Jan Kurdwanowski: brał udział w akcjach antykomunistycznego podziemia w oddziale „Błyska”

Jan Kurdwanowski  (1924-2018),  ps. Krok. Kapral, powstaniec warszawski. Po wojnie lekarz pediatra,  autor wspomnień z Powstania Warszawskiego.

Jan Kurdwanowski maturę zdał w 1942 roku w Warszawie, na tajnych kompletach i podjął studia  w Szkole Sanitarnej docenta Jana Zaorskiego, które dwa lala później przerwał z powodu wybuchu Powstania Warszawskiego. Został wtedy żołnierzem 3. kompanii batalionu Armii Krajowej „Chrobry I”, w zgrupowaniu „Kryska”. Po jego upadku przeszedł z ludnością cywilną do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd uciekł. Po zakończeniu wojny studiował w Łodzi, Warszawie i Gdańsku. Dyplom obronił w 1950 roku uzyskując tytuł lekarza. Kolejne studia o specjalności pediatria, kontynuował  w Akademii Medycznej w Gdańsku. W latach 1951-1953 został ordynatorem oddziału dziecięcego szpitala w Elblągu, następnie w latach 1953-1957 asystentem w klinice dziecięcej w Warszawie.

W tym czasie brał udział w akcjach antykomunistycznego podziemia w oddziale „Błyska” – Jana Kempińskiego.

W 1957 wyjechał na wycieczkę do Włoch, z której nie powrócił już do kraju. W 1960 roku zamieszkał w Nowym Jorku, gdzie specjalizował się w psychiatrii.

Jan Kurdwanowski napisał książkę pt. „Mrówka na szachownicy” – 1944 Batalion „Chrobry I” wspomnienia żołnierza Powstania Warszawskiego” wydanej po raz pierwszy w Nowym Jorku w 1983 roku i w Warszawie 1993, 1999 oraz wspomnień powojennych pt. „Jak wybrałem wolność na Zachodzie”  , wydanej w Warszawie 1995, 1999).

Fragment 6 rozdziału wspomnień „Mrówka na szachownicy” z http://www.kurdwanowski.pl/

„Sześć tygodni temu włożyłem łuskę do lewej kieszeni bluzy panterki; złoto do kurtki munduru Luftwaffe, a portfel do spodni. Przyszło mi na myśl, że gdybym włożył łuskę do prawej kieszeni zamiast do lewej, zginąłbym od postrzału w brzuch. Gdybym zaś wtedy włożył złoto do spodni, a portfel z dokumentami do kurtki, która leży pod gruzami Pasażu Simonsa, gestapo nie wypuściłoby mnie żywego z kościoła. W niskim słońcu wisi opar nad Warszawą, opar obłędu, co wszystko z ludzi na wierzch wydobywa. Myślę sobie, że powstańcy powinni złożyć broń, ale na pewno nie złożą i będą walczyć do ostatniego naboju, diabłu na uciechę. Tory kolejowe, siadamy, kładziemy się w trawie. Podjeżdża pociąg elektryczny, pusty, przystaje obok nas. Automatyczne drzwi otwierają się. Po nasypie wdrapujemy się do wagonów, po przedziale na osobę. Drzwi się same zamykają. Jedziemy wolno, okolica podmiejska. Dym unosi się z kominów, czas kolacji. Ludzie przystają, obracają się, patrzą. Stuk kół zagłusza odgłosy Powstania”.

źródło:wikipedia.org

Artykuł powstał dzięki wsparciu programu przez Gminę Wrocław

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ