Wołek pompatycznie: Mam nadzieję, że PiS przegra. To kwestia interesu Polski, jej być albo nie być

foto: youtube/superstacja

Mam nadzieję, że w obu przypadkach [wyborach do PE i Sejmu – przyp. red.] przegra je PiS, a wygra opozycja, nie wiemy jeszcze, w jakim kształcie. Prawdopodobnie jej osią będzie PO jako największa partia opozycyjna, czyli Koalicja Obywatelska. (…) To jest nie tylko pobożne życzenie, ale kwestia interesu Polski, jej być albo nie być. Nie było od 1989 roku wyborów ważniejszych, a stawka nigdy nie była tak wysoka

—przekonuje w rozmowie z portalem wiadomo.co Tomasz Wołek, publicysta, wieloletni działacz opozycji w PRL.

W rozmowie pada pytanie m.in. o ostatni sondaż IBRiS dla „Rz”. Czym Wołek tłumaczy słaby wynik opozycji? Czy mogło na to mieć wpływ wchłonięcie Nowoczesnej przez Po?

Uważam, że jest to bardziej wynik kłopotów wewnątrz Nowoczesnej, niż świadomego działania PO. Nie sądzę, żeby Schetyna bądź ktokolwiek z PO intencjonalnie, świadomie namawiał tę grupę do wyjścia z Nowoczesnej. (…) Ten ruch, w jakiejś mierze nieświadomy, niekontrolowany mógł mieć wpływ na spadek notowań, jeśli wierzyć temu badaniu.

W rozmowie nie mogło zabraknąć rytualnych żali na rzekomo tragiczną sytuację Polski na arenie międzynarodowej. Od Wołka w tym temacie nie usłyszeliśmy nic nowego.

Żaden z dotychczasowych rządów nie zaognił tak bardzo relacji międzynarodowych, nie zepchnął Polski tak nisko w hierarchii europejskiej i światowej, nie spowodował tylu konfliktów, nie dążył, pośrednio lub nie, do wyjścia Polski z Unii

—przekonuje.

Publicysta skrytykował również media publiczne.

Media publiczne trudno wiązać z dziennikarstwem. To jest front propagandy, gdzie pracują wierni oficerowie, zajadli, stronniczy, ziejący niewytłumaczalną nienawiścią. Oto przykład: niestrudzony tropiciel agentów, szpiegów, zdrajców, pan Cenckiewicz, wytropił i ogłosił triumfalnie, że odkrył nieznany list Aleksandra Halla do Kiszczaka. Od razu pojawiły się głosy, że „ten nieskalany opozycjonista Hall miał jednak mieć konszachty z okropnym Kiszczakiem”. Tymczasem okazało się, że to list z 13 lipca 1990 roku, kiedy jeszcze trwały rządy Tadeusza Mazowieckiego, w którym obaj panowie byli ministrami. Wtedy Kiszczak podał się do dymisji, a Aleksander Hall jako człowiek kulturalny, kolega z rządu, wysłał konwencjonalne podziękowania za współpracę. Nic spektakularnego, ale zaraz po informacji Cenckiewicza pojawiają się pełne oburzenia wpisy pseudodziennikarzy typu Marzena Paczuszka czy Joanna Lichocka, że to skandal

—mówi Wołek.

Publicysta przekonuje, że obecny rok należy do najważniejszych po 1989r. Po jego wywodach można stwierdzić, że szeroko pojęty obóz opozycji nadal nie wie, czemu w 2015r. Polacy przekazali władzę Zjednoczonej Prawicy.

wpolityce.pl/wiadomo.co

PODZIEL SIĘ