Szokujące słowa Holland o komunizmie: „Uważałam, że władzy zdarzają się błędy i wypaczenia, ale generalnie jest to normalny system”

foto: fb

Ojciec zaczął komunizować szalenie wcześnie, właściwie niemalże jako dziecko

— mówi Agnieszka Holland w rozmowie z Krystyną Naszkowską, autorką książki „My, dzieci komunistów”.

Ojciec nigdy mi nie opowiadał o swoich wojennych przeżyciach, nigdy nic nie mówił o swojej rodzinie, która zginęła w Holocauście. W ogóle nic, zero. Wszystko, co wiem, pochodzi z opowieści jego starszej siostry, która uciekła z getta, a potem jakoś dostała się na roboty i przeżyła

— przyznaje słynna reżyser.

Jednocześnie Holland nie neguje niechlubnych kart z biografii jej ojca.

Podpisał, jako jeden z ośmiu studentów, list otwarty przeciwko prof. Władysławowi Tatarkiewiczowi, co spowodowało odsunięcie Tatarkiewicza od zajęć ze studentami. W okresie stalinowskim pisał napastliwe artykuły do gazet. O prof. Kazimierzu Twardowskim na przykład, że jego filozofia jest „skrajnie obskurancka i klechowska”. Do 1947 roku był redaktorem naczelnym „Walki Młodych”, czołowego pisma zwalczającego wszelkie odchylenia od linii partii

— przyznaje.

To jednak nie przeszkadza jej w formułowaniu opinii, które można odbierać jako próbę usprawiedliwienia działalności jej ojca.

Myślę, że był głęboko przekonany, że najważniejszym zadaniem po wojnie jest budowa ustroju, który nie dopuści do powtórki tego, co działo się w czasie wojny. To determinowało wszystko. Sądzę, że namiętnie wierzył w wyższe racje nowego systemu. Ale też miał w sobie wystarczająco dużo sprawności moralno-intelektualnej, by w momencie, kiedy najgorsze fakty stalinizmu wyszły na jaw, gdy okazało się, jak działał ten mechanizm, wyrwać się z niego. Kiedy stało się oczywiste, że to, co się działo po wojnie z ideą komunizmu, to nie były tylko błędy i wypaczenia, ale że wydarzyły się złe, straszne, zbrodnicze rzeczy i że, być może, zło jest zawarte w samym systemie. Bardzo tę utratę kolejnego swego świata i wiary przeżył

— twierdzi Holland.

Zapytana o przeszłość swojej matki, odpowiada:

Mama nie była Żydówką, przed wojną jako nastolatka lewicowała. W czasie wojny działała w AK, walczyła w Powstaniu Warszawskim. Bardzo źle oceniała decyzję o wybuchu powstania, uważała ją za zbrodniczą, mówiła mi tak, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Miała też negatywny stosunek do tego, co zrobiły polskie władze II republiki: w jaki sposób przegrały wojnę, na parę tygodni przedtem uprawiając narodową tromtadrację, uciekając do Rumunii i na Zachód, i zostawiając ludzi samym sobie.

Pani reżyser przyznaje również, że przed swoim wyjazdem do Pragi w 1967 r. nie postrzegała wcale komunizmu jako złego systemu.

Pewnie uważałam, że władzy zdarzają się błędy i wypaczenia, ale generalnie jest to normalny system. Ja przecież nie miałam skali porównawczej, w ogóle nie znałam innego świata. Nigdy nie byłam na Zachodzie. W wieku około siedemnastu lat, w liceum zaczęłam czytać wydawnictwa „Kultury” paryskiej i one powoli otwierały mi oczy. Przy czym mnie nie interesowały jakieś ustrojowe, filozoficzno-politologiczne dywagacje, tylko przede wszystkim prawda o stalinizmie

— czytamy w książce „My, dzieci komunistów”.

Być może właśnie w tych wypowiedziach tkwi klucz do zrozumienia obecnych wyborów politycznych Agnieszki Holland. Tak czy inaczej – niektóre wypowiedzi słynnej reżyser mogą szokować.

wpolityce.pl/Czerwone i Czarne

PODZIEL SIĘ