Czy Grzegorz Ślak przestraszy się ultimatum Gminy Wrocław?

slask wrocław.jpg

W połowie 2017 roku wrocławski Ratusz miał świętować podpisanie umowy notarialnej, która Grzegorzowi Ślakowi i firmie Wratislavia-BIOdiesel dawała pakiet większościowy akcji KS Śląsk Wrocław.

Gmina Wrocław ogłosiła przetarg na sprzedaż prawie 55% swoich akcji, wybrała najlepszą ofertę i spokojnie czekała na wpłatę umówionej kwoty. Najpierw 3 mln zł, a w kolejnych latach, trzy raty po 15 mln zł. Biznesmen nie sfinalizował umowy. Gmina Wrocław pośpieszyła na ratunek. Radni na nadzwyczajnej sesji przegłosowali nie pożyczkę a dotację.

Z kasy miejskiej popłynęło 10 mln zł. na konto klubu. Wówczas prezydent Rafał Dutkiewicz tłumaczył: „uważam, że prowadziliśmy poprawnie proces prywatyzacyjny i raz jeszcze stwierdzam, że dochowaliśmy należytej ostrożności. Uważam, że odzyskamy pieniądze, które w tej chwili powinniśmy zainwestować w Śląsk Wrocław”.

Dopełniłem wszelkich warunków w procesie negocjacji zapewniał Grzegorz Ślak w liście przesłanym do Ratusza: – „w sposób stanowczy protestuję i nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie chce przejąć Śląska Wrocław. Ja po prostu nie miałem na to szans. Nie dostałem niezbędnych gwarancji zasad współpracy Śląska ze spółką stadionową. Gdybym podpisał umowę, byłaby ona niezgodna z moją ofertą. A aneks przesłany mi przez miasto nie miał mocy prawnej, brakowało umów korporacyjnych, dosłanych w ostatnim momencie i tylko częściowo. Jestem bardzo zawiedziony i zdenerwowany, bo nawet zakontraktowałem zawodników, zrobiłem bardzo dużo, by kupić Śląsk Wrocław. Nie przewiduje, że spotkamy się w sądzie, a jeśli tak to tylko ja mogę oczekiwać odszkodowania od miasta”.

Dzisiaj gmina Wrocław grozi biznesmenowi pozwem sądowym. W styczniu minęło ultimatum, które Grzegorz Ślak otrzymał, jako polubowne załatwienie sporu, który powstał w wyniku nieprecyzyjnych zapisów doradcy prywatyzacyjnego Adwokackiej Spółki Partnerskiej Masiota i Wspólnicy z Poznania.

Według dostępnych dokumentów za sporządzenie Memorandum Informacyjnego pt. Zbycie akcji spółki WKS Śląsk Wrocław S.A. – koszt ww. opracowania to 40 tys. zł. Celem ww. dokumentu było wskazanie czynników ekonomicznych i prawnych, które pozwolą na przygotowanie spółki WKS Śląsk do zbycia akcji należących do Gminy Wrocław. Oprócz tego mecenas Masiota zgodnie z podpisaną umową – nie za doprowadzenie do finału, tylko za pracę – otrzymał od miasta wynagrodzenie 600 tys. zł.

Zapytaliśmy Roberta Pieńkowskiego Przewodniczącego Klubu PIS w Radzie Miejskiej, czy nie ma obaw o wynik sprawy w sądzie.

Przyglądałem się negocjacjom, które miały doprowadzić do sprzedaży. Pan Grzegorz Ślak początkowo sprawiał wrażenie bardzo poważnego kontrahenta.

Trudno przewidzieć werdykt sądowy, dużo zależy od argumentów Gminy i pana Ślaka. Nie zamykam rozstrzygnięcia na korzyść żadnej ze stron, bowiem nie można wykluczyć błędów poczynionych w dokumentacji przygotowanej przez kancelarię doradcy prywatyzacyjnego jak i pana Grzegorza Ślaka.

Jeżeli miasto Wrocław będzie zdeterminowane i wsparte prawnikami, którzy potrafią dowieść złych intencji pana Ślaka, być może będzie pozytywne rozstrzygnięcie dla miasta.

Nie jestem pewien do końca, czy to czasem nie jest zasłona dymna, na zasadzie takiej, że chcemy pokazać, że miasto próbuje dochodzić swoich praw przeciwko panu Ślakowi. Być może wina leży pośrodku.

Z pewnością inaczej byśmy rozmawiali, gdyby wówczas większość radnych nie zgodziaby się na kolejną dotację tylko na pożyczkę. Teraz mamy roszczenie na 10 milionów plus odsetki i niepewny proces sądowy.

PODZIEL SIĘ