Premier o książkach na swój temat, majątku, kontach i akcjach. „Aż boję się przyznać, że czasami lubię zjeść „chińszczyznę”, albo pizzę”


Tygodnik „Sieci”: Panie Premierze, w końcówce kampanii wyborczej ukazują się dwie książki o Panu. Jedna autorstwa lewicowego publicysty Tomasza Piątka jest już na rynku, druga autorstwa byłego rzecznika BZ WBK ma swoją premierę niebawem, ale trafiły do obiegu już jej egzemplarze recenzenckie. Czytał je Pan?

Premier Mateusz Morawiecki: Fragmenty. Ale wielu moich znajomych zapoznało się z ich treścią. W przypadku teorii i spisków przedstawionych w pierwszej książce, aż boję się przyznać, że czasami lubię zjeść „chińszczyznę”, albo pizzę, bo zostanę zakwalifikowany jako agent wpływów chińskich, albo włoskich w Polsce. Druga książka to zasadniczo próba pokazania, że byłem niedobrym prezesem banku. Cóż, widać, że podwojenie liczby klientów, podwojenie zysków, najwyższa lub jedna z najwyższych rentowności, to nie sukces, a porażka. Brak zwolnień grupowych, to nie szansa na utrzymanie miejsc pracy dla większej liczby ludzi w czasie trudnego kryzysu, a właściwie strata dla ludzi. Dbałość o pamięć o Żołnierzach Wyklętych i promocja postaw patriotycznych to budowanie mojej pozycji. Trudno mi to skomentować. To pewnie kwestia perspektywy. Ludzie z różnej gliny są ulepieni. Jest w obu książkach wiele różnych zmanipulowanych fragmentów.

W książce byłego rzecznika banku, pojawia się sugestia, że umówił się Pan na jakąś dodatkową odprawę. Kilka dni temu Centrum Informacyjne Rządu podało, że takiej odprawy nie było. Może Pan to wyjaśnić?

Odchodząc z banku w listopadzie 2015 roku ani się nie dopominałem, ani nie wziąłem żadnej odprawy. Być może gdybym negocjował jakąś odprawę, to bym otrzymał. Nie wiem. Pracodawca zachował się bardzo w porządku i zgodnie z przepisami. Ja również. Nie otrzymałem też żadnej odprawy później. Z pracy w banku zrezygnowałem sam i przeszedłem do służby publicznej będąc całkowicie niezależnym finansowo. Sprzedałem też akcje banku w 2017r. Wszystko można wyczytać w składanych przeze mnie oświadczeniach majątkowych.

W książkach, w „Newsweeku” czy „Gazecie Wyborczej” przypominana jest informacja, że wraz z małżonką jest pan właścicielem kilku nieruchomości.

Przez 18 lat pracowałem na znaczących stanowiskach w banku, przez osiem i pół roku byłem prezesem dużego banku. Wcześniej też prowadziłem firmę i pracowałem za granicą. Już chyba wszyscy w Polsce wiedzą, ile zarobiłem pieniędzy. Dużo. Nie prowadziliśmy z żoną wystawnego życia, nie zakopaliśmy tych pieniędzy w ogródku, nie wyprowadziliśmy oszczędności do rajów podatkowych, tylko zainwestowaliśmy w Polsce, w kilka nieruchomości.

A czy posiada Pan jakieś konta zagraniczne?

Nie mam żadnych kont zagranicznych. Wszystkie konta które mam – znajdują odzwierciedlenie w moim oświadczeniu majątkowym. Oświadczenie jest dostępne publicznie. Odpowiednie służby sprawdzały na pewno z każdej strony moje konto, przepływy finansowe, czy aktywa.

Dlaczego dokonaliście Państwo podziału majątku?

Ponieważ nie chciałem mieć nic wspólnego z działalnością gospodarczą, z inwestycjami. Wszelkie nieruchomości, które były dochodowe, przejęła moja żona. Ona prowadzi działalność gospodarczą, wynajmuje nieruchomości, inwestuje. Będąc prezesem banku i potem, tym bardziej, na polu działalności publicznej, politycznej, nie chciałem mieć związku z aktywnym inwestowaniem, z działalnością gospodarczą.

I co przypadło żonie w udziale?

Nie chciałbym za wiele odpowiadać za żonę, ale właśnie te aktywa, które wynajmuje lub na terenie których może prowadzić inwestycje.

Dla przykładu?

Przy ul. Oławskiej we Wrocławiu…

…w odniesieniu do której to redakcji pojawił się zarzut zakupu po niskiej cenie.

To był zakup dokonany 15 lat temu w ramach licytacji publicznej. Było wielu licytujących, moja cena była po prostu najwyższa.

Od kogo kupiliście Państwo te lokale?

Na publicznym przetargu od Gminy Wrocław. Lokale były skądinąd w ruinie. Do remontu przystąpiliśmy kilka lat później.

A jakie działki przypadły żonie w udziale?

Na przykład w Żernikach Wrocławskich i na Oporowie na granicy Wrocławia.

Od kogo i kiedy nabyliście Państwo te działki i czy tam prowadzone są jakieś inwestycje?

Tę pierwszą od osób prywatnych kilka lat temu, drugą od parafii kilkanaście lat temu, na początku lat 2000-nych. W przypadku tej pierwszej był zamiar inwestycji budowlanych, ale chyba nic się tam nie dzieje, żadne inwestycje nie są prowadzone. Druga była kupowana jako ziemia rolna, potem przekształcona na aktywność gospodarczą, z szeregiem ograniczeń, stacja radiolokacyjna, podziemny gazociąg, drogi, które od tych kilkunastu lat zresztą nie powstały. I pewnie nie powstaną. Tam też się nic nie dzieje. W tym rejonie jest wysoka jakość gruntów, więc koszt odrolnienia i wyłączenia z produkcji rolnej byłby bardzo wysoki.

A działki w Pana posiadaniu?

Niedaleko rzeki Wkry, w powiecie Płońskim. Również w Pęgowie-Golędzinowie, gdzie spędzałem wakacje przez 20 lat mojego życia. Nie osiągam żadnych dochodów z tych działek.

Wyczytaliśmy też w Pana oświadczeniu majątkowym informację o uprawnieniach do akcji Santandera i uprawnieniach „kwotowych”.

Tak, mam takie uprawnienia i je odnotowuję w oświadczeniu majątkowym. Nie wiem, czy one się zmaterializują ani nie orientuję się jaki jest ich status. Są na pewno związane z mierzalnymi, obiektywnymi kryteriami. Nota bene, piszę też w oświadczeniu o prawach do odroczonych premii, które są częścią otrzymywanego w przeszłości wynagrodzenia, i które już zostały zresztą ujęte we wszystkich sprawozdaniach rocznych Banku Zachodniego WBK w latach, kiedy tam pracowałem.

Miał Pan też akcje Banku Zachodniego WBK…

Tak, wspomniałem już o tym. To była część pakietu menedżerskiego. Sprzedałem je, zapłaciłem należny podatek, zawarłem wszystko w oświadczeniu. Trzeba też pamiętać, że zarówno przyznawane akcje, jak i premie, podlegają bardzo rygorystycznym przepisom, tzw. Bazylea III i warunki ich realizacji w instytucjach finansowych są ściśle monitorowane przez Komisję Nadzoru Bankowego.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ