Historia Towarzystwa Jezusowego w diecezji wrocławskiej

pixabay

W czasach odrodzenia Kościoła po soborze trydenckim pełna jest wartkich zwrotów akcji. W połowie XVI w. sprowadzenie i umożliwienie jezuitom działalności na Śląsku
nie należało do zadań łatwych.

Choć odpowiednie gremia zgromadzone wokół dworu biskupiego usilnie zabiegały o ten akt, w praktyce zakon padał ofiarą wielkiej polityki i niezdecydowania wrocławskich dostojników kościelnych.

Niechęć protestanckiej większości mieszczan, naciski rajców miejskich, chwiejne stanowisko cesarza, a wreszcie decyzje skłóconej w tej sprawie kapituły katedralnej doprowadziły do usunięcia z Wrocławia pierwszych ojców gotowych do dzieła odnowy katechizacji. Książęta śląscy zabronili jezuitom wstępu na ich teren, który miał zyskać oblicze czysto protestanckie. Jeszcze w 1619 r. znany nam Piast legnicko-brzeski, Jan Chrystian, pisał w tej sprawie do cesarza Rudolfa, życząc sobie respektowania wydanego przezeń zakazu.
Trudny dobrego początek

Ponowna próba zainstalowania Towarzystwa Jezusowego we Wrocławiu podjęta w 1638 r. zakończyła się jednak sukcesem. Pierwsi dwaj zakonnicy formowani w szkole św. Ignacego, przywiezieni potajemnie powozem przez barona Scheffendorffa, stawili się zrazu w klasztorze św. Macieja na obecnym pl. Nankiera i ciesząc się wsparciem jego członków, krzyżowców z czerwoną gwiazdą, rozpoczęli swoją działalność od głoszenia kazań, spowiedzi i organizacji uroczystych nabożeństw z procesją po ulicach miasta. Kronika wrocławska tej wspólnoty bardzo obrazowo pokazuje radości i trudy tej prawie pionierskiej misji w niechętnym katolicyzmowi środowisku. Wkrótce pobożne bractwa powoływane przez jezuickich duszpasterzy cieszyły się rosnącym zainteresowaniem mieszczan, którzy z chęcią zaczęli korzystać z posługi sakramentalnej w kaplicy św. Agnieszki.
Jezuici przyciągali zaangażowaniem, wysokim poziomem pracy duszpasterskiej, za którą szła pomoc biedakom i mieszczańskim sierotom.
Odnotowane w kronice liczby nawróceń z różnych wiar budzą dziś niekłamany podziw.

Polscy gimnazjaliści

Wśród metod rekatolicyzacji mieszkańców stolicy Śląska znalazła się także oświata. Już w chwili zawiązania pierwszej wspólnoty jezuickiej jej członkowie zakupili przy klasztorze krzyżowców budynek i urządzili w nim gimnazjum klasyczne. Metody pracy z uczniem były sprawdzone już w całej Europie, także w Rzeczpospolitej, gdzie szkoły jezuickie święciły w pierwszej połowie XVII w. prawdziwe triumfy.

Uczono w nich łaciny i greki, od których zależało rozumienie literatury klasycznej i wykład nauki Kościoła.

Uczniowie nabywali umiejętności przekazu tekstu i zrozumiałego wysławiania się, przebywali przy tym w atmosferze zmuszającej do stałej aktywności i kreacji własnych tekstów.
Wśród 200 uczniów pobierających każdorazowo nauki w gimnazjum przy ul. Nankiera, a potem przy nieodległym zamku piastowskim bywało całkiem sporo miejscowych katolików posługujących się językiem polskim. Uczyli się tu także Polacy przybyli z Rzeczpospolitej. Do końca lat 50. XVII stulecia przez gmach szkoły przewinęło się 43 młodzieńców, którzy przyjechali tu głównie z Wielkopolski, ale także z ziemi sieradzkiej, kaliskiej, Sandomierszczyzny i spod Krakowa. Wśród nazwisk, które poznajemy z listy sodalisów gimnazjalnych, przeważają te świadczące o szlacheckim, choć nie magnackim rodowodzie, ale do szkoły zgłaszali się także mieszczanie. O ich pochodzeniu narodowym informuje etykieta „polonus”. Chłopcy bywali w różnym wieku: najmłodszy, Janek Przybyszewski z Trzebnicy, miał 11 lat, najstarszy, Walerian Wylchyński, skończył w chwili przyjęcia do działającej przy gimnazjum sodalicji 18 lat. Część z nich wstępowała potem do rozwijającego się kolegium jezuickiego. Zdobycie Śląska przez Prusy w okresie 1740–1763 witane było przez tutejszych protestantów z ulgą.

Nie bez powodu mieli oni nadzieję na zahamowanie postępującej od wieku odnowy Kościoła katolickiego. Rzeczywiście, swoje rządy rozpoczynał król Fryderyk od odpowiednich edyktów antykatolickich, inicjując przy tym również ostateczną rozprawę z kulturą polską w całej prowincji śląskiej. Także miejscowe wspólnoty Towarzystwa Jezusowego, choć cieszące się swoim miejscem w świecie fryderycjańskiej oświaty, musiały zderzyć się z nowymi warunkami. Na końcu tego okresu legnie kasata zakonu wraz z przymusowym oddaniem szkół i kolegiów pod zarząd świecki.

Zanim to jednak nastąpi, śląscy jezuici osiągnęli szczyt swoich wpływów wśród mieszkańców diecezji.

W 1702 r. przypadło im w udziale otwarcie pierwszej śląskiej szkoły wyższej. Obok Leopoldiny zbudowali potężny konwikt św. Józefa, rozwinęli katolicką działalność oświatową i wychowawczą na niespotykaną dotąd na Śląsku skalę. Prawdziwą solą w oku innowierców była jednak ich aktywność duszpasterska i wydawnicza, której cele wyznaczały ambicje pełnej dominacji Kościoła w życiu społecznym. Ta ostatnia dziedzina okazała się płodnym źródłem wielu dzieł literatury religijnej, która trafiać miała do rąk nawracających się protestantów. Wśród nauczanych musiało być wielu Polaków. Do połowy XVIII w. mieli oni do dyspozycji kilka protestanckich całościowych przekładów Biblii na język polski, wznawianych kilkakrotnie w Polsce i za granicą.

Katolickie tłumaczenie autorstwa jezuity Jakuba Wujka wydano w 1599 r. i było ono jednocześnie ostatnim. To półtorawiekowe zapóźnienie w polskiej biblistyce nadrobiło właśnie wrocławskie środowisko odnowy Kościoła, które przygotowało wznowienie Wujkowej wersji Pisma Świętego. Ukazała się ona w drukarni Akademii Leopoldyńskiej w 1740 r. pod tytułem: „Biblia, to iest Księgi Starego y Nowego Testamentu. Według łacińskiego przekładu starego w kościele powszechnym przyiętego, na polski ięzyk z nowu z pilnością przełożone z wykłądem katholickim trudnieyszych mieysc Do obrony wiary świętey powszechney przeciw kacerztwom tych czasow należących, przed tym przez D. Iakuba Wuyka z Wągrowca, /…/ wydane w Krakowie 1599, /…/ teraz przedrukowane w Wrocławiu”. Dzieło zostało poprzedzone wstępem potwierdzającym konieczność zapoznawania się ze Słowem Bożym i zawierającym wskazówki, jak przygotować się do „pożytecznego czytania Pisma Świętego”. O rozmachu tego przedsięwzięcia i jego sukcesie niech świadczy fakt, że do początku XIX w. podobne zamiary na terenie Polski rozbijały się co rusz o jakieś przeszkody formalne i finansowe. Jeszcze w 1771 r. w tej samej oficynie ponowiono wydanie polskiej Biblii, choć to drugie, zawierające także tekst łaciński, naznaczone było już błędami i napotkało trudności ze zbytem.

Po trzydziestu latach podejmował próby jego sprzedaży słynny drukarz wrocławski Johann Gottlieb Korn.

autor: Anna Sutowicz

źródło: Nowe Życie

PODZIEL SIĘ