Wrocław zafunduje sztuczne zapłodnienie 300 parom. Brawata: In vitro nie ma nic wspólnego z leczeniem


W styczniu radni przegłosowali uchwałę w sprawie sfinansowania jednorazowej dopłaty do zapłodnienia pozaustrojowego lub adopcji zarodka parom, które wykażą, że starali się o ciążę co najmniej rok wcześniej. Projekt skierowany jest do mieszkańców Wrocławia, płacących tutaj podatki, ale niekoniecznie będących w związku małżeńskim.

Miejski program polityki zdrowotnej pn. „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego – in vitro dla mieszkańców Wrocławia w latach 2019-2020” wystartował w połowie kwietnia. Dotyczy par, u których stwierdzono niepłodność, a inne metody leczenia były nieskuteczne. Nadto kobieta nie może przekroczyć 40 roku życia, a w niektórych przypadkach – potwierdzonych badaniami – 42 roku życia. Maksymalne dofinansowanie metodą in vitro albo adopcji zarodka wynosi 5 tyś zł.

Program realizowany jest z` budżetu miejskiego. Kosztuje 1,5 mln zł. W grudniu br. upłynie termin zgłoszeń. Do tej pory kwestionariusz wypełniło 100 par. Pieniędzy wystarczy jeszcze dla 200 małżonków lub par żyjących w wolnych związkach. Przetarg na usługę wygrała Invicta Sp. z o.o., z siedzibą przy ul. Grabiszyńskiej. Nadal nie wiadomo, co klinika robi z niewykorzystanymi zarodkami i jak je przechowuje.

Autorem realizowanej uchwały jest .Nowoczesna. Jej projekt poparła Platforma Obywatelska i Sojusz dla Wrocławia. Radni podczas sesji usłyszeli, że nie trzeba bać się o prawne konsekwencje wdrożenia in vitro. Tymczasem bioetycy zwracają uwagę na społeczne, prawne i etyczne skutki sztucznego zapładniania.

In vitro nie ma nic wspólnego z leczeniem. Jest procedurą sztucznego rozrodu zapożyczoną z weterynarii, mówi Adam Brawata Pro – prawo do życia.

In vitro nie diagnozuje i nie leczy chorób, które zaburzają płodność. Klinik in vitro nawet nie obchodzi, jakie schorzenie mają rodzice. Ich zadaniem jest produkcja i sprzedaż dzieci a nie zdrowia.

Według brytyjskiego Urzędu ds. Płodności i Embriologii mniej niż 6% zarodków przeżywa. Reszta jest zamrażana, spłukiwana do zlewu lub zabijana w wyniku aborcji. Z powodu nienaturalnego poczęcia, dzieci z probówki cechuje zwiększona zachorowalność na choroby wrodzone oraz powikłania okołoporodowe.

Profesor Wanda Półtawska podkreśla, że metody poczęcia, inne niż naturalna – dla katolików – nie powinny być przedmiotem jakichkolwiek rozważań.

In vitro, to nie jest problem ludzi niewierzących, ale katolików. Ludzi, którzy mają sakramenty, są ochrzczeni, bierzmowani, są małżonkami i rozwiązują problem rodzicielstwa w sposób nieodpowiedzialny i grzeszny. To jest problem moralności małżeństw i sposobu realizowania rodzicielstwa .

W 2014 i 2015 roku opinię społeczną zbulwersowała sprawa kliniki w Policach, gdzie lekarze w laboratorium pomylili jajeczka kobiet. Jak wynika z protokołów „z powodu podobnych nazwisk”. Okazało się, że procedura sztucznego zapładniania ma luki. Zamiana probówek zdarzyła się, i może się powtarzać. Jak mają reagować dawcy życia, dotychczas przekonani, że są biologicznymi rodzicami? Mają się zamieniać? Mają przestać myśleć czy posiadają „swoje” dziecko? A co zrobi dawca, jeśli dowie się, że jego dziecko, jak dorośnie, pozwie go do sądu o odszkodowanie, np. za porzucenie? Kto będzie płacił za przeselekcjonowanie całego genomu dziecka (dzisiaj koszt ok. 1000 €), jeśli będzie laboratoryjną pomyłką a okaże się, że urodził się z wadą genetyczną?

Prawnicy nie wiedzą jak zakwalifikować ewentualne roszczenia poszkodowanych, np. gdy zamówione, wyselekcjonowane dziecko jednak nie spełni ich oczekiwań – przecież było zapłacone! Wtedy zwrot?! – Gdzie? do kliniki, czy sierocińca? I czy w ramach reklamacji, będzie przysługiwało im powtórzenie zabiegu, aż do (oczekiwanego) skutku?

Kolejnym zagadnieniem, nad którym powinni zastanawiać się ministrowie: rodziny, pracy i polityki społecznej, sprawiedliwości i zdrowia jest podstawowe pytanie o przyszłość dziecka, w razie rozejścia się pary/rodziców, z których jedno nie jest biologicznym rodzicem, kto ma płacić alimenty? – rodzic przysposobiony, biologiczny czy klinika?

PODZIEL SIĘ