„Bloomberg”: Taśmy nie zaszkodzą teflonowym populistom nad Wisłą. „Opozycja będzie musiała znaleźć na nich coś lepszego”

fot. youtube.com

„Najnowsze rewelacje na temat Jarosława Kaczyńskiego nie będą tak szkodliwe jak te, które pomogły obalić poprzedni rząd” – twierdzi agencja Bloomberg.

W Polsce odbędą się w tym roku wybory i podobnie jak cztery lata temu, pojawiły się tajne nagrania. Ale podczas gdy afera taśmowa odegrała dużą rolę w obaleniu liberalnego rządu Platformy Obywatelskiej w 2015 r., o wiele trudniej będzie pozbyć się w ten sposób w 2019 r. nacjonalistycznej PiS

—przekonuje autor komentarza Leonid Bershidsky. Według niego jest „bez wątpienia” szkodliwe dla PiS, że na nagraniach słychać jak Kaczyński mówi, że partia wykorzysta swoją władzę polityczną by przepchnąć ogromny projekt budowlany, w którym uczestniczy rodzina prezesa PiS oraz kilku jego najbliższych współpracowników.

Zaangażowanie w całą sprawę banku państwowego również wydaje się niefortunne. A Kaczyński zawsze przedstawiał się jako asceta, którego nie interesuje luksus ani wzbogacanie się. Nosi on kiepskie garnitury, a jego deklaracja majątkowa pokazuje, że ma on zaledwie 19 000 zł oszczędności. Nie idzie się do polityki dla pieniędzy – często powtarzał. A to kontrastuje mocno z jego znajomością szczegółów projektu budowy wież oraz łatwością z którą prowadzi biznesowe negocjacje

—dziwi się publicysta „Bloomberga”. Jak przekonuje PiS skorzystał na aferze taśmowej Platformy bo prowadził kampanię przeciwko aroganckim elitom.

Polakom nie spodobał się wulgarny język rozmów na zapleczu ani rozdźwięk między tym co politycy ci mówili publicznie, a tym co mówili w rozmowach prywatnych. Ale czy przeciwnicy PiS cokolwiek zyskają na ujawnieniu biznesowych machinacji tak zupełnie niepasujących do charakteru Kaczyńskiego?

—zastanawia się Bershidsky. Odpowiedź według niego brzmi „nie”.

Będzie im ciężko, i to nie dlatego, że ujawnione nagrania są niewypałem. Po prostu wyborcy PiS nie obwiniają partię za korupcję, a w ostatnim czasie było przecież kilka skandali korupcyjnych. Ostatnie sondaże dają partii przewagę, choć nie na tyle dużą, by zdobyć zdecydowaną większość jesienią, podczas wyborów parlamentarnych

—przekonuje publicysta i cytuje politologa Jana-Wernera Muellera, który twierdzi iż populistyczne rządy „posiadają rodzaj licencji do kolonizowania państwa, praktykowania klientelizmu i dyskryminującego legalizmu”.

Rewelacje na temat tego co można nazwać korupcją, po prostu nie wydają się szkodzić reputacji populistycznych przywódców tak bardzo, jak można by się spodziewać. Zwolennicy populistów uważają, że korupcja i kumoterstwo nie są prawdziwymi problemami tak długo, jak służą do obrony przyzwoitych, ciężko pracujących narodowych mas, a nie -na przykład – służą obcym ośrodkom

—czytamy na łamach „Bloomberga”. Jego zdaniem liberalna opozycja w Polsce będzie potrzebowała silniejszej borni by obalić PiS, a będzie im trudno takie narzędzia znaleźć, tym bardziej, że Polska gospodarka się dynamicznie rozwija a PiS kusi wyborców chojnymi programami socjalnymi.

źródło: wpolityce,pl

PODZIEL SIĘ