O kapłaństwie Orzecha i relacjach z Bogiem w 55. rocznicę święceń

Szczelnie wypełniła się kaplica akademicka wawrzynowymi złomami, studentami ks. Stanisława Orzechowskiego. Kapłan obchodzi 55-lecie kapłaństwa – i jak na każdy jubileusz – tak i dzisiaj na uroczystość przyjechali wychowankowie z całej Polski, z rodzinami, nieraz wnukami. A z tego Orzech cieszył się najbardziej.

Homilię wygłosił oj. Piotr Bełza. Kapłan ze swadą i humorem mówił o Jubilacie, cytując jego własne wypowiedzi: – na początku myślałem, że wszystko zapamiętam, ale tych złotych myśli, które trafiają w serce było tak dużo, że dość szybko zorientowałem się, że nie jestem w stanie zapamiętać więc myślę sobie, zacznę notować, jak będzie w przyszłości jego proces beatyfikacyjny to je wyciągnę. Okazuje się, że trzeba było je wyciągnąć dużo wcześniej ale… nie wszystko. Jakby co, to jeszcze dużo zostało.

Kiedy Orzech o czymś mówi, to zawsze jest ważne, np. o urodzinach. Czy to ważna data? Nie. Krowa się rodzi, świnia się rodzi i Orzech się urodził. Ale zaraz po tym dodał o dacie chrztu świętego, że każdy musi ją znać i w szczególny sposób wspominać. Orzech dba o relacje, i to widać choćby na dzisiejszej Mszy świętej mówił oj. Piotr, gdy tyle roczników przyjechało aby być razem. Na co dzień widzimy żywe relacje z Panem Bogiem, są bezpośrednie i bardzo gorące.

O relacjach mówiła też jedna z parafianek, Maria, która od 1983 roku urządza w swoim domu kolędy dla przyjaciół którzy wspierali ją i jej rodzinę w stanie wojennym. Orzech z powodu zdrowia opuścił tylko jedną.

Kapłan znany jest ze swej porywczości ale i umiejętności rozładowania napiętej sytuacji. W czasie obozów adaptacyjnych w Białym Dunajcu uczy dziewczyny i chłopaków podstawowych rzeczy. Jedna ze studentek, po dyżurze kuchennym powiedziała „ja nie boję się już żadnej rozmowy kwalifikacyjnej. Po trzech dniach dyżuru z Orzechem niczego się nie boję”.

W DA Wawrzyny ks. Stanisław Orzechowski posługuje od 1964 roku, kolejne roczniki składały dzisiaj życzenia a każdy dodawał coś szczególnego.

– Patrząc na to ile nas jest i dzieło, które stworzyłeś, widzimy, że bez bożej pomocy nie udało by się ulepić nas, tak jak to zrobiłeś

– Jesteśmy twoim miodem, kwiatem i owocami

– Dziękuję za Twój radykalizm, autentyczność, za twoją błyskotliwość, oryginalny żart podczas kazań i za twoją miłość do bliźniego, za ojcowskie spowiedzi.

Orzech wiele razy mówił o obecności Pana Jezusa. Dzisiaj również oznajmił

Doświadczyłem bliskiej Pana Jezusa obecności. Jego ciepło czuję na swoim lewym ramieniu. A możliwe jest to dlatego, że nasza wspólna piękna modlitwa ułatwiła Chrystusowi jego obecność, której w ten sposób doświadczyłem. Tak jak na jednej pielgrzymce do tronu Jasnogórskiej Pani – tam też jest temperatura modlitwy wysoka – i w czasie Mszy świętej, na pewnej wysokości nad pielgrzymami były olbrzymie chóry aniołów. Mówię to dlatego, że Pan Bóg daje również dzisiaj znaki jak chce swojej obecności.

Podczas gościny zbierano do puszki pieniądze na dokończenie filmu dokumentalnego o Orzechu a także na prezent z okazji 55-lecia święceń kapłańskich. Tu „Kuzyn” wspomniał, iż do potrzebnej kwoty brakuje jeszcze połowę sumy, dlatego zbiórka ciągle trwa i można wpłaty dokonać na konto stowarzyszenia a na razie Orzech otrzymuje kołpaki na felgi do nowego samochodu

 

Orzech mówił też o wdzięczności i radości z powodu księży z którymi pracował w DA Wawrzyny. Wspomniał o powołaniu, które przyszło tak nie od razu. Okazało się, że zmierzało jednak do przeżywania Mszy św. i ze wszystkich spraw, które mnie spotkały w życiu, a spotkało mnie dużo różnych rzeczy, najpiękniejszą sprawą jest Msza święta. Cieszę się, że mogę jeszcze odprawiać, że mogę was wszystkich przygarnąć i polecić Panu Bogu – bo taką intencję teraz posyłam Panu Bogu Trójcy Świętej Jedynemu.

PODZIEL SIĘ