia doceniam działania marketingowe nowego prezydenta, który w mediach jest bardzo aktywny. 100 pomysłów na 100 dni oceniam jako przedłużenie marketingowego myślenia. Za 100 dni będą mógł ocenić działania, obecnie to tylko hasło. Bez wątpienia dobrym pomysłem jest usługa Taxi 75+ . Nie zastąpi ona jednak nowoczesnych niskopodłogowych tramwajów i rozwoju komunikacji publicznej we Wrocławiu. Moje obawy budzi  mała stabilność polityczna środowiska politycznego mającego być zapleczem Jacka Sutryka. Okazuje się, że mariaż SLD, PO, Nowoczesnej, Radnych Rafała Dutkiewicza to mieszanka wybuchowa ambicji i walki o wpływy w mieście. Obawiam się, że te walki partyjne odbędą się kosztem wrocławian i opóźnią rozwiązywanie problemów w mieście – a tych jest całkiem sporo.

Panie Marszałku, w wolne dni często widać pana na spacerach z rodziną. Takie chwile sprzyjają rozmowom.

Uwielbiam spędzać czas wolny w otoczeniu lasów i gór. Dolny Śląsk ma tu wiele do zaoferowania, mamy to szczęście, że w okolicach Wrocławia jest mnóstwo miejsc do rekreacji i wypoczynku. Ważna jest dla mnie rodzina i moja mała ojczyzna Dolny Śląsk, który uwielbiam zwiedzać. Lubię czytać książki, na co niestety mam mało czasu. Kryminał, polityczny thrillery to gatunki, po które sięgam najczęściej. Piłka nożna to dyscyplina, której jestem największym fanem, zwłaszcza jak mogę grać z moim synem. Wiosną i latem spędzamy często czas wolny na boisku. W ogóle futbol to taka pasja jeszcze z dzieciństwa, dawniej na podwórku nie było dnia bez meczu. Wartości dla mnie ważne – staram się poważnie podchodzić do swoich obowiązków i słuchać ludzi, nawet gdy nie mam z nimi wspólnych poglądów.

PODZIEL SIĘ