Wynurzenia Saramonowicza: Nie chcę urządzać się w pisowskiej Polsce. Ich narracja zrównała się w nachalności z pezetpeerowską

Scenarzysta i reżyser Andrzej Saramonowicz, zdaje się być bardzo rozczarowany wynikiem wyborów do Parlamentu Europejskiego. Wielokrotnie upust swojej frustracji daje we wpisach zamieszczanych w mediach społecznościowych. W rozmowie na łamach „Plus Minus” przekonywał jednak, że „to nie złość, ale obywatelski smutek”.

Że tak wielu Polaków daje się nabierać na propagandowe chwyty partii rządzącej. A także smutek osobisty, bo demokracja tak jest urządzona, że jeśli uda się zmanipulować większość, to ona ciągnie za sobą w dół także niezmanipulowanych

— żalił się Saramonowicz, przekonując jednak, że nie da się „wpisać w narrację, jakoby oderwana od życia elita gardziła ludem”, ponieważ osoby wykluczone wcale się tak nie postrzegają w „pisowskiej Polsce”.

Zdaniem Saramonowicza, to nie liberalizm niszczy Polskę, a populizm, co go przeraża. Dodał także, że od początku rządów PiS na Woronicza, jest na niego „zapis”, ale on sam nie chciałby pracować w TVP. Zarzucał także, że w „pisowskim państwie” brakuje transparentności.

W sytuacji, w której jedna partia polityczna zawłaszcza państwo, podporządkowuje sobie władzę wykonawczą, narusza standardy parlamentarne, dewastuje niezależność sądownictwa, wykorzystuje pieniądze z budżetu na kampanię wyborczą oraz zmienia media publiczne we własną tubę propagandową, obywatele nie mogą już podejmować autonomicznych decyzji, bo zaczynają żyć w matriksie. Pisowskiemu państwu brakuje transparentności

— oświadczył reżyser, stwierdzając, że „pisowska propaganda zrównała się w nachalności z pezetpeerowską”.

Nie mogło zabraknąć odniesienia do sprawy środowisk LGBT. Saramonowicz powiedział, że sam długie lata pozostawał poza dyskusjami o „polityce tożsamości”. Zmieniła to jednak „Przeraźliwa polska nienawiść do osób LGBT”.

To nie pozwala już na stanie z boku. Nie mógłbym sobie spojrzeć w twarz w lustrze, gdybym udawał, że nie widzę, jak depcze się ludzką godność i próbuje odbierać wolność. Staję zatem w obronie praw mniejszości seksualnych, ale że są to prawa obywatelskie. Państwo polskie powinno je gwarantować

— stwierdził.

Na tym jednak nie koniec, Reżyser oświadczył, że ks. abp Jędraszewski, którego nazwał „panem Jędraszewskim”, znajduje się na „szpicy peletonu” jeśli chodzi o siewców polskiej pogardy i nienawiści.

Przekonywał, że ludzie Kościoła i prawicy zbudowali język debaty w Polsce: „polskie narracje polityczno-społeczne działają na silniku pisowsko-kościółkowego instrumentarium pojęciowego”.

Kaczyński i Rydzyk wyposażyli Polskę w pojęcia klucze, wokół których latamy jak ćmy przy świecy. Na rzeczywistość nałożyli nakładkę nowomowy

— mówił Saramonowicz, dodając, że szyderstwo z Eucharystii na Paradzie Równości było bez znaczenia, a obraza uczuć religijnych to „zjawisko sztucznie implementowane Polakom”.

Dodał, że wszystkie spory światopoglądowe i polityczne w Polsce są prowadzone w języku PiS, który narzucił, co jest uważane za przyzwoite, kto jest bohaterem, a kto zdrajcą.

Saramonowicz mówił także o swoich doświadczeniach z neokatechumenatem, z którego odszedł po wielu latach przynależności, bo uznał, że „usiłuje się dokonywać na nim duchowych i intelektualnych wymuszeń oraz że nie ma prawdy tam, gdzie spodziewał się ją znaleźć”.

Spędziłem we wspólnocie na tyle dużo czasu, by móc dziś śmiało powiedzieć, że nie różni się ona od sekt religijnych przed którymi Kościół przestrzega. (…) Moje doświadczenie mówi, że dokonuje się tam wielu psychicznych wymuszeń, które mogą być niebezpieczne

— dramatyzował reżyser.

Trochę szkoda, że człowiek, który od lat nic nie stworzył, zajmuje się komentowaniem polityki, a przy okazji za każdym razem się ośmiesza.

wpolityce.pl/”Plus Minus”

PODZIEL SIĘ