Wassermann dla wPolsce.pl: Komisja pokazała pokrzywdzonym przez Amber Gold, że ich głosy zostały wysłuchane, że jest sprawiedliwość

fot. youtube.com

Ta komisja pokazała pokrzywdzonym przez Amber Gold, że ich głosy zostały wysłuchane, że można się doczekać sprawiedliwości, chociaż czasami czeka się na nią długo. Pokazała, że państwo polskie może działać inaczej. Nie musi być takiego rozkładu struktur państwowych jak za rządów PO, na czele z Donaldem Tuskiem. Nie musi być sytuacji, w której dziewięciokrotnie karany przestępca zakłada linie lotnicze zarezerwowane do asekuracji przez ABW i zatrudniony w nich zostaje syn urzędującego premiera

– mówiła w rozmowie z Wojciechem Biedroniem na antenie telewizji wPolsce.pl Małgorzata Wassermann, przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold.

 

Szefowa komisji przyznała, że każdy z wątków poruszonych w raporcie był ważny i analizowała go z takim samym zaangażowaniem. Co więcej, żadna sprawa do tej pory nie miała tak ogromnej ilości dokumentów. Przypomnijmy, że przygotowany raport ma 700 stron. Małgorzata Wassermann podkreśliła, że jest to tak naprawdę skrót z informacji.

Obraz jest taki, że nikt do 2016 roku nie odważył się dotknąć tego tematu po co w ogóle powstały linie lotnicze OLT, kto za nimi stał, co tam robił syn premiera, jakie to miało przełożenie? W raporcie jest bardzo dużo cytatów, by oddać wiernie wypowiedzi. Jest takie zdanie, gdzie szef ABW kiedy szykowano się do realizacji i wiedzieli, że Michał Tusk występuje w tej sprawie, powiedział do prokuratora okręgowego w Gdańsku: „To może byśmy zabezpieczyli jego komputer”, a prokurator odpowiedział: „Pan chyba żartuje”. To najlepiej obrazuje stosunek do tej sprawy

– powiedziała Małgorzata Wassermann.

Dopytywana o to, jaki według niej był powód zatrudnienia Michała Tuska w OLT, Wasserman powiedziała, że osoby, które za tym stały założyły, że co najmniej utrudnia stanowczą reakcję premiera Tuska i podległych mu służb i w tym zakresie się nie pomyliły.

W raporcie opisała, jak charakteryzowały się osoby, które miały kontakt z Michałem Tuskiem. Poszczególni prezesi czy pracownicy OLT mówili, że oni wiedzieli, że młody Tusk jest zatrudniony, ale zapewniali, że nie mieli z nim kontaktu. Ciekawe jest to, że na pytanie, czym miał się zajmować, wszyscy odpowiadali, że PR. Tylko sam Michał Tusk twierdził, że chciał robić analizę siatki połączeń. Problem jest to, że siatka połączeń ani nie była zamawiana przez OLT, ani nie takie było jego stanowisko. Chciał wybrnąć tak, że może nie było zapotrzebowania na analizy, ale on prowadził dziesiątki rozmów z Frankowskim, gdzie omawiał różne zagadnienia. Z kolei sam Frankowski mówił, że on nie miał na to czasu i sam był przeciwko jego zatrudnieniu

– przypomniała Wassermann, dodając, że Frankowski, przesłuchiwany przez komisję podtrzymał swoje zeznania składane w prokuraturze.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ