Gorzka powyborcza refleksja Zdrojewskiego: Straciliśmy mandaty i ponad milion głosów. Największy problem mamy z wiarygodnością

Zdrojewski.jpg

Mam spory dystans do poczynań władz mojej partii. Sztuką było przegrać te wybory

—przyznaje w rozmowie z tygodnikiem „Wprost” Bogdan Zdrojewski, były eurodeputowany Platformy Obywatelskiej.

Były eurodeputowany PO pytany, czy liczy na dymisję Grzegorza Schetyny i rozliczenia w Platformie po przegranych eurowyborach, odpowiada:

Nie i nie będzie też żadnych rozliczeń. Z jednej strony brakuje czasu, z drugiej poprzednie wybory również nie miały stosownej oceny.

Dodaje, że rozliczenia są konieczne.

By wygrać wyboru jesienią, bez wątpienia. Jedynie precyzyjna diagnoza porażki daje szansę wyjść obronną ręką z obecnej sytuacji.

Zdrojewski przyznaje, że porażka jest tym dotkliwsza, że wybory do Parlamentu Europejskiego „w jakimś sensie były ‘nasze’”.

W kampanii do PE straciliśmy nie tylko mandaty i ponad milion głosów, lecz także przede wszystkim pewien entuzjazm, potencjał mobilizacyjny oraz finalną satysfakcję. Te wybory w jakimś sensie były „nasze”. W związku z tym najłatwiejsze. Sztuką było je przegrać, ale, jak widać, się udało

—z ironią przyznaje polityk.

Wiele decyzji budziło wątpliwości, a samej kampanii całej Koalicji Europejskiej w rzeczywistości nie było

—dodaje.

Zdrojewski przekonuje, że jego krytyczna ocena PO i Koalicji Europejskiej nie jest podyktowana żalem do Grzegorza Schetyny, który nie umieścił go na liście do PE.

Moje żale nie mają tu znaczenia. (…) Mój ewentualny żal nie dotyczy samej decyzji, lecz sposobu jej podjęcia i braku informacji o niej. O tym, że nie startuję, dowiedziałem się z telewizji, i to wbrew wcześniejszym ustaleniom

—tłumaczy.

W żadnej z rozmów nie pojawiła się zapowiedź braku miejsca na liście

—podkreśla.

Były eurodeputowany dodaje, że Platforma płaci obecnie cenę „nie tylę za błędną strategię, a raczej jej brak”.

Powstanie Koalicji było jedyną pozytywną wartością. Sposób i kolejność jej konstruowania już nie. (…) Zresztą, jak się okazało, błędów popełniono całą masę

—przyznaje Zdrojewski.

Zabrakło wiarygodności, wyczucia i empatii. Zresztą z wiarygodnością mamy największy problem. W związku z tym nie umiemy rozbudzić silnych emocji, które poruszyłyby nasz elektorat

—podkreśla.

Zdrojewski broni również Donalda Tuska, którego obarczano współodpowiedzialnością za wyborczą klęskę.

Tusk próbował przywrócić w tej kampanii właściwie proporcje, przypomniał, że chodzi o Europę, o przyszłość, miał też przekaz do młodego pokolenia. Niestety ten przekaz został zmasakrowany przez Leszka Jażdżewskiego. Potem Donaldowi Tuskowi pozostało jedynie minimalizowanie strat

—mówi.

Czy zdaniem rozmówcy red. Joanny Miziołek, opozycji uda się dotrzeć do wyborców PiS, których tak często obrażała?

Wielokrotnie zwracałem uwagę na to, że przeciwnikiem Platformy jest PiS, ale nie wyborca PiS. Warto też odróżnić potrzebę określonych reform od tego, jak są one dziś realizowane. Nikt nie może np. negować potrzeb reformowania wymiaru sprawiedliwości

—wyjaśnia.

Czy kierownictwo PO wsłucha się w uwagi Zdrojewskiego? Patrząc na to, jak go potraktowano, można zakładać, że nie.

wpolityce.pl/”Wprost”

PODZIEL SIĘ