Wolne media w stanie wojennym. We Wrocławiu działało Radio „Solidarność Walcząca” i Radio „Solidarność” Wrocław

Mateusz Opasiński [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], from Wikimedia Commons

W stanie wojennym we Wrocławiu działało Radio „Solidarność Walcząca” i Radio „Solidarność” Wrocław. Nadajniki miały moc około jednego wata. Ich zasięg był niewielki i nie wymagał obsługi. Audycje nadawano raz w tygodniu, zawsze o tej samej porze, trwały kilka do kilkunastu minut.

Powołano specjalny do wykrycia nadajników. W sumie zaangażowano ponad 400 funkcjonariuszy różnych szczebli do namierzenia, zlikwidowania i aresztowania sprawców. Część z nich miała zadania operacyjne i pomocnicze, np. po ustaleniu częstotliwości zagłuszali odbiór audycji. Warto wspomnieć, że audycja była słyszalna mniej więcej w promieniu kilku kilometrów, głównie w śródmieściu Wrocławia. Władza Ludowa bała się słów, które tam padały. Stefan Olszowski nakazał bezwzględne ściganie redaktorów podziemnego radia, miał nawet powiedzieć, że radiowy przekaz w stolicy Dolnego Śląska jest bardziej niebezpieczny od Wolnej Europy, co redakcja uznała za pochlebstwo.

Były dwa podziemne Radia we Wrocławiu: „Solidarność Walcząca” i Radia RKS „Solidarność”.

Pierwszy sygnał „Solidarności Walczącej” został nadany w lutym 1981 roku na paśmie UKF a ostatni z 14 na 15 grudnia 1981. Wówczas wykorzystywano radiowęzeł w Pafawagu. Zakład został otoczony i spacyfikowany przez ZOMO i Milicję.

Kolejny sygnał został nadany 27 czerwca 1982. Miesiąc później zostali namierzeni, 25 lipca nadawali z 12-piętrowego bloku przy ul. Grabiszyńskiej. Stracili nadajnik. W międzyczasie, uległy zmianie nazwiska osób odpowiedzialnych za tworzenie podziemnego radia, bo można było przygotować nadawanie audycji radiowych przez Regionalny Komitet Strajkowy „Solidarność”. Zajął się tym Jerzy Weber, ps. Emil, który niebawem przekazał swoje obowiązki Tadeuszowi Jakubowskiemu, ps. Augustyn a także Ryszard Wojtasik, ps. Józek, Ryszard Wroczyński, ps. Wojtek. Nowy zespół swoją pierwszą audycję nadał 29 sierpnia 1982 roku. Andrzej Krajewski w „Newsweeku” opisał to tak: „program nadawały cztery nadajniki o mocy kilkunastu watów każdy. Jeden z nich postawiono na dachu bloku, w którym mieszkał I sekretarz KW PZPR Tadeusz Porębski. Drugi zupełnym przypadkiem umieszczono w budynku, w którym ukrywał się akurat przywódca dolnośląskiego podziemia Władysław Frasyniuk. Chyba tylko cud sprawił, że pierwsza audycja Radia „Solidarność” nie doprowadziła do ujęcia szefa RKS-u. Swoją drogą, rozpoczynało ją właśnie przemówienie Frasyniuka”.

 

Pierwsze audycje radia RKS „Solidarność” nagrywano w domu Igora Pietraszewskiego, jednego z członków redakcji, a przed stanem wojennym spikera radia przy Zarządzie Regionu. Z czasem zorganizowano miejsce zwane „lektorownią”, gdzie nagrywano audycje na taśmę. Potem Jerzy Karwelis, klucząc, żeby zmylić ewentualnych tajniaków, zanosił je do konspiracyjnego mieszkania, gdzie było archiwum i magnetofony. Tam montowali audycje i robili tyle kopii, ile było nadajników oraz taśm archiwalnych. W pierwszym okresie działalności radia RKS nadajniki składano i strojono w domu Ryszarda Wroczyńskiego, który tak wspomina ten okres: „Nadajniki podczas pierwszej udanej emisji zostały rozmieszczone przez grupę Zygmunta Pelca. Ustaliliśmy wspólnie miejsca ich ustawienia w mieście w bardzo przemyślany sposób. Dla każdego punktu nadawania dobierano odpowiednią charakterystykę anteny nadawczej. Po nieudanej emisji z początku sierpnia przygotowaliśmy nadajniki mające cechy sprzętu wojskowego, by uniknąć prostych pomyłek i uszkodzeń. Całość była montowana w prostych skrzynkach, które były robione u Tadeusza Kozara (pseudonim „Leon”), astronoma z Uniwersytetu Wrocławskiego, który po pewnym czasie przejął kierowanie radiem. Podczas emisji pierwszej audycji jeden nadajnik był umieszczony na wysokim, XI-piętrowym budynku w rejonie ul. Powstańców Śl., między Kutnowską a Sokolą. Drugi został umieszczony możliwie w centrum miasta, na ul. Włodkowica. Trzeci stał na Różance, czwarty na Kazimierskiej. Trzy z tych nadajników zostały zdjęte przez naszych instalatorów i odzyskane, choć przyjęta taktyka zakładała, że ze względu na bezpieczeństwo należy użyty sprzęt przeznaczyć na straty.

Nadajnik trafiał do koordynatora, który dostawał też od łącznika kasetę z audycją. Potem „stawiacze” instalowali gotowy do nadawania sprzęt w odpowiednim rejonie miasta. Sugestie techniczne dotyczące miejsca instalacji oraz zaprojektowanie i wykonanie specjalnych, dostosowanych do specyfiki warunków nadawania układów antenowych było zadaniem grupy technicznej. Wybieraliśmy miejsca zarówno na terenie Wrocławia, jak i w późniejszym okresie poza nim, np. Wzgórza Trzebnickie, utrudniające namierzenie. Nigdy nie wykorzystywaliśmy tego samego miejsca dwa razy. Poza tym używaliśmy anten o różnych charakterystykach promieniowania. Milicja zlokalizowała pierwszy nadajnik dopiero podczas trzeciej audycji, 25 października 1982 roku. Był ukryty na dachu budynku przy ul. Buskiej. Ludzie z ekipy stawiaczy minęli się w bramie z ekipą, która wchodziła do góry, żeby zabrać nadajnik. Okazało się, że nadawano 50 metrów od jakiegoś sztabu wojskowego i namierzono ich w 10 minut. „Dziennik Telewizyjny” poinformował wówczas, że milicja zlikwidowała wywrotową rozgłośnię”.

Spektakularnych sukcesów połączonych służb w walce z podziemnym radiem nie było. Radio „Solidarność Walcząca” nie zanotowało żadnej poważniejszej wpadki do końca swej działalności w 1989 roku, natomiast Radio „Solidarność” Wrocław, mimo że co jakiś czas władzom udawało się namierzyć automatyczne nadajniki (z założenia przeznaczone na straty), nie zostało właściwie aż do końca swej działalności całkowicie rozpracowane, a tym bardziej rozbite.

Szczegółowe informacje opisał Szczepan Rudla w swojej książce pt. Radio Solidarność Wrocław 1981, Rozgłośnie wrocławskiej opozycji. Część I.

źródło: nszz-solidarnosc-pwr-wroc.pl

Artykuł powstał dzięki wsparciu programu „Dolny Śląsk Pamięta” przez Fundację KGHM

 

PODZIEL SIĘ