Klynstra-Komarnicki: Istnieje mała grupa ludzi trzymających władzę w kulturze. Jeśli nie będą chcieli, to nie zrobisz filmu albo sztuki

Istnieje mała grupa ludzi trzymających władzę w kulturze, od której zależy, czy ktoś będzie miał pracę czy nie. Jeśli nie będą chcieli, to nie zrobisz filmu albo sztuki – powiedział w wywiadzie dla „Polska The Times” aktor Redbad Klynstra-Komarnicki.

Klynstra-Komarnicki mówił o politycznych postawach aktorów. W tle rozmowy pojawiła się postać Krystyny Jandy.

Mamy niezreformowany system, w którym tak naprawdę nie ma transparentności – nie wiadomo, dlaczego jedni artyści dostają pieniądze z podatków, a inni ich nie dostają. System redystrybucji jest niejasny

— opowiadał.

Teraz jednak mamy sytuację, kiedy władza się zmieniła. I to na tyle radykalnie, że to finansowe źródełko wysycha. Z punktu widzenia pani Jandy ona nie rozumie, dlaczego jej to źródełko wysycha, skoro cały czas prowadzi teatr, trzyma poziom, wszystko robi, jak trzeba. Zaczyna więc się denerwować, personalizować swoją osobistą frustrację i ekstrapolować ją na całą sytuację w kulturze i całą sytuację w Polsce

— ocenił.

Nie zabrało i wątku dotyczącego Zofii Klepackiej oraz Borysa Szyca, który w ostrych słowach krytykował polską mistrzynię. Klynstra-Komarnicki przypomniał dawne słowa Szyca, że „nigdy w życiu by geja nie zagrał”. Wskazał również na sensowne słowa mniej znanego artysty, jakim jest Jarosław Jakimowicz.

Też mam dziecko i też nie chciałbym, żeby ktoś mnie wyręczał w edukacji szczególnie tak ważnej kwestii, jaką jest intymność seksualna. Tego sobie nie życzę. Uznaję równość wobec prawa dla ludzi różnych orientacji, natomiast czym innym jest akceptacja tego, że ktoś ma takie czy inne potrzeby, o ile są one w granicach prawa, a czym innym jest promowanie ich wśród dzieci, które nie są wystarczająco rozwinięte, aby mieć własny światopogląd, czyli są podatne na manipulację. Na to nie ma mojej zgody

— mówił.

W ocenie Redbada Klynstry-Komarnickiego ludzie szukają autorytetów, lecz ze względu na ich brak, zwracają się do artystów. Jednak – jak podkreślił – lepiej by było, że nie musieli się wypowiadać.

Jeżeli istnieję w tej przestrzeni, jeżeli się wypowiadam – to z imienia i nazwiska. Ale nie wypowiadam się jako aktor. Wyznaję zasadę, że aktorem jestem, kiedy gram

— powiedział.

Aktor, jedyne co ma naprawdę, to imię i nazwisko, warto więc przemyśleć, na ile jego wypowiedź jest rzeczywiście prywatna, nawet jeśli, jak ma to miejsce w moim odczuciu, jest to wypowiedź obywatelska

— dodał.

Rozmówca „Polska The Times” stwierdził również, że środowisko teatralne w Polsce jest „bardzo hermetyczne i trochę zastraszone”.

Istnieje mała grupa ludzi trzymających władzę w kulturze, od której zależy, czy ktoś będzie miał pracę czy nie. Jeśli nie będą chcieli, to nie zrobisz filmu albo sztuki. A to oznacza, że trzeba się z tymi ludźmi wpływowymi jakoś układać. Ktoś, kto ma odrębne od nich zdanie, mimo że jest profesjonalnym artystą, trafia do offu, który siłą rzeczy nie ma zbyt dużego przełożenia na opinię publiczną

— czytamy w wywiadzie.

wpolityce.pl/polskatimes.pl

PODZIEL SIĘ